Pozycja materiału w rankingach:
Głębokie, mechaniczne wycie, pulsujące i natarczywe zgrzyty, a momentami wyciszające, przestrzenne kompozycje. To wszystko można było usłyszeć na sobotnim koncercie brytyjskiego muzyka-eksperymentatora Colina Pottera w CSW Łaźnia w Gdańsku.
Koncert był krótki. Potter grał równe, zapowiedziane 45 minut. Ale to i tak wystarczający czas, aby pokazać, co się potrafi. Szczególnie, gdy za stołem zastawionym elektronicznymi urządzeniami do generowania dźwięku staje tak doświadczany muzyk. Kompozycje zostały bardzo trafnie dobrane, nie nużyły i nie męczyły, co w przypadku tego typu muzyki może się niestety bardzo łatwo zdarzyć. Artysta - wspomagany telebimem wyświetlającym psychodeliczne wizualizacje - dokonał podróży przez różne style i gatunki swej twórczości.
Liczba chętnych do przeżycia muzycznej wycieczki w głąb własnej wyobraźni przerosła oczekiwania organizatorów. Zainteresowanie koncertem było tak duże, że dla części przybyłych zabrakło krzeseł. I choć większość widowni przyszła tu tylko z ciekawości, a prawdziwych fanów była garstka, nie to jest najważniejsze. – Kiedy coś tworzę, staram się, aby brzmiało to dobrze, żeby przede wszystkim mi się podobało – wyznał Potter. Jeśli ktoś też czerpie z tego radość, jeśli przyjdzie na koncert i kupi płytę, to jest mi oczywiście miło. To zawsze jakiś plus. Ale nie mógłbym robić czegoś, co by nie sprawiało mi radości, a było tworzone wyłącznie dla pieniędzy. Zobacz także:
Artykuły
(36)
Galerie
(2)
Średnia ocen
(4.46)
Miejscowość: Sopot | Kraj: Polska
Ostatnie artykuły autora:
Sortuj komentarze:
Agata Ślusarczyk 21.05.2007 10:31
aaaa nieprawda :) ja też czytam :) Bardzo sprawnie i ciekawie napisałeś. No i plus za rozmowę z Colinem Potterem
Łukasz Stafiej 21.05.2007 09:11
Oliwio, czasem mam wrażenie, że tylko Ty czytasz te moje teksty;)
Eurowizja 2012. Znamy całą finałową stawkę [YouTube]
(odsłon: +424)