Nie tylko policjanci mają problemy z fikcyjnymi kradzieżami
samochodów.
Firmy ubezpieczeniowe też narzekają, że około 20 proc. stłuczek
ikradzieży to lipa. - Sami są sobie winni - mówią policjanci z
krakowskiej samochodówki. Ich zdaniem, firmy prowokują takie zachowania
tworząc furtki dla nadużyć. Taką furtką jest ryczałtowe rozliczanie
napraw samochodów po wypadkach. Firma na wstawienie np. drzwi do opla
corsy daje kierowcy 1600 zł. W warsztacie samochodowym kupno i
wstawienie drzwi kosztuje 2500 zł.
Co w takiej sytuacji robi kierowca?
Idzie na giełdę, kupuje najczęściej kradzioną część i zleca wstawienie
drzwi na czarno. Płaci za to 1000 zł. 600 ma w kieszeni. Ryczałt ma to
do siebie, że jest niższy od realnego kosztu naprawy. Fikcyjne stłuczki
są nakręcane przez przestępcze grupy - te same, które kradną naprawdę
samochody na części.
- Firmy ubezpieczeniowe napędzają więc klientów
złodziejom - mówi oficer operacyjny. - Stłuczkę można zamówić ugrup
przestępczych, które biorą procent od tej usługi. Niektóre z tego żyją,
a w Krakowie jest ich coraz więcej - mówi Leszek Górak, zastępca
komendanta miejskiego policji. Tak samo jest w przypadku kradzieży -
bandyci umawiają się na wywóz auta z Polski, potem kierowca zgłasza
kradzież i dostaje pełny zwrot kosztów. Tylko w maju złapano w mieście
kilkuosobową grupę fikcyjnych złodziei, którzy za każdy samochód
zainkasowali po kilkadziesiąt tys. zł.
Krakowska policja ma umowę z ubezpieczycielami, jednak pożytek z tego niewielki.
-
Wykrywalność lipnych kradzieży i stłuczek jest na poziomie 1 proc. -
ocenia Marcin Broda, redaktor naczelny "Miesięcznika
Ubezpieczeniowego". Ubezpieczeniowcom pomysł z wystawianiem faktur
przez mechaników nie bardzo się podoba. Został oprotestowany. Wynika z
tego, że dla firm obecna sytuacja jest wygodna.