Tego artykułu na pewno nie napisałbym w Wikinews. Dlaczego? Ponieważ serwis ten, podobnie jak Wikipedia, tworzony jest w taki sposób, że każdy artykuł może mieć wielu ojców, co oznacza, że już pierwsze zdanie (napisane w pierwszej osobie liczby pojedynczej) nie miałoby racji bytu. Sprowokowała mnie do napisania tegoż artykułu wypowiedź Maćka Lewandowskiego zawarta w komentarzu pod artykułem
Dziennikarstwo obywatelskie czy oddolne?: "A co jest z Wikinews? Czy ktoś mi wytłumaczy, dlaczego portal o takim potencjale znaczy tak niewiele? Ja jestem rozczarowany, uważam, że przedsięwzięcia właśnie tego typu powinny przyciągać nas - oddolnych twórców, no i za nami czytelników. Dlaczego więc Wikinews robi to tak słabo?
Projekt Wikinews powstał bardzo późno, w stosunku do innych projektów siostrzanych Wikipedii i chociaż początkowo cieszył się nawet sporym zainteresowaniem, to jednak społeczność Wikimediów koncentrowała się głównie na encyklopedii. Chociaż jest to de facto pierwszy serwis w polskim internecie, pozwalający internautom na swobodne publikowanie wiadomości, to przyciągał on głównie, a można nawet powiedzieć, że wyłącznie, wikipedystów i to niektórych. Znaczna część społeczności Wikipedii przyjmuje założenie, że ważne informacje można zamieszczać wprost w nowych, czy już istniejących artykułach tej encyklopedii.
Dopiero powstanie serwisu Wiadomości24.pl zapoczątkowało większy ruch na rzecz dziennikarstwa obywatelskiego (oddolnego). Wikipedia też na początku nie przyciągnęła setek aktywnych użytkowników. Rozwój społeczności trwał przez kilka lat, ale były podejmowane działania na rzecz jej rozpropagowania. W przypadku pozostałych projektów Wikimedia tego zapału propagowania trochę zabrakło.
Nie pracujemy w firmie
Z czasem, działając dłużej w jakimś serwisie, na tyle się z nim utożsamiamy, że myślimy o nim jak o firmie. Wtedy inny portal, mimo że przyświecają mu te same albo bardzo podobne idee, traktowany jest przez nas jak konkurencja. A przecież nie o to w tym chodzi. Przedwczoraj uruchomiona została
Encyklopedia Życia (
Encyclopedia of Life). To, czego się spodziewałem, to właśnie natychmiastowej reakcji - "chcą z nami konkurować" wśród wikipedystów. A przyglądając się bliżej przedsięwzięciu, zauważyłem, że artykuły tworzone są na licencji cc-by-3.0, zaś grafiki umieszczane na cc-by-nc. Podobnie jako konkurencyjny potraktowany został projekt Citizendium, mimo że także dostępny jest na wolnej licencji, choć trudniej jest zostać jego uczestnikiem.
Wydaje mi się, że przyjmujemy w ten sposób myślenie korporacyjne, co powoduje zbyteczne dyskusje na temat tego, który serwis społecznościowy jest lepszy. Sami te serwisy tworzymy i jeśli do każdego możemy należeć, to i każdy możemy kształtować, w pewnych granicach wyznaczonych przez właścicieli portali, czy serwerów oraz oprogramowanie. Warto jednak rzucać wyzwania i te granice przełamywać. To od nas, dziennikarzy, lub używając mniej "patetycznego" określenia - użytkowników serwisów społecznościowych, zależy, czy będziemy mieć wpływ na to, jak ma wyglądać strona główna, jakie opcje mogą być dostępne dla użytkowników, czy w szerszej perspektywie - w jaki sposób możemy wykorzystywać materiały do swoich artykułów. Mam tu na myśli głównie kwestię praw autorskich i nasz, zwykłych internautów, stowarzyszonych lub nie, wpływ nawet na zmiany regulacji prawnych w tym zakresie. Jeżeli ktoś wpadnie na pomysł, aby prawa autorskie wygasały dopiero po 90 latach od śmierci autora, możemy wyrazić swój sprzeciw albo być rzecznikami tego sprzeciwu. Nie powinniśmy się wówczas zastanawiać nad tym, czy informację o tym napisać w "swoim", czy "zewnętrznym" serwisie.
Czym są "nasze media"?
Ciekawą byłaby sytuacja, gdybyśmy wzajemnie sobie podsuwali wartościowe wiadomości, które publikujemy. Skoro media głównego nurtu pewnych problemów nie poruszają, jako użytkownicy serwisów społecznościowych moglibyśmy je publikować w każdym z tych mediów. W końcu nie publikujemy reklam, tylko informacje. Dlaczego mamy się z tym ograniczać tylko do jednego portalu?
Myślę, że sensownym posunięciem byłoby utworzenie strony, na której znajdowałyby się wszystkie serwisy społecznościowe, w których można zamieścić wiadomość. Każdy nowy tego typu projekt byłby do niej dopisywany. Na takiej stronie mogłaby znajdować się wówczas informacja - "Chcesz podzielić się wiadomością z innymi? To są twoje media". Na takiej stronie poza linkami mogłyby być dostępne opcje RSS, najlepiej gdyby użytkownik mógł wybierać RSS do poszczególnych serwisów, a także do konkretnych działów/portali tematycznych na tej zasadzie, że klikając dajmy na to w RSS tematów dotyczących kultury, otrzymywałby skróty wiadomości z działów kulturalnych wszystkich serwisów. Co by tam mogło być? iThink, OSNews, jak i wiele mniejszych serwisów rozwijanych przez internautów.
Dziennikarski squat
Przyglądając się dyskusji na temat tego, czy powinniśmy określać swoje działania mianem dziennikarstwa obywatelskiego, czy poprzez zaproponowany termin dziennikarstwo oddolne, w myśli mej wolnej narodził się termin dziennikarski squat. Aczkolwiek nie jest to analogia pełna, ponieważ zamieszkiwanie pustostanów jest zazwyczaj nielegalne, to tworząc artykuły w różnych serwisach internetowych, robimy to bez pytania kogokolwiek o pozwolenie. Niektóre z tych squatów rzeczywiście są pustostanami, inne mają większą lub mniejszą liczbę mieszkańców. Natomiast ich cechą szczególną jest to, że mogą pomieścić niezliczoną liczbę gości.
Serfowanie po internecie pozwala od czasu do czasu natknąć się na tego typu miejsca, gdzie drzwi są dla wszystkich otwarte. Warto tam wejść, rozejrzeć się, coś do nich wnieść, a nawet urządzić przemeblowanie i na jakiś czas te miejsca zasiedlić.
Może jednak jest tak, że nie lubimy squatów i wolimy dobrze urządzone mieszkania. Może właśnie dlatego jest tak słabo z pisaniem w Wikinews. A może edytowanie Wikipedii (nie będącej od dawna squatem) jest na tyle absorbujące, że działający w niej wolontariusze, zassani z Google, nie mają czasu na nic więcej? Do tej pory było tak w Wikinews, że każdy z aktywniejszych użytkowników zostawił po sobie jakiś ślad. Obecny kształt tego medium, znacznie różniący się od innych wersji językowych, jest wynikiem działań kilku "pokoleń" tymczasowych gospodarzy.