Zaloguj

Zarejestruj się

Zaloguj przez Facebook

Wiadomości24 > Moje Trzy Grosze > Co robimy z chlebem?

Pozycja materiału w rankingach:

87370 miejsce

Dział: Moje Trzy Grosze

Ocena: 5pkt

Oceń:

Co robimy z chlebem?


Niedożywionych jest 32 proc. polskich dzieci. Wiele z nich dzisiaj nie zje ciepłego posiłku. Kto sięgnie po ich talerze?

Fot. Regina Widera.Dzieci mogą otrzymywać bezpłatne obiady w szkole w zależności od wysokości dochodów ich rodziców. Spełnienie kryterium dochodowego nie gwarantuje jeszcze posiłku – państwu brakuje pieniędzy. Dodatkowo co dziesiąta rodzina, w której dzieci potrzebują dożywiania, nie spełnia wymaganego kryterium. W pomoc angażują się organizacje humanitarne, prowadzone są akcje charytatywne. Problem jest poważny. Tymczasem po posiłki pomocy społecznej sięgają syci, a w świetle prawa jest niszczony chleb.

Czym jest niedożywienie i co oznacza dla dziecka?

Biologia określa termin ten jako mniej lub bardziej permanentny stan, w którym dieta nie dostarcza dziecku dostatecznych ilościowo i/lub jakościowo podstawowych składników pokarmowych, co zawsze naraża na szwank jego rozwój psychofizyczny, a czasem nawet życie – czytam w raporcie “Niedożywienie dzieci w Polsce” przygotowanego przez Ministerstwo Gospodarki, Pracy i Polityki Społecznej, Polską Akcję Humanitarną i Danone w 2003 roku. Ten sam dokument podaje również, iż niedożywienie dziecka prowadzi do obniżenia jego odporności, zwiększa ryzyko zachorowania, wydłuża czas i koszty leczenia, a także staje się przyczyną kłopotów w nauce. Ponadto dzieci te często są odrzucane przez rówieśników jako "gorsze". Wśród niedożywionych dzieci przeważają te, które jadają co prawda w domu, ale ich posiłki są rzadkie, nieregularne i/lub niepełnowartościowe. Dzieciom pomagają takie programy jak np. "Podziel się Posiłkiem" czy "Pajacyk". Państwo pomaga np. poprzez pomoc społeczną. Jednak jak się okazuje, państwo jedną ręką chleb daje, drugą odbiera.

Dobre serce + VAT

Właśnie mi się przypomniał ten słynny już piekarz, który zbankrutował, bo niesprzedany chleb oddawał ubogim, a państwo nasze solidarne uznało, że za to musi zapłacić podatek VAT monstrualnej wysokości – rozpoczyna swój felieton w najnowszym Newsweeku Jacek Fedorowicz. Z jednej strony walka z niedożywieniem, z drugiej – wyrzucanie żywności. Oddawanie komuś czegoś za darmo jest w świetle prawa darowizną; darowizny zaś są opodatkowane. Jeśli piekarz nie chce płacić, musi niesprzedane pieczywo zniszczyć. Zbulwersowało mnie kiedyś, gdy zobaczyłam uczennicę ciskającą swoje śniadanie do śmietnika. Ale przykład idzie z góry... Na górze natomiast wiadomo, że należy pozbyć się chleba, ale nie wiadomo, jak zdobyć pieniądze na posiłki dla dzieci.

Gdzie się podział Robin Hood?

Brak pieniędzy i pozbywanie się chleba, który piekarze chcą oddawać za darmo nie jest jedynym problemem państwa. Brak funduszy na pomoc rzeczywiście potrzebującym nie przeszkadza zgłaszać się po nią wszystkim, którzy tylko wywęszą możliwość otrzymania czegoś bezpłatnie. Podczas gdy w 2002 roku aż 43 proc. dzieci mających prawo zostać objęte rządowym programem, nie dostały należnych posiłków ze względu na wstyd i niechęć rodziców do korzystania z pomocy, inni proszą o nią bez zażenowania. Byłam świadkiem, gdy dziecko wylało z talerza swój posiłek do sedesu. Jak tłumaczyło, nie umiało go spożyć, ponieważ wcześniej zjadło już swoje drugie śniadanie. Trudno mi wyjaśnić sobie, jak pomoc społeczna mogła przydzielić mu nieodpłatne posiłki, skoro jawnie zakpiło ono z wszystkich głodnych chcących być na jego miejscu. Mało tego, dziecko to nigdy nie jest głodne; w domu zawsze je normalnie.

Zaostrzyć wymagane kryterium dochodowe? Wydaje mi się, że nie ono stanowi problem. Ustalonego kryterium i tak nie spełnia co dziesiąte dziecko wymagające dożywiania (rodzina ma dochód przekraczający określoną sumę). Domyślam się, że czasami ludzi o niskich dochodach może wspierać dalsza rodzina czy sąsiedzi. Teoretycznie pomoc w tej formie im się należy (mają niskie dochody), ale praktycznie jest niepotrzebna. Mimo to sięgają po nią, odbierając innym. Problem tkwi zatem w braku przyzwoitości i postawie roszczeniowej rodziców.

Mamy w Polsce zwyczaj czynienia nożem znaku krzyża na chlebie przed pierwszym krojeniem. Gdy chleb spadnie na ziemię, należy go podnieść i pocałować. "Słyszałeś pewnie o dziewczynie, która nie chcąc zabrudzić bucików [przekraczając kałużę], stanęła na bochenku chleba..." – rozpoczyna baśń Hans Christian Andersen. Warto ją przeczytać.

Zobacz także:

Regina Widera OFFline profil autora

Autor: Regina Widera

Napisz do autora

Artykuły (6) Galerie (0) Średnia ocen (4.67)

Wiek: 62 | Miejscowość: Świętochłowice | Kraj: Polska

Ostatnie artykuły autora:

Pozycja autora w rankingach:

Komentarze: 3

Sortuj komentarze:

Mir Nalezińskí 27.09.2006 10:37

Ocena: Ocena pozytywna 21 Ocena negatywna 29

Jeden dzień wojny kosztuje dzisiaj USA ok. 1 mld dolców. Ale przy tak rozbudowanej armii to szczerze mówiąc - jeden dzień przestoju armii jest niewiele tańszy, wszak utrzymanie żołnierza, okrętu i lotniska kosztuje dzień w dzień tyle samo (koszty stałe). Należałoby armie rozwiązać, ale tego USA nie zrobią i chyba słusznie. Nie ma wyjścia. Zamiast F16 można było chyba kupić dwa rosujskie SU29. Wykształcenie pilota wojskowego w USA to 3-5 mln dolców - takie mają ceny usług! Ale na amer. filmach także widać biednych obywateli USA, także walące się rudery, śmietniki na ulicach. Rozpędzenie armii to powiekszenie bezrobocia, a wiele wynalazków pochodzi z woja. Czy popieram istnienie armii? Nie, ale jest to tak normalne, ze chyba konieczne. Współczuję Amerykanom, bo to oni pojadą na wojne, kiedy Szwajcarzy (i my!) będa zagrożeni. Obronili Europę podczas II w.św. i uczynią to jeszcze raz. Można zapytać Afganów - ile wasze dzieci piłyby mleka, gdybyście nie wojowali bez sensu?

Komentarz został ukrytyrozwiń

Aldona Kullmann 27.09.2006 07:35

Ocena: Ocena pozytywna 26 Ocena negatywna 27

Ile chleba i kubków mleka można kupić za 1 F-16? Ile par dziecięcych bucików za udział Polaków w Iraku? A ile szczepionek, witamin, szkolnych książek za awanturę w Afganistanie?

Komentarz został ukrytyrozwiń

Mir Nalezińskí 26.09.2006 23:53

Ocena: Ocena pozytywna 32 Ocena negatywna 26

Co znaczy - państwo nie ma pieniędzy? To niech podniesie podatki o 1% oraz zmniejszy liczbę urzędników. Ja mogę płacić większy podatek, a bogatsi może nawet 2%? Marnotrawstwo żywności - opisane wyrzucanie zupy do zlewu jest skandaliczne. To rodzice nie wychowali swych dzieci na prawych obywateli. Z jednej strony rośnie nam zgraja dzieci sytych i nieszanujących chleb, potencjalnych złodziei w białych kołnierzykach lub urzędników co to nie potrafia oszczędzać, z drugiej - zgraja umorusanych biednych dzieci, potencjalnych gawroszów i chuliganów. I te dwie fale runą na nas za parę lat. Oczywiście, w środku jest cała gama średniaków...

Komentarz został ukrytyrozwiń

odśwież

Maksymalnie 4000 znaków. (możesz jeszcze wpisać: 4000)

Reklama

Najpopularniejsze

Reklama
Copyright 2012 Wiadomosci24.pl
Realizacja serwisu: Gratka Technologie Sp. z o.o.