Facebook Google+ Twitter

Coldplay grał i śpiewał w Pradze. Cóż to był za koncert!

Chris Martin wraz z wiernymi kompanami urządził wielkie widowisko w praskiej O2 Arenie. Zachwytów i westchnień nigdy za mało, świetny występ. Cudowny wieczór 22 września w towarzystwie jakże zacnym i muzycznym. Relacja po opadnięciu emocji.

Rzut okiem na scenę. Coldplay - Praga 22 września 2008 r. / Fot. Dawid Kuc Na początku była podróż. Rozpoczęła się o 9 rano i trwała do godz. 17. Następnie rozpoczęło się oczekiwanie i trwało aż do 21.30. Ku mojemu zdziwieniu w czasie jazdy do Pragi nie towarzyszyła nam muzyka Coldplay, lecz o ironio losu, słuchaliśmy nagrań U2. A przecież wszyscy wiedzą jak postrzegana jest działalność obu grup. Nie zważając jednak na wszelakie rywalizacje, upajaliśmy się głosem Bono oraz dźwiękami wydobywającymi się z gitary Edge'a. Cóż, było coraz ciekawiej.

Po podróży odbywającej się w dużej mierze pomiędzy naszymi pięknymi górami. Dotarliśmy do stolicy Czech w okolice O2 Arena. Współtowarzyszka wyprawy w pierwszej chwili powiedziała, że chyba dotarliśmy do jakiejś fabryki, a nie do miejsca, w którym miał odbyć się koncert. O jak bardzo życzyłbym sobie takich "fabryk" w Polsce.

Kolejnym zdziwieniem była frekwencja pod drzwiami wejściowymi do hali. W Polsce na trzy godziny przed koncertem kotłowałby się już dzikie tłumy. A tu zaledwie kilka samochodów na parkingu i gdzieniegdzie porozrzucane grupki fanów. Czyżby Czesi byli aż tak nasyceni gwiazdami, które często ich odwiedzają, że nie zechcą przyjść i zobaczyć muzyków z Wlk. Brytanii? Dziwne, ale właśnie takie myśli przyszły mi wtedy do głowy.

Zajęliśmy miejsca przy barierkach i oczekiwaliśmy, integrując się z polskimi i nie tylko polskimi fanami Coldplay. Zgodnie z planem zostaliśmy wpuszczeni do hali. Kontrola trwała sprawnie i kulturalnie. Nikt nie napierał, nie trzeba było się cisnąć wśród gawiedzi. Coś niesamowitego! Jedyną drobną rysą na firmamencie czeskiego sposobu obsługi dużych imprez było powtórne oczekiwanie, aby móc już niczym nieskrępowanym wejść na płytę areny. Udało nam się zająć dogodne miejsca z dobrym widokiem na scenę i resztę hali. Członkowie obsługi technicznej krzątali się ja w ukropie, a my, oczekiwaliśmy.

Około 20.000 na scenę wszedł zespół supportujący Coldplay. Była to grupa jednego z członków The Strokes Alberta Hammonda Jr. Zespół grał zaledwie 40 minut, ale w tym czasie zdążyłem aż dwa razy spojrzeć na zegarek. Było nudno, kompletnie bez pomysłu na siebie i swoją muzykę i co gorsze zbyt głośno. Dźwięki zlewały się w jedną całość i o muzyce można było zapomnieć. Co ciekawe zespół został dość ciepło przyjęty i tu kolejne zaskoczenie. Gdyby ten koncert odbywał się w Polsce w najlepszym razie skończyłoby się na gwizdach. Na szczęście rzadko się zdarza, żeby grupy suuportujące gwiazdę grały bis.

I znów oczekiwaliśmy, w tle organizatorzy raczyli nas piosenkami będącymi przekrojem większości gatunków muzycznych. Techniczni wyczyniali cuda, niektórzy nawet wspinali się na linowych drabinkach, aby zasiąść na podwieszonej pod sufitem konstrukcji, z której mieli sterować oświetleniem. Po godzinie, po przejściu kilkunastu meksykańskich fal i opuszczeniu czarnej kurtyny, oczekiwanie dobiegło końca.

Nastała muzyka


Za podświetloną kurtyną panowie z Coldplay zagrali "Live In Technicolor".Coldplay, a przynajmniej jego cześć - Praga 22 września 2008 r. / Fot. Dawid Kuc
Utwór ten krótki acz treściwy zabrzmiał na żywo mocniej i ciekawiej niż na płycie. Przy dźwiękach potężnego "Violet Hil" opadła kurtyna. Od razu zostaliśmy wciągnięci w świat Chrisa Martina i reszty. Wokalista ubrany w mundur rozpoczął show. Nie od dziś wiadomo, że jest "zwierzęciem scenicznym" i w poniedziałkowy wieczór całkowicie to udowodnił. Śpiewał rewelacyjnie. Biegał z jednej strony sceny na drugą. Często wchodził na podesty wypuszczone w tłum ku uciesze fanów. Bez dwóch zdań potrafi zarazić swoim entuzjazmem tak, że nim się obejrzałem wymachiwałem rękami, tańczyłem i podśpiewywałem pod nosem. Chyba żadnej piosenki, której bym sobie życzył nie zabrakło. Usłyszeliśmy m.in. "Clocks", "In My Place", "Speed Of Sound", "42", "God Put A Smile Upon Your Face", "Viva La Vida", "The Scientist" oraz "Fix You" (dwukrotnie). Z tą ostatnią wiąże się zabawna historia, gdyż doszło do pewnego nieporozumienia między muzykami przez co został on zagrany dość nierówno. Zdarzenie to tak bardzo dotknęło Chrisa Martina, że zamiast w bisach zagrać The Escapist" postanowili naprawić swój błąd i jeszcze raz, specjalnie dla czeskiej publiczności wykonać rzeczony utwór.

Atrakcji było co niemiara. Muzycy są w świetnej formie, grali porywający koncert, a warto też wspomnieć o oprawie występu. Za plecami Coldplay umieszczony był duży ekran, na którym najpierw wyświetlany była reprodukcja obrazu Eugène Delacroix "Wolność wiodąca lud na barykady", a następnie albo postaci muzyków, albo różne bardzo ciekawe animacje. Obok głównego telebimu pod sufitem podwieszone były dwa mniejsze oraz pięć kul, które również służyły jako ekrany na których widzieliśmy nawet kulę ziemską. Do tego świetnie dobrane oświetlenie do każdego z utworów, które dodawały uroku każdemu z nich. Czasem można było dostać oczopląsu, gdyż nie wiadomo było na czym skupić swój wzrok. Na szczęście dostaliśmy kilka chwil wytchnienia, ponieważ Chris i reszta zespołu zagrali "God Put A Smile Upon Your Face", "Talk", "The Hardest Part" najpierw na jednym z podestów obok sceny, a następnie wskoczywszy pomiędzy sektory pojawili się między publicznością kontynuując występ. Nie będę mówił jak bardzo zazdrościliśmy osobom zgromadzonym wokół muzyków. Po zagraniu kilku utworów Coldplay zniknął gdzieś w otchłani hali.

Ekspresja, światła. Coldplay - Praga 22 września 2008 r. / Fot. Dawid KucRozentuzjazmowany i nienasycony tłum oklaskami i śpiewem wzywał muzyków, aby zagrali jeszcze, bo co tu dużo mówić było nam mało. I tu znów ciekawa obserwacja. Kiedyś podczas koncertów w czasie spokojnych utworów, publiczność wyciągała zapalniczki i z tak rozpalonymi, podgrzewali jeszcze bardziej, gorącą już atmosferę. A teraz, w XXI wieku zamiast zapalniczek, świeci się telefonami komórkowymi. W ciągu zaledwie paru minut wszystkie sektory jarzyły się bladoniebieskimi ekranami "komórek". Jakie czasy takie środki wyrazu.
Coldplay wrócił na scenę i dokończył swój rewelacyjny koncert. Momentem kulminacyjnym tegoż była piosenka "Lovers In Japan", w czasie której na nasze głowy posypały się papierowe motyle, które świeciły w ciemności. Po koncercie wielu ludzi wychodziło dzierżąc w dłoniach naręcza tych uroczych motylków. We wspomnianym już bisie usłyszeliśmy "Yellow" oraz już poprawnie wykonany "Fix You" z drobnymi modyfikacjami w tekście:
"When you come to a scene and beginning wrong
When you're first time in Prague and f***ed up the song (...)
And your drummer's advice is to play it again".

Powrót do domu


I skończył się rewelacyjny koncert. Przyglądałem się twarzom ludzi opuszczającym halę i w ani jednym przypadku nie zaobserwowałem rozczarowania czy niechęci. Każdy był przepełniony bardzo pozytywnymi wibracjami i entuzjazmem. Powrót do domu spędziłem w objęciach Morfeusza, a teraz po kilku dniach od poniedziałkowego wieczoru słucham Coldpaly, oglądam zdjęcia i bardzo się cieszę, że mogłem uczestniczyć w tej muzycznej uczcie.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (4):

Sortuj komentarze:

  • Autor usunął profil
  • 29.09.2008 16:32

Dawid, rewelacja ! Niestety, albo stety, mam na myśli koncert, bo Twoja relacja słabiutka, szkolna powiedziałabym, zgadzając się z przedmówczynią. Pozdrawiam. Iza

Komentarz został ukrytyrozwiń

ale to apropos sfomułowania, nie całości:)
całość mi się podoba.

Komentarz został ukrytyrozwiń

plus za bycie
za to, że ci chciało opisać to po Tomku/zawsze pierwszy ma lepiej/
za to, że dodałeś parę smaczków okołokoncetrowych.
natomiast co mi się nie podoba:
-zwort typu:panowie z Coldplay i taki szkolny"atrakcji było co niemiara".Dawid, stać cię na więcej;]

Komentarz został ukrytyrozwiń

+ za przypomnienie dobrego koncertu :)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.