Kontynuacja "Podróży bliższych i dalszych, czyli uroku komunikacyjnych staroci", "Intymnego życia niegdysiejszej Warszawy" i "Szemranego towarzystwa niegdysiejszej Warszawy".
Fragmenty
W 1879 roku, gdy tylko prezydent Sokrates Starynkiewicz zapoznał się z projektem wodociągów i kanalizacji przedstawionym przez Lindleya — rozesłał go do warszawskich gazet, zachęcając do publicznej dyskusji nie tylko specjalistów, ale i zwykłych mieszkańców miasta; napisał nawet do niego wstęp (...).
W istocie Starynkiewicz skomplikował sobie życie. Rozpętał
bowiem dyskusję,
w której ostro ścierały się interesy rozmaitych koterii i środowisk. (...) Wszyscy rzekomo troszczyli się o to, bo kanalizację i wodociągi przeprowadzić jak najmniejszym kosztem, a w rzeczywistości - by z tych kwot uszczknąć jak najwięcej dla siebie i „swoich”. (...)W takim zamęcie krzyżujących się interesów trzeba podkreślić wielką determinację Starynkiewicza, że potrafił przeforsować najnowocześniejszy projekt Lindleya, który stawiał Warszawę w rzędzie kilku innych, o wiele bogatszych, metropolii. Na taki luksus i ekspens nie zdobyła się nawet stolica Cesarstwa.
Wodę z Wisły zamierzano czerpać nieopodal Czerniakowskiej. Sześć przewodów ssących o średnicy 36 cali zakończonych dziurkowanymi głowicami, czyli „smokami”, miało ją pobierać wprost z nurtu, a pompy parowe tłoczyć do Stacji Filtrów zlokalizowanej na Koszykach (...). Tu woda miała być czyszczona, a następnie rozprowadzana po mieście. Zakład na Czerniakowie i Filtry na Koszykach zostały uruchomione w połowie 1886 roku (...). W 1888 roku sieć kanalizacyjna liczyła już 27 kilometrów na 31 ulicach, z których stopniowo znikały głębokie rynsztoki, dotychczas pełne smrodliwych ścieków.
Mieszkańcy Warszawy chwytali się każdej okazji, byleby tylko zarabiać na utrzymanie. Oczywiście z wyjątkiem „złotej młodzieży”, która żyła z ojcowskich na ogół funduszy. Kontyngens panów Letkiewiczów, jak ryczałtem określała prasa różnych obiboków, żyjących z hazardu, nierządu lub nie wiadomo z czego, zawsze był w mieście bardzo liczny. (...)
Na posadę biurową raczej trudno było liczyć od czasu, gdy prawie na wszystkich urzędach osadzili się Rosjanie. Swoim płacili różnie: (...) prezes Warszawskiego Komitetu Cenzury zarabiał 5800 rubli rocznie, starszy cenzor - 2500, a młodszy - 1500 rubli, ale już (...) - naczelnik rewiru w policji dostawał tylko 350 rubli rocznej pensji. Mieli też dodatki za pracę poza Cesarstwem i oczywiście do tego jeszcze brali łapówki zależnie od „czynu”. (...)
"Codzienność niegdysiejszej Warszawy"
Stanisław Milewski
Wydawnictwo Iskry