Facebook Google+ Twitter

Co takiego wspaniałego daje nam demokracja?

W roku 1989 nastąpił nie tylko koniec PRL, ale wbrew pozorom, koniec II RP. Był to koniec epoki idei dobra wspólnego i galopujący start w objęcia kapitalizmu.

 / Fot. Wrócę pamięcią do czasów zwanych minionymi. Moje pokolenie po II wojnie światowej budowało inną Polskę - Rzeczpospolitą Ludową. Łączyła nas młodość i entuzjazm tworzenia coś dla dobra ogółu społeczeństwa, dla przyszłości. I mimo różnych potem kolei losu i doświadczeń życiowych, tych marzeń młodości nie straciliśmy. Udział w tym mieli niewątpliwie nasi nie do przecenienia nauczyciele. Oni wpajali nam nie tylko szacunek dla społeczeństwa i państwa, także pracy, a zdobywanie wykształcenia w zależności od chęci i zdolności było normą. Kto pamięta jeszcze czasy „nakazu pracy”, o czym teraźniejsi absolwenci szkół średnich i wyższych mogą jedynie marzyć? Czy pamiętamy ogromny entuzjazm ludzi z młodzieżowych brygad pracy? W zamian doczekaliśmy się długotrwałego wysokiego bezrobocia.

Mojemu pokoleniu młodzieńczą radość życia dawało odbudowanie stolicy. Pamiętam, jak w chwilach wolnych od zajęć na uczelni zakładaliśmy na plecy drewniane kozły z cegłami dla murarzy na MDM i Starówce. Nikt się nie ociągał, było w tym coś ochoczego z piosenką na ustach. Szczerą i patriotyczną postawą budowaliśmy zręby przyszłości, które nowy ustrój demokratyczny III RP przekreśla niemądrymi manifestacjami, paleniem opon i marszami po trupach. A niszczenie autorytetów z II RP i PRL - z braku jakichkolwiek więzi społecznych - jest na porządku dziennym. Demokracja nie znosi autorytetów, ale nasza nowa demokracja – nawet osobom skompromitowanym - stawia pomniki, nazwiska szkołom, osiedlom, ulicom i rondom. „Autorytetem” jest każdy z nas, zaś autorytety moralne to zakały, które niszczą demokrację.

Co takiego wspaniałego dała nam demokracja? Przede wszystkim na każdym kroku odczuwalne piętno kapitalizmu, którego znamieniem jest nieubłagana i trudna do wykarczowania korupcja. To przykre, żyjemy w państwie kolesiów – ja tobie, ty mnie. Partia to brzmi dumnie, ale chodzi o własny interes, posadami płaci się za poparcie.

Jest też sprawa, która od dawna nie daje mi spokoju, a właściwie śmieszy. To paskudna choroba wirusowa o nazwie „tytułomania”. Zżera ona umysły naszych elit politycznych i ludzi tzw uczonych, w tym również dziennikarzy. Tytułowanie osób, które kiedyś pełniły jakąś ważną funkcję państwową jest u nas na porządku dziennym, że głowa mała. Krew mnie zalewa, gdy w jakimkolwiek programie bierze udział kilku byłych premierów, wicepremierów lub ministrów, a prowadzący po dawnemu ich tytułuje. Podobnie rzecz ma się z marszałkami, posłami i senatorami. Choroba tytułomanii przeniosła się nawet na prowincję: „panie radny” itp. Zapamiętajmy, przywilej taki przysługują jedynie na czas pełnienia funkcji, a nie dożywotnie.

Rzadko kiedy reaguję na artykuły, wywiady itp zamieszczane w mediach. Jednak nie mogę być obojętny, jak kapitalizm deprawuje także kulturę i sztukę. Nie będę polemizował, ale wynagrodzenia niektórych rodzimych „gwiazd” wołają o pomstę. Telewizje uporczywie szukają już wykonawców na tegorocznego sylwestra. Znana z ogromnych manier i kaprysów gwiazda po podstawówce, za wykonanie trzech oklepanych piosenek (pewnie z playbacku) żąda 120 tys. złotych. Dwie panie z ekranu TV za estradowe kwękanie… eee. eee, eee, życzą sobie po 50 tys. złotych. Bufoniaste gwiazdy łupią zdrowo, a naiwni menedżerowie TV ich żądania akceptują. To nie z ich kieszeni. Stąd wniosek, że uczciwa praca z przeciętnym miesięcznym wynagrodzeniem „gwiazdę” społecznie deklasuje. Nic przeto dziwnego, że tysiące osób, którym matka natura poskąpiła talentu z tupetem szuka szczęścia w telewizyjnym show „Mam talent”. Przy odrobinie szczęścia (z ogromnym zapleczem telewidzów) status „gwiazdy” w kieszeni. Horrendalne honoraria zapewnione.

Kończę więc pytaniem: co takiego wspaniałego daje demokracja, zarządzana przez wszechwładnie skorumpowany kapitalizm? Trzon tej wizytówki stanowią niewątpliwie także nasi politycy – wybrańcy narodu, którym szczęście dopisało bycie namaszczonym kosztem demokratycznego proletariatu.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (27):

Sortuj komentarze:

@ Wojciech Arciszewski
Chciałbym bliżej arki, ale nie lubię tłoku i tak kombinuje czy by nie zrobić kopie arki. tylko że ci twórcy tego dzieła chcą o wiele za dużo i jeszcze wołają o zapłatę z góry. Zapomnieli o idei udziału.
Oczywiście marzy mi się jeszcze. by zlikwidować przyczynę i spróbować zamienić ten deszcz w mannę (nazwał bym to przywracaniem normalności) a nasz grajdołek (piekiełko) w oazę.
W oparciu o starą idea oazy, o której ostatnio nawet araby zapominają, czyli miejsca do którego wszyscy mają dostęp i w którym nikt nie może nic utrudniać. I w tym kierunku trzeba by było iść. W najgorszym wypadku zamiana obecnego piekiełka w piekło wybrukowane dobrymi chęciami niewiele pogorszy, a zyskać możemy dużo. Sama idea oazy jest oczywiście tylko chciejstwem, ale w połączeniu z ideą udziału, czyli uczciwym wykorzystaniem rzeczywistości, można ten temat rozwiązać. Zresztą w pewnych obszarach to już raczkuje. I to jest ten kierunek.

Komentarz został ukrytyrozwiń

a kolega gdzie siebie lokuje ?

Komentarz został ukrytyrozwiń

@Wojciech Arciszewski
Cytat uczestnika podobnej dyskusji
"W czasach komuny wszyscy staliśmy w gównie po szyję, a gdy tylko ktoś stał zaledwie po pachy, to już był wniebowzięty i pamięta o swym szczęściu do dzisiaj"
odnosi się do pewnego minionego okresu i by był choć trochę uczciwy, to powinien się odnieść też do obecnego okresu.
I sentencja powinna brzmieć tak:
W czasach komuny wszyscy staliśmy w gównie po szyję, a gdy tylko ktoś stał zaledwie po pachy, to już był wniebowzięty i teraz siedząc w gównie po uszy nie jest wniebowzięty i pamięta o tamtym szczęściu do dzisiaj.
Jednak prawda jest jeszcze gorsza. Wtedy nie było takich co stali w g... po pachy, natomiast byli tacy co w tym g... pływali i te g... tworzyli. I w tym temacie nic się nie zmieniło do teraz. Przybyło nam tylko tego g...
Najpierw dostaliśmy się z deszczu pod rynnę, czyli w łapy komuny, następnie rynna nam się rozpadła i znowu znaleźliśmy się na deszczu, ale z resztkami rynny na barkach. I najgorsze że ten deszcz nie mając konkurencji (też bandyckiej) dopiero teraz nam zaczyna dokładać. Wracamy do czasów sprzed potopu.
Czyli będziemy musieli znowu budować arkę.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Z reguły wszelkie krytyczne wobec obecnej rzeczywistości opinie zmierzają nieuchronnie do konkluzji, że kiedyś było lepiej, często przy tym wskazując okres PRL-u.
Brałem ostatnio udział w dyskusji na zbliżony temat, gdzie jeden z uczestników dużo starszy ode mnie podsumował dobitnie.
'W czasach komuny wszyscy staliśmy w gównie po szyję, a gdy tylko ktoś stał zaledwie po pachy, to już był wniebowzięty i pamięta o swym szczęściu do dzisiaj"

Komentarz został ukrytyrozwiń

Skoro autorowi spodobał się poziom poznawczy to jeszcze coś uzupełnię o wolnym rynku i kapitale.
@ Mateusz Jarosz
Jeśli wolne rynki "nie podlegają żadnym ograniczeniom ani przymusowi ze strony podmiotów zewnętrznych", to mają prawo tam działać też monopole, a jak weźmie się pod uwagę, że każdy organizm ma skłonności monopolistyczne, to wolny rynek pozwala na swobodną grę monopolistyczną i zamiast wolności mamy dążenia (próby dyktatu) różnych monopoli. Idea wolności rynku niewiele nam daje, rynek powinien być tylko i wyłącznie konkurencyjny. I twierdzenie, że wolny rynek i konkurencyjny rynek to to samo jest mitem, bo mają inne cele, jeden ma być wolny, a drugi porównywalny. Na tym polega fałsz liberałów. Są wolne rynki na których niema konkurencji, a jest monopol.
Jest taka maksyma dotycząca nie tylko wybryków młodzieży, ale też wielu innych tematów, w tym rynków:
Nadmiar wolności jest tak samo szkodliwy jak brak wolności.

"Słowo "kapitał" wywodzi się od łacińskiego "caput" co oznacza głowę.
ciach...
I tu mamy zasadniczą różnicę z poglądami Marksa. Marks twierdził, że źródłem bogactwa jest praca. Ta mylna zasada zaowocowała zmarnotrawieniem ludzkiej inwencji i innych dóbr (np. tradycji) w ustrojach komunistycznych."

Dokładniej to Marks myślał o pracy fizycznej i umysłowej, łącząc "głowę" z pracą umysłową i głównie w tym popełnił błąd.
Podam przykład szachowy, z którego można wyciągnąć wiele wniosków. Arcymistrz bez problemu pokona wielu mistrzów, którzy niewątpliwie wykonują potężną pracę umysłową, ale mimo to przegrywają. Bo siłą głowy nie jest praca umysłowa, tylko głównie logika. I to jest najważniejszy powód przegranej komunistów. A z nich największym głupcem był Gorbaczow zamieniając państwowe w prywatne, czyli zastępując komunę kapitalizmem. Zresztą teraz podobną głupotę robi Picerokracja.
I kłopotów przybywa.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Szanownym Komentatorom jest zobowiązany serdecznie podziękować za wnikliwą ocenę mojego felietonu, czego wyrazem są wszystkie na wysokim poziomie poznawczym i intelektualnym wypowiedzi.

Komentarz został ukrytyrozwiń

@ Hadrian Komiński
"Skoro bandytyzmem jest dominacja najinteligentniejszych w społeczeństwie, to widocznie jestem bandytą."
Do bandyty to panu jeszcze daleko. proszę się tak nie doładowywać i proszę zrozumieć przykład porównujący Einsteina z Rockefellerem.
Kto tu jest najinteligentniejszy Einstein czy Rockefeller? Chyba nie stawia pan między nimi znaku równości?
Może mądrość Einsteina i wielu innych opierała się na braniu, na wspinaniu się po barkach innych? Czy raczej dążyła do dawania?
Wspinanie się "na wyżyny po barkach niższych" nie świadczy o inteligencji i dominacja najinteligentniejszych nie jest bandytyzmem. Proszę nauczyć się odróżniać cwaniactwo od sprytu.
To, że ktoś zyskuje gdy inni tracą nie świadczy o inteligencji, raczej odwrotnie, bo bilans (skutek) wychodzi ujemnie.
I skoro to by miało być takie korzystne, to wszyscy powinni pasożytować na słabszych. Aż zostanie tylko jeden superpasożyt. I zostanie sam jak palec, a to już świadczynie nie o mądrości, tylko o głupocie tego superpasożyta.
Nawet średnio inteligentni są wstanie zrozumieć, że oni powinni mieć korzyści, ale i inni też powinni mieć korzyści.
Tylko ćwierć inteligentni nie są wstanie zadbać o innych, potrafią tylko dbać o siebie i jak im się czasem coś trafi to zaraz uważają się za najgenialniejszych i oczywiście chcą jeszcze więcej, bo do głowy im nie przyjdzie by dać.
Einstein dał bardzo dużo, natomiast Rockefeller tyle co kot napłakał. Chyba nie ma pan tu wątpliwości?
Ale nawet Einstein w porównaniu z Cywilizacją dał tyle co kot napłakał.
Teraz już widać gdzie jest inteligencja? Inteligencja jednostki jest niczym.
To społeczeństwo, to cywilizacja dominuje mądrością i to wszystko co udało się Einsteinowi i wielu innym jest zasługą Cywilizacji. Społeczeństwo daje nam siłę i o to społeczeństwo trzeba dbać.
Natomiast najinteligentniejsi powinni zrozumieć, że im bardziej oni są inteligentniejszymi, a inni ograniczonymi, to tym bardziej powinni opiekować się słabszymi.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Co do problemu zakresu "wolności rynku", to żyją na tym świecie tak zwani ultralibertarianie, którzy pragnęliby całkowitej reorganizacji życia społecznego polegającej na zniesieniu państw w ogóle, przy czym ochronę zapewnialibyśmy sobie poprzez korporacje ubezpieczeniowe (w stosownych umowach gwarantujących ochronę mienia w określonym zakresie), a transfery majątkowe byłyby zarządzane wyłącznie przez prywatne, konkurencyjne banki, z wyłączeniem walut krajowych.

Krytycy twierdzą, że byłaby to w praktyce próba cofnięcia się ludzkości do epoki sprzed powstania pierwszych państw-miast, gdzie w celach organizacyjnych tak i tak musielibyśmy w końcu ustanowić jakiś wspólny porządek we wspólnym interesie, a tam, gdzie zachodzi potrzeba zaistnienia wspólnego porządku, tam już rodzi się pytanie, jaki dokładnie ten porządek ma być, i w tym miejscu zazwyczaj pojawia się kilka(naście) grup interesu, po czym dochodzi do sajgonu, a następnie spacyfikowania sajgonu, czyli demokracji.

Nas, ludzi, czeka jeszcze długi okres rozwoju mentalnego rozumianego poprzez upowszechnienie wiedzy na temat mechanizmów zachodzących w społeczeństwach ludzkich, abyśmy mogli z jako takim przekonaniem zasądzić nowy porządek rzeczy. Być może na zmiany nie trzeba będzie tyle czekać, być może starczy jakiś kolejny kryzys typu II WŚ - spójrzcie tylko, jak Hitler wstrząsnął powszechnym myśleniem o prawach jednostki, tolerancji, konieczności demokratyzacji i takich tam. Przy założeniu, że kolejny kryzys objawiłby ludziom nierozwiązywalne wady demokracji, być może pojawiłaby się nowa propozycja, nowe rozwiązania - tak nienawidzony przez miłośników teorii spiskowych NEW WORLD ORDER.

W każdym razie, jest o czym myśleć.

A do pana jendrysz jendrysz:

Skoro bandytyzmem jest dominacja najinteligentniejszych w społeczeństwie, to widocznie jestem bandytą. Niestety, nie uznaję praw absolutnych, według mnie prawo powinno służyć interesom najpotężniejszych, a nie "interesowi wspólnemu", bo ja nie wierzę w żadne "dobro wspólne". Zdecydowana większość społeczeństwa nie widzi dalej, niż kawał kiełbasy (moja ulubiona kwestia z "Dnia Świra"), i im to - dla przykładu - czy aborcja jest dobra, czy niedobra, wisi o tyle, że po prostu realizują przekazy moralne wpojone im w dzieciństwie, a na samodzielne myślenie nie mają ani ambicji ani zdolności intelektualnych, i nie wierzę, by mogłoby się to kiedykolwiek zmienić, a i też nie widzę potrzeby, abym z moich pieniędzy, miał u nich takie ambicje wzbudzać. Kto chce władzy, ten po nią sięga.

Kierunek rozwoju ludzkości jest wytyczany przez najznamienitszych przedstawicieli naszego gatunku (jak sam Pan zauważył) - nie widzę powodu, dla którego miałoby się przymuszać ich do służenia jakiemuś "ludowi", czy innym stworom. Oni działają skutecznie wyłącznie wówczas, gdy realizują wewnętrzne poczucie piękna. Piękno do zaistnienia potrzebuje natomiast zarówno zła jak i dobra, bogactwa jak i biedy - słowem, potrzebuje kontrastów, bo to na nich budowana jest świadomość, a w efekcie - ludzka wiedza i intelekt, której zawdzięczamy naszą dominację pośród organizmów tej planety.

Komentarz został ukrytyrozwiń

/Cele są po to, żeby je osiągać./

Otóż to.
"Wishful thinking" to zmora nie tylko naszych czasów.

Z diagnozą polskiej rzeczywistości natomiast, rzecz jasna się zgadzam.


I na koniec:

/Używa Pan stwierdzenia (o utopii wolnego rynku) chętnie używanego przez socjalistów jako pretekst do ograniczania wolności wymiany i do rozrostu państwa etatystycznego.../

Dość skuteczny pretekst, jak widać dookoła. "Wolny rynek", bez dookreśleń, jest skutecznym straszakiem.
Dlatego uważam, że ten pretekst należy wytrącić z ręki.
Właśnie poprzez zaprzestanie rozprawiania o "wolnym rynku", na rzecz konkretnej dyskusji o "bardziej wolnym rynku".
To jest właśnie praktyczne podejście. Według mnie oczywiście.

Komentarz został ukrytyrozwiń

@Artur Wojnowski: Panie Arturze, jestem praktykiem, a nie teoretykiem. Dyskusja o cechach wolnego rynku może nam zająć następne 3 dni. Nie ma na to czasu, ani nie jest to odpowiednie miejsce do tego.

Używa Pan stwierdzenia (o utopii wolnego rynku) chętnie używanego przez socjalistów jako pretekst do ograniczania wolności wymiany i do rozrostu państwa etatystycznego (bo urzędnik wie lepiej od obywatela, czego mu potrzeba).

Definicje są to po, żeby się do zbliżać. Cele są po to, żeby je osiągać.
W praktyce nawet papież chodzi do spowiedzi.

To z czym mamy obecnie, to karykatura ustroju wolnorynkowego, i na pewno do zbliżania się do niego mamy jeszcze daleką drogę. Tymczasem władza wybrała kierunek przeciwny i zdaje się, o tym była dyskusja.
Dziękuję za owocną wymianę zdań, i jak pisałem - jestem praktykiem... a na pewno naszymi rozważaniami nie zbawimy świata.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.