Zaloguj

Zarejestruj się

Zaloguj przez Facebook

Wiadomości24 > Styl życia > Podróże > Codzienność - historia jednej fotografii

Dział: Podróże

Ocena: 90pkt

Oceń:

Codzienność - historia jednej fotografii


Moja żona ma rodzinę na wsi pod Krakowem. Wieś to zwykła, z bitą drogą, starymi domami mieszającymi się z nową zabudową, krowami pasącymi się leniwie na polach, cicha i spokojna... I może przez to właśnie niezwykła?

Bitą, nierówną drogą toczymy się powoli w kierunku zabudowań wujostwa. Asfalt skończył się kilkaset metrów wcześniej. Zawieszenie pojękuje, skarżąc się na niedogodności traktu. Zwalniam jeszcze bardziej. W końcu dojeżdżamy do płotu, na którym wisi tabliczka z psią podobizną i dopiskiem oznajmiającym niechcianemu gościowi, że jeśli pies go nie dopadnie to właściciel go zastrzeli. Jesteśmy swoi, więc wchodzimy bez obaw przez furtkę.

Ścieżka z betonowych płytek prowadzi nas do niewielkiego ganku. Przed domem kilka wypielęgnowanych rabatek, za płotem kojec z psem ujadającym na nasz widok. Drugi pies, łagodny i przyjazny, macha do nas radośnie ogonem. Jest przywiązany łańcuchem do swojej budy. Dalej już tylko uprawne pola. W oborze, po prawej, stoi kilka krów, których mleko jest dodatkowym źródłem dochodu. Codziennie przychodzą "letnicy" z pobliskich działek, aby zażyć tego wiktuału - mleka prosto od krowy.

Gospodarze witają nas szerokimi uśmiechami, wiadomo "Gość w dom, Bóg w dom", uściski, pocałunki, prawie bez końca. Wchodzimy do serca domu - kuchni, w której króluje wielki kaflowy piec. Zawsze, gdy tam wchodzę, mam wrażenie jakbym z pomocą wehikułu czasu cofnął się o sto lat. Na piecu stoi stos przeróżnych garów, obok ocieka z serwatki wielki kawał białego sera, wciśnięty w worek z materiału. Pod piecem drewniana ławeczka przypominająca mi tą, na jakiej siadała moja prababcia w czasach, gdy jako mały berbeć jeździłem z rodzicami do rodziny matki, w kieleckie.

Tu żyje się wolniej... / Fot. Marek BonarskiSiadamy przy sfatygowanym stole, pamiętającym pewnie czasy młodości właścicieli, na równie sfatygowanych krzesłach, a każde z nich jest z innego kompletu. Ciocia podaje kawę i herbatę w szklankach z plastikowymi koszyczkami. Moja mama też miała taki komplet w czasach socjalizmu, teraz na stołach panoszą się szklanki z duraleksu lub kolorowe kubki. Z jakiegoś zakamarka wyciąga brytfankę z ciastem, zwykle sernikiem. Siedzimy i gadamy o wszystkim i o niczym. Co tam w Częstochowie słychać, jak się kto czuje, jak się powodzi dzieciom wujostwa i jak się chowają ich wnuki. Wujek opowiada o swojej pracy, do której jeździ aż do odległego Jaworzna, ciocia o pracach w gospodarstwie.

Życie tu toczy się powoli, stałym, równym rytmem. Pracy na wsi jest dużo, rozrywek mało. Wydarzenia z "wielkiego świata" docierają tu, co prawda przez telewizję, ale nie robią specjalnego wrażenia. Rzadko są tematem rozmów. Ważniejsze jest ile mleka "Mućka" dała. Zresztą, śladów zdobyczy współczesnej techniki jest tu niewiele. Jedyne co przypomina, że żyjemy w wieku elektryczności, to stary telewizor, wiecznie grające radio, klejone i składane już dziesiątki razy, i bucząca lodówka w rogu kuchni.

Ludzie są tu twardzi, doświadczeni życiem, ale przyjaźni. Dla swoich mają serce na dłoni. Obcych tratuje się tu ostrożnie, trochę nieufnie, ale jeśli pomoc potrzebna, to zawsze się jej udziela. Sam nie od razu zostałem przez nich zaakceptowany, ale i nie pchałem się udając przyjaźń. Powoli oswoiliśmy się ze sobą, zaakceptowaliśmy się nawzajem tacy jakimi jesteśmy.

Wódkę pije się tu chętnie. Ludzie spotykają się ze sobą, siadają latem na dworze, ktoś wyciąga butelkę, alkohol leje się do kieliszka. Pijący przepija alkohol do kogoś i potem oddaje mu kieliszek, ten przepija do następnego i tak jeden kieliszek krąży wśród zgromadzonych. Reszta rozmawia czekając na swoją kolej. Z takim sposobem picia alkoholu spotkałem się tam pierwszy raz, ale jeżdżąc po rodzinnych weselach i innych uroczystościach nauczyłem się, że to taki lokalny zwyczaj. Oczywiście można powiedzieć, że picie z jednego kieliszka jest niehigieniczne, ale tam nikt się tym nie przejmuje. Z drugiej strony, takie zwyczaje świadczą o bliskości tych ludzi, łączących ich więzach.

Po paru godzinach żegnamy się z rodziną. Znów uściski i pocałunki, życzenia wszystkiego dobrego. Na drogę dostajemy świeże mleko i domowej roboty ser. Auto znów buja się na nierównościach, byle do asfaltu. Wracamy do swojej miejskiej rzeczywistości, gdzie życie jest szybkie, tłoczne i hałaśliwe. Ale za parę tygodni znów wrócimy zażyć odrobiny ciszy i spokoju.

Zobacz także:

Marek Bonarski OFFline profil autora

Autor: Marek Bonarski

Napisz do autora

Artykuły (32) Galerie (21) Średnia ocen (4.93)

Wiek: 39 | Miejscowość: Częstochowa | Kraj: Polska

O mnie: tak poważnie, to mnie tu nie ma, buziaczki i grabula dla wszystkich którzy mnie ciepło wspominają

Ostatnie artykuły autora:

Pozycja autora w rankingach:

Komentarze: 20

Sortuj komentarze:

Klaud. Gie 08.05.2008 23:43

Ocena: Ocena pozytywna 22 Ocena negatywna 35

Aż chciałoby się tam wybrać... :) Niestety, nie mam tego szczęścia, aby mieć jakikolwiek odłamek rodziny na prawdziwej wsi. Pozostaje mi jedynie czytanie takich ciepłych tekstów, przymykanie oczu i rozmarzenie...

[+] :))

Komentarz został ukrytyrozwiń

Bartłomiej Graczak 06.05.2008 10:56

Ocena: Ocena pozytywna 29 Ocena negatywna 21

Bardzo fajna opowieść.. :) +

Komentarz został ukrytyrozwiń

Sławomir Żylak 06.05.2008 08:28

Ocena: Ocena pozytywna 20 Ocena negatywna 31

no, no, no...świetne (+) - trochę zaczynam żałować, że wysłałem swoje :) przy tym to bladziutko wypadnie, ale co tam - spróbować trzeba :)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Klara Maj 05.05.2008 11:58

Ocena: Ocena pozytywna 26 Ocena negatywna 23

takie bez zadęcia, proste, bez udziwnień i stylistycznych miraży.
ma swój urok.
plus.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Ryszard Kowalewski 05.05.2008 10:47

Ocena: Ocena pozytywna 20 Ocena negatywna 30

Z całą pewnością +

Komentarz został ukrytyrozwiń

Agnieszka Dąbrowska 05.05.2008 10:11

Ocena: Ocena pozytywna 28 Ocena negatywna 25

Mam swoje mejsce z takim samym klimatem
+

Komentarz został ukrytyrozwiń

zofia nowak 05.05.2008 10:03

Ocena: Ocena pozytywna 30 Ocena negatywna 21

Po zabawie z chłopakami na mojej rodzinnej wsi piłysmy tak wodkę z jednego kieliszka w kóleczko, a potem juz w parach bo przy wodce sie klarowało, która z ktorym, szłysmy wąchac piwonie.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Barbara Chocianowicz-Markiewicz 05.05.2008 09:44

Ocena: Ocena pozytywna 30 Ocena negatywna 24

opowieść z klimatem i fotka też świetna:)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jadwiga Kowalczyk 05.05.2008 06:21

Ocena: Ocena pozytywna 32 Ocena negatywna 26

+ no i te kocury między garnkami!
Klasyka, pięękne.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Marcin Nowak 04.05.2008 21:55

Ocena: Ocena pozytywna 29 Ocena negatywna 21

Pomysł serii jak widać był strzałem w dziesiątkę!

Komentarz został ukrytyrozwiń

odśwież

Maksymalnie 4000 znaków. (możesz jeszcze wpisać: 4000)

Reklama

Najpopularniejsze

Reklama
Copyright 2012 Wiadomosci24.pl
Realizacja serwisu: Gratka Technologie Sp. z o.o.