Facebook Google+ Twitter

Co student sądzi o dopalaczach? Kilka słów dosłownie...

Mam 22 lata, studiuję w Krakowie. Akurat tam, gdzie zwykle wysiadam z autobusu, aby udać się do tramwaju, mieścił się do niedawna punkt z dopalaczami. Wziąłem nawet nr telefonu, żeby porozmawiać.

Rozmowę chciałem odbyć ze sprzedawcą i zapytać o statystyki: ilu ludzi w tygodniu jest "kolekcjonerami" tych kolorowych saszetek, co kupują, za ile średnio, czy chwalą sobie "towar", etc. Nie udało się, gdyż punkt obecnie jest zamknięty, drzwi oklejono plombą... Jaka "szkoda".

Jeszcze kilkanaście dni temu mało kto spodziewał się tak szeroko zakrojonej akcji państwa. We wspomnianym punkcie w Krakowie ruch był zawsze, widziałem i młodych i starszych (czyt. tych z gimnazjum, z liceum, ze studiów, oraz dajmy na to także około lub ponad trzydziestolatków zwykle ogolonych na zero). W środku zawsze było kilku klientów, coś przeglądali, o coś pytali... Nigdy nie pokusiłem się o zakup dopalacza, żaden z moich znajomych (19-23 latków)
- przynajmniej jak twierdzą - również. Owszem, niektórzy ludzie przyznają, że palili gdzieś tam raz, kiedyś, u kogoś zioło, ale to by było na tyle...

Przez długi czas zastanawialiśmy się wspólnie czemu mają służyć dopalacze i jak to jest, że w Polsce mimo protestów większości społeczeństwa sprzedaje się je legalnie. Do głowy najczęściej przychodziły łagodniejsze stwierdzenia: patologia, czy śmiech na sali.

Weźmy taki przykład:
gimnazjalista kupuje którąś z tych próbek "kolekcjonerskich", ma słabą głowę, więc substancja daje mu negatywnego "kopa", idzie ulicą w grupie (wtedy największa odwaga) i "dymi" do innych; znajdują słabszego na ulicy, biją, kopią, plują, za co? Za nic. A to wszystko dzięki legalnym środkom. Wiem, że równie dobrze można tak postąpić po spożyciu ogólnodostępnego wszędzie i zawsze alkoholu, ale to jednak - pijąc z umiarem - nie jest substancja PSYCHOAKTYWNA (jak to brzmi). To nie byłby zbyt fajny scenariusz... a na pewno tak się nieraz zdarzyło. Zresztą, nieraz idąc wieczorem w gąszczu starych kamienic Krakowa, na ulicach byłem świadkiem wielu bójek. Potem na bruku zalegały "pamiątkowe" krwiste bandaże... Nie twierdzę, że to po dopalaczach, ale w sumie czemu nie?

A sprzedający te środki i tak mogli się śmiać wszystkim w twarz, bo co: -przecież sprzedajemy to po "kolekcjonersku"- mówili.

Jako człowiek, który przecież należy do tzw. "młodego, głupiego, leniwego, obojętnego na krzywdę innych, myślącego tylko o zabawie itd." pokolenia powinienem być za pozostawieniem legalnej i lux glanc sprzedaży dopalaczy. Tak nie jest, znajomi też nie są, jesteśmy zdecydowanie przeciw. Uwierzcie Drodzy Czytający ten tekst, nie każdy młody człowiek był "kolekcjonerem"... nie każdy miał tak poprzewracane we łbie i nie każdy chciał mieć...

PS. Rozbawiło mnie to, że właściciel tych całych dopalaczy, oświadczył, że sam ich nie brał, a kupujący ten legalny towar to nikt inny jak debile. Druga sprawa to oświadczenie na stronie: www.dopalacze.com, właściwie Ś.P. Dopalacze.com - na stronie można m.in zapalić świeczkę - czyżby dla ofiar dopalaczy? (pali się już: 1347191), czy przeczytać oświadczenie:

fragment:

"Szanowni Klienci,

pragniemy serdecznie podziękować za owocną współpracę, której mieliśmy zaszczyt doświadczyć przez cały okres działania sieci Dopalacze.com.

(...)

Z wyrazami Szacunku Zespół Dopalacze.com

P.S. Do zobaczenia;) "

Jest oczywiście telefon kontaktowy do działu hurtowego, komedia!

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.