Facebook Google+ Twitter

Co zostaje "Nieulotne" po filmie Jacka Borcucha...

Nagroda w Sundance za zdjęcia Michała Englerta. Jakub Gierszał, którego przedstawiać nie trzeba. Jacek Borcuch - reżyser hipster. Co zostaje nieulotne po filmie? Oficjalna premiera w piątek, ale strzępki recenzji (i recenzenta) już dziś.

 / Fot. Materiały dystrybutoraDziś będzie krótko – Wasz ulubiony, a w zasadzie prawie ulubiony (bo z miejscem 550. w rankingu) recenzent był właśnie na pokazie prasowym "Nieulotnych". Zdradzić dużo nie może, bo reżyser, Jacek Borcuch, za milczącym przyzwoleniem sali pełnej dziennikarzy, zabronił mediom paplania.

I tu jest problem – bo to tak, jakby reżyserowi zabronić kręcenia filmów. I co teraz robić? Poprzestać na zarysie fabuły, który każdy może przeczytać w opisie dystrybutora? Wyjawić swoją subiektywną ocenę, która nie każdego interesuje, na portalu, na którym nikt nie patrzy na gwiazdki?

Można niby zacząć od ogółu – Borcuch zapowiada, że nie interesują go: ani akcja, ani akcenty "społeczne" czy "polityczne", tylko kino egzystencjalne.

Jacek Borcuch przedstawia swój czwarty film; po offowym "Kallafiorrze", sympatycznych "Tulipanach" i lekko zbuntowanym "Wszystko co kocham"... I tym razem razem pojawia się tu jego stały aktor Andrzej Chyra (którego Borcuch zatrudnia w każdym filmie, rekompensując mu to, że go zabił w "Długu"). Reżyser ściąga tu sprawdzonego już przez siebie (w "WCK") Jakuba Gierszała i znaną z "Bejbi blues" Magdę Berus. Pojawiają się tu też - czapki z głów - Joanna Kulig ("Środa, czwartek rano", "Sponsoring") i Angela Molina ("Drżące ciało")...

Nudna recenzja, prawda? To teraz napiszę ją po swojemu, bez więzów, czyli ze spojlerami - kto nie chce wiedzieć za dużo, niech dalej nie czyta. W warstwie samego obrazu, czyli tego co widać, faktycznie dzieje się mało, długie, usypiające ujęcia, jak u Antonioniego (pobudka!), emocje oddawane najpierw poprzez słoneczne, wyraziste kolory, zarówno w południowej Hiszpanii, później suche barwy w Polsce. Ale to powierzchnia, a w warstwie podskórnej - wrzenie. Młodzi (Gierszał i Berus) nawiązują romans na saksach w Hiszpanii. Może być romantycznie, a tu nagle bęc!

Zestawia się morderstwo z aborcją!

Od razu czyta Wam się lepiej, jak pada konkret, prawda? A taki spokojny film, taki grzeczny reżyser! Dodajmy, że morderstwo zestawione z aborcją w kraju (wracamy z Hiszpanii do Polski), w którym w zasadzie nie wypada mówić i myśleć, że jedno i drugie to nie to samo! I to robi reżyser, który raczej uchodził za neutralnego społecznie ewentualnie z odchyleniem na liberalną lewicę... Tymczasem takie analogie typowe są nie dla osób neutralnych społecznie, ale co najmniej dla tych po prawicy Pana (Pre-miera/zesa, niepotrzebne skreślić), a nie po jego lewicy.

Recenzent właśnie wiąże bandaż, bo dostał kamieniem po głowie za zdradzenie fabuły, ale ma coś na swoją obronę. Ze wspomnienia o potencjalnej aborcji i jakimś morderstwie nie należy zakładać, że którekolwiek z tychże ma tu miejsce. Może to tylko sam zamiar, a może coś więcej albo mniej... Zresztą recenzent nie pisze kto jest w ciąży, a kto zabija. Nie wynika to z kontekstu, kto kogo zabił, czy zapłodnił. Zważając na to, że parę głównych bohaterów grają Gierszał i Berus można się niby domyślić, ale można się też nie domyślić. A nuż Berus pójdzie tropem Jennifer Lawrence z "Igrzysk śmierci" i sięgnie po narzędzie zbrodni? A nuż Gierszał będzie miał ten sam problem co Schwarzenegger w "Juniorze", czy Mastroianni z "Największego wydarzenia od czasu, gdy człowiek stanął na księżycu"? Tego nie wiecie, więc nie oskarżajcie dziennikarza bez podstawy.

Żarty na bok - skutki hiszpańskiego lata odbijają się na życiu pary głównych bohaterów. Możliwe też, że odbiją się silniej, skoro jest morderstwo, to musi być śmierć jakiejś nieszczęsnej osoby, a może ta osoba należy do dwójki bohaterów, a może do zupełnie innego (n.p. do recenzenta)?

Można Borcuchowi zarzucać, że nie mówi o niczym głębokim, trochę ślizgając się po powierzchni materii. Może nie umie, może celowo nie chce mówić, a może się boi?

Nawet jeśli dziennikarz powiedział za dużo, to przecież tak, jak mówił reżyser – akcja nie jest najważniejsza, tylko dramat egzystencjalny. Uciekając przed Borcuchem – recenzent w ostatnich swych słowach zaprasza od piątku do kin, bo będzie na co patrzeć i o czym myśleć.

Szukasz ciekawych filmów do obejrzenia wieczorem w telewizji? Sprawdź aktualny program tv!

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.