Facebook Google+ Twitter

Conradowska łódź, po sześciu dniach rejsu dopłynęła do brzegu

Największe wydarzenie kulturalne jesieni w sobotni wieczór dobiegło końca. Symbolicznie zagasło światło bijące z conradowskiej latarni, oświetlające drogę przez burzliwe dzieje literatury, filmu i muzyki.

 / Fot. PromoChciałoby się powiedzieć - niestety! Bo Festiwal im. Josepha Conrada to wydarzenie, o którym już wiadomo, że na stałe wpisze się w kulturalną historię Krakowa. Przez sześć dni dyskusje, projekcje i koncerty odbywały się w najróżniejszych zakątkach miasta - począwszy od kościoła św. Anny, i Auli Centrum Studiów Humanistycznych UJ, przez Filharmonię K. Szymanowskiego aż po Cheder Cafe i Klub Lokator. Z czytelnikami spotkali się m.in. Jacek Dukaj, Jerzy Pilch, Wojciech Jagielski oraz Olga Tokarczuk. Nie zabrakło również gwiazd: Per Olov Enquist, Pascal Quignard oraz Edgar Keret sprawili, że trzy wieczory pod rząd błyszczały jaśniej niż pozostałe. Niestety swoją obecnością nie uraczył nas Atiq Rahimi, któremu problemy zdrowotne przeszkodziły w podróży do Polski. Afgański laureat nagrody Goncourtów potwierdził jednak swoją obecność podczas przyszłorocznej edycji festiwalu.

Conradfestival okazał się hitem większym, niż przypuszczali organizatorzy. Wielokrotnie spotkania z pisarzami przyciągały tak wielkie tłumy zgromadzonych, że wprost niemożliwe było wejście do sal, w których odbywała się dyskusja. Ze strony organizacyjnej wszystko dopięte było do ostatniego cala. Co prawda łyżką dziegciu okazały się małe potknięcia, jak na przykład poszukiwanie uczestników środowej rozmowy, którzy nie pojawili się na czas w Bunkrze Sztuki lub poinformowanie fotoreporterów o zmianie miejsca fotografowania (spod sceny na chór - przyp.red.) parę minut przed koncertem Jordi Savalla.

Tolle, lege!

Zaiste dziwny to festiwal, w którym mało jest tytułowego patrona. Przyglądając się z boku zarówno dyskusjom prowadzonym przez znamienitych prelegentów, jak i wydarzeniom towarzyszącym festiwalowi, można odnieść wrażenie, że Joseph Conrad mało ma z całą literaturą skondensowaną w tych sześciu dniach wspólnego. Nic bardziej mylnego. Uczestników pierwszego dnia Conradfestival przywitało jasne światło latarni morskiej przypominającej o żeglarskiej przeszłości Korzeniowskiego. Kiedy podczas jednego z rejsów usłyszał pierwsze angielskie słowa "Look out there!" ("Uważać tam" - przyp.red.), wiedział że to właśnie w tym języku chce tworzyć, jemu oddać swoją pisarską duszę.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (3):

Sortuj komentarze:

Co roku

Komentarz został ukrytyrozwiń

Łukaszu, słowa uznania za przeprowadzenie relacji z tej imprezy! Brawo!

Komentarz został ukrytyrozwiń

Ten festiwal będzie się odbywał co roku w Krakowie? Czy to jednorazowa impreza?

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.