Facebook Google+ Twitter

Co reprezentuje reprezentacja? Wszystkie oczy na Fornalika

Arytmetyka skreśla nas w eliminacjach do mundialu w Brazylii prawie tak jednoznacznie jak zdrowy rozsądek. Sąd nad kadrą, siłą rzeczy, musi oznaczać sąd nad Waldemarem Fornalikiem.

 / Fot. PAPZbigniew Boniek w przeważającym stopniu nie obciąża za porażki trenerów, tak jak w pierwszej kolejności nie chwali ich za zwycięstwa. W swoim dystansie do spekulacji o przyszłości selekcjonera przypomina chłodnego dyrektora finansowego, który patrzy na wyniki tylko przez pryzmat długofalowych skutków i nie podejmuje decyzji pod wpływem chwili.

Nagromadzenia negatywnych faktów wokół kadry nie sposób jednak przykryć. Waldemar Fornalik potwierdził chyba wszystkie obawy wyrażane już w dniu swojego wyboru w hotelu Victoria. Źle interpretuje wydarzenia na boisku (Urugwaj, Czarnogóra). Brakuje jego reakcji, gdy wydarzenia przeczą przyjętym założeniom (Ukraina, Irlandia, Mołdawia). Brakuje decyzji o dociśnięciu pedału gazu, gdy rywal nie przejawia wytężonej ochoty do prowadzenia gry (słabiutka Anglia).

W chwilach krytycznych ratował się chaotycznie, to wyciągniętym z kapelusza Radosławem Majewskim na Ukrainę, to Łukaszem Szukałą teraz. Zmarnowano sparingi, jak ten z Irlandią, gdy Sebastian Boenisch był testowany na prawej stronie obrony (nigdy więcej na niej nie zagrał), a Szymon Pawłowski, który później całkowicie wypadł z obiegu, na lewej pomocy. Jak ten z Urugwajem, gdy Marcin Komorowski zagrał cały mecz na boku obrony. Potem wystąpił jeszcze dwa razy - dwa razy na środku. Jak ten z Danią, sprawdzianem generalnym przed ostatnią prostą eliminacji, gdy zagraliśmy dwoma defensywnymi pomocnikami. Tym drugim, obok Grzegorza Krychowiaka, był Przemysław Kaźmierczak. Nie wyglądał źle, poziomem nie odstawał od reszty, w lidze z formą raczej nie zjechał, ale wrześniowego powołania nie otrzymał. Z Czarnogórą zagraliśmy nominalnie jednym.

Na 16 meczów pod batutą byłego trenera Ruchu kadra nie straciła bramki tylko w czterech: z Mołdawią, RPA, San Marino i Liechtensteinem. Licząc spotkania w składzie krajowym, wypróbował w sumie 10 stoperów. Przed każdym meczem o punkty jedną z największych zagadek nadal pozostaje, kto będzie partnerował Kamilowi Glikowi, który zresztą nie jest opoką swojej formacji.

Nie widać powtarzalności - nie zdarzyło się, że kolejne bramki padały po bliźniaczych akcjach. Harujący jak wół w każdym meczu Jakub Błaszczykowski sam wagonu nie pociągnie. Okres strzeleckiej abstynencji trwał w wypadku Roberta Lewandowskiego zdecydowanie za długo, ale to bardziej reprezentacja ma problem z nim, niż on z reprezentacją. Nadal nie wiadomo, dlaczego suma umiejętności indywidualnych jest nieporównanie większa niż zespołu jako całości. Stać go na więcej, ale z jakiegoś powodu - to właśnie rola Fornalika, by go odnaleźć - prezentuje mniej.

Tym bardziej staje się to koniecznością, bo szyje z materiału nieporównanie lepszej jakości niż poprzednicy. Ośmiu Polaków w Bundeslidze, siedmiu w Serie A, trzech w Premier League i Eredivisie, dwóch w Primera Division i w tureckiej Superlidze - tak licznej i dobrej jakościowo polskiej kolonii jeszcze nie było. Kontakt z poważnym europejskim futbolem stał się dla naszych piłkarzy normą. Nie każdy trafiał na okładki sportowych tytułów jak tercet z Borussii, ale każdy liznął profesjonalizmu w wysokiej kulturze futbolu. Nieodłącznym towarzyszem polskich selekcjonerów jest dylemat, co zrobić z tymi, którzy w zagranicznych klubach siedzą na ławce. Nie wykorzystać - szkoda. Zaufać - ruletka. Oprzeć na nich grę - ryzyko absolutne. Ale i na tym nie polu ma spójności. Gdy Adrian Mierzejewski nie grał w Trabzonsporze, dostawał więcej szans w kadrze. Gdy zaczął regularnie grać w klubie - w kadrze gra mniej.

Jesteśmy nacją tak ubogą piłkarsko, że trenerów zwalniamy z prędkością światła. Czy opcja "zostawić Fornalika" naprawdę byłaby zła? W odróżnieniu od swoich następców wiedziałby już do jakiej rzeki wchodzi. Co poprawić, z czym skończyć, jak lepiej wykorzystać ledwie kilkudniowe zgrupowania parę razy na rok. Wiedziałby, na kogo może liczyć, komu zaufać, jak lepiej uzupełnić braki. Tylko, że po jego 13 miesiącach na jednym z najbardziej eksponowanych stanowisk w tym kraju trudno przewidzieć, co by z tą wiedzą zrobił. Nie dał tego po sobie poznać.

Co na to piłkarze? Gdy wejdą do szatni przed pierwszym meczem eliminacji do Euro 2016, czy uwierzą w to, co w niej usłyszą? Czy dadzą się namówić do innowacji, skoro wcześniejsze metody nie działały?

Jeśli dla kogoś mecze z Anglią i Ukrainą będą miały znaczenie, to właśnie dla Fornalika. Trenerem się jest, selekcjonerem bywa.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.