Żyjemy w kraju, który raczej należy do liberalnych. Mało zachowań nas naprawdę szokuje i nie należymy do narodów, które agresywnie reagują na odmienność. Dlatego turyści przyjeżdżający do Polski dobrze się czują i nie muszą się szczególnie zastanawiać na tym, w jaki sposób mogą usiąść, by nikogo nie urazić czy też jak się ubrać, by nikogo nie zgorszyć. Ale nie wszędzie tak jest...
Przynajmniej dwa razy w życiu, z powodu swojej ignorancji - choć zawsze wydawało mi się, że z szacunkiem podchodzę do wyznaczonych zasad - obraziłam odczucia mieszkańców kraju, który odwiedzałam.
Jedno z tych zdarzeń miało miejsce na Ukrainie. Wchodząc do cerkwi w miejscowości, którą ciężko znaleźć na mapie, zapytałam, czy mój strój nie jest zbyt rażący dla strażniczki tego miejsca - wiekowej pani stojącej przy wejściu i taksującej wzrokiem każdego, kto przekraczał próg. Byłam przygotowana na to, że mnie nie wpuści i będę musiała przyodziać długą sukienkę i chustkę, ale staruszka nie miała nic przeciw temu, bym weszła do środka. I wszystko byłoby w porządku, gdyby chwilę później nie przyszła jej koleżanka i nie oceniła, że mój strój jednak nie przystoi świętemu miejscu. Z cerkwi zostałam wyrzucona, a pod moim adresem padło kilka epitetów. Z kolei w Turcji, starsza kobieta nie bardzo była w stanie zaakceptować to, że siedziałam prezentując światu podeszwy moich butów. A skąd mogłam wiedzieć, że to może komukolwiek przeszkadzać?
Łukasz Neska z
eSKY.pl przypomina:
Musimy pamiętać, że gdy zjawiamy się w jakimś kraju - nawet bardzo przychylnie odnoszącym się do turystów, z mieszkańcami, którzy wręcz czekają na gości - to nie jesteśmy u siebie i powinniśmy przestrzegać choć tych najbardziej podstawowych zasad grzecznościowych. Dlatego przygotowując się do podróży, poza tymi stronami w przewodniku, które opisują lokalne zabytki czy kuchnię, musimy dokładnie prześledzić te, poświęcone, zwyczajom i tradycjom. To może nas uchronić przed wieloma nieprzyjemnymi sytuacjami.