
No i oczywiście w tej kwestii wprost lub między wierszami wyartykułowane jest jak to mało ludziska pracują, tylko wolne i wolne no i jakie straty z tego tytułu, PKB nie rośnie dostatecznie szybko. O tym, że drugie miejsce na świecie zajmowaliśmy ostatnio w liczbie przepracowanych przez pracownika godzin jakoś przy okazji omawiania tych wolnych od pracy dni nikt nie wspomina. Także o wzmożonych zakupach w dni wolne od pracy, napędzających jakby nie patrzeć koniunkturę, także ani słowa.
Cóż, przygotowanie artyleryjskie chyba się zaczyna przed próbami odebrania nam obywatelom z trudem przez lata uzyskiwanych wolnych dni. Słowo kryzys jest w tym kluczowe, kryzys bowiem uzasadnia jakoby wszystko. Przyznaję, że dożyłem ciekawych czasów, kiedyś gdy uczęszczałem do szkoły nauka odbywała się także w sobotę. Potem, świat szedł do przodu przecież, zatem jedna sobota w miesiącu była wolna, następnie wszystkie, no i tak dalej aż do stanu obecnego.
Teraz, jak ktoś mówi kryzys, to ja odpowiadam postęp, ale postęp to nie tylko szereg nowych udogodnień technicznych, ale także realne udogodnienia w moim codziennym życiu, czyli między innymi mniej pracy i więcej czasu dla mnie osobiście. Natomiast jeżeli postęp ma oznaczać, tak jak próbuje nam się pośrednio i bezpośrednio wmawiać, więcej pracy, to po on w takiej szybkości i natężeniu? Mnie nie robi różnicy czy będę miał telewizor LCD przez następne 5 lat i będę oglądał na nim firmy DVD, a nie blue ray. Mogę mieć w samochodzie nawigację przyklejoną na szybie zamiast na ekranie fabrycznie zamontowanym w panelu środkowym deski rozdzielczej. Przykłady można mnożyć, ale tak naprawdę to raczej chodzi o to, żeby określone grupy przedsiębiorców zarabiały więcej. To też mi nie przeszkadza, chwała przedsiębiorczości, tylko proponuję optymalizować procesy produkcyjne czy usługowe, a nie próbować pozbawiać pracowników dni wolnych.
Przy obecnym stanie techniki i odpowiedniej organizacji efektywnej pracy spokojnie możemy pracować nie pięć, a cztery dni w tygodniu. No bo jak postęp, to postęp, skracanie zatem czasu pracy, a nie próby jego wydłużania. Kto zaś chce pracować sześć dni w tygodniu po 14 godzin i tak aż do śmierci to jego sprawa i wybór, przecież może to spokojnie realizować. Ale reszta jak nie chce, to też ich wybór i prawo do gospodarowania na podstawie własnych decyzji uzyskiwanym w ramach postępu wolnym czasem.