Facebook Google+ Twitter

Co mamy dla mamy?

  • Źródło: Gość dnia
  • Data dodania: 2009-05-26 08:55

- Co mamy dla mamy? - to pytanie padało nieuchronnie z ust moich lub mojej siostry na jakieś dwa dni przed Dniem Matki. Która z nas zadała to pytanie jako pierwsza, ta była wygrana, bo dawała w ten sposób do zrozumienia, że myśli, kojarzy, pamięta, troszczy się - słowem: nie ma w nosie. Tej drugiej w udziale przypadało wstydliwie przyznać, że hm, no, ten tego, chyba... dla mamy nie mamy nic! Po czym obie, już zgodnie, zaczynałyśmy kombinować, co by tu, przy naszych skromnych środkach, dla mamy mieć.

Zdjęcie ilustracyjne / Fot. PAPKoniec końców, zawsze coś tam się ostatecznie znajdowało - w najgorszym wypadku cudnej urody laurki (sztuk dwie), a w najlepszym - flakonik perfum "Pani Walewska", zakupiony za pieniądze na tę okoliczność wyłudzone od ojca. Oczywiście, gdy już byłyśmy nieco starsze, schemat ten ulegał pewnym modyfikacjom - laurki znikły (nie wypadało!), "Panią Walewską" zastąpiły różne mniej lub bardziej oryginalne drobiazgi (vide broszka w kształcie skorpiona, który nie był, bynajmniej, aluzją do charakteru mamy, ale do jej znaku zodiaku), a pieniądze pochodziły z kieszonkowego lub studenckiego stypendium.

26 maja, rankiem, odbywała się niezmiennie ta sama ceremonia: my wręczałyśmy prezent, mama udawała zaskoczoną, a także niezwykle szczęśliwą z powodu wejścia w posiadanie kolejnej portmonetki (dwie pierwsze otrzymała z okazji ostatnich urodzin i mikołajek). Po czym maszerowała pokornie do kuchni, by zrobić nam wszystkim śniadanie, zanim pomknie do pracy. W ten oto sposób wszyscy mieliśmy Dzień Matki odpękany.

Wczoraj w "Czterech Porach Roku" pani psycholog mówiła, żeby broń Boże nie "odpękiwać". Żeby podejść do mamy, objąć ją i powiedzieć zwyczajnie: "Kocham cię." Że to lepsze od kwiatów, broszek, portmonetek. Że czasem trudniejsze, ale że można się nauczyć. W sumie żałuję, że nie usłyszałam tej pani psycholog ze 30 lat temu. Zaoszczędziłabym na portmonetkach, a mama byłaby szczęśliwsza. Dziś już za późno. Ejże, za późno? Zawsze mogę tę mądrość sprzedać następnemu pokoleniu. Przynajmniej oni zaoszczędzą na broszkach w kształcie wagi (czyżby aluzja do mojej figury?!), a ich mama będzie szczęśliwsza. Czyli ja!

PS Dopisane rankiem w pracy: Dostałam wisior, bransoletkę i kwiaty (pachną mi teraz na całe biuro). Oraz uściski. I to niezastąpione "kocham cię". I jestem szczęśliwa - do potęgi trzeciej!

Autor: Beata Biały
oryginalna publikacja: Blogi Polskiego Radia

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.