Facebook Google+ Twitter

Coś na porost włosów, czyli o stoczni inaczej

A pegeerowców to broniliście, kiedy tracili miejsca pracy? - pyta internauta "~gazda" pod tekstem donoszącym o kolejnych żądaniach stoczniowców.

To jedno z najelegantszych pytań, jakie pada w necie, ponieważ stoczniowcy, dla których stworzono spec-ustawę, którym wypłaca się bajońskie odprawy i stypendia zamiast zasiłków dla bezrobotnych, żądają jeszcze więcej. Żądają mianowicie, aby rząd zobowiązał się do wypłacania świadczeń dla tych, którzy nie znajdą
pracy.

Ponieważ od czasu zlikwidowania realnego socjalizmu dziesiątki tysięcy ludzi traciły pracę, aż dziw bierze, że nikt nie wpadł na taki genialny w swej prostocie pomysł. Zasadniczo każdemu się należy, bo ludziska całkiem niepotrzebnie szarpali się na jakieś przekwalifikowanie, padali w objęcia szarej strefy lub zgoła szemranych interesów, emigrowali za morze, by bodaj na zmywaku stanąć, przechodzili na zasiłki dla bezrobotnych, dławiąc w sobie i rodzinie chciejstwo na dostatni żywot. A tu proszę - jest grupa ludzi, którzy wreszcie poszli po rozum do głowy i wiedzą, jak należy rozwiązać problem zwalnianych. W pierwszym rzędzie - licznej gromady wybitnych specjalistów od rządzenia w zakładach pracy, czyli związkowców.

Panowie ci, jak wszystko na to wskazuje - przyczynili się walnie i skutecznie do storpedowania transakcji z Katarem: ostatecznie ciągłe protesty, żądania, perspektywa utrzymywania gromady krzykaczy o przywilejach nieznanych w warunkach realnego kapitalizmu, wreszcie - słynny list „obrońców” stoczni zrobiły swoje. Trzeba by upaść na głowę, żeby kupować jakiekolwiek przedsiębiorstwo z takim bagażem. Wobec czego, przytomni faceci w pięknych burnusach woleli stracić wadium, niż za własne ciężkie pieniądze wpuszczać się w maliny.
Inną nieco pozycję w walce o przywileje i pracę przy budowie statków, których nikt nie zamawia, zajmują związkowcy z Gdańska. Tu przedstawiciele wypasionej gromady działaczy, pod przewodem krzykacza Guzikiewicza, usiłują wymusić dla siebie przywileje nieznane w przedsiębiorstwach prywatnych, bo takim przecież jest już słynna kolebka, kołyska i becik razem wzięte. Oni też chcą forsy. W zasadzie, któż by nie chciał?!

Po głębszym zastanowieniu rozwiązania proponowane przez związkowców stoczniowych bardzo,ale to bardzo mi się podobają! I dlatego apeluję do pana prezydenta, który zapowiedział, że do upadłego będzie walczył o państwo solidarne, aby wszystkim zwalnianym z pracy wypłacać: dla równego rachunku po 50 tysięcy zeta na łebka na „do widzenia”, a potem stypendia po 2,5 tys. miesięcznie, aby się nikt nie zabijał gwałtownym szukaniem pracy; jak wiadomo, wszyscy mają jednakowe żołądki więc się należy.

Od siebie, z powodów czysto estetycznych, (aby Guzikiewicz nie czuł się w lustrze gorzej od
Śniadka) proponuję dla pokrzywdzonych w uwłosieniu deputat z niezawodnego środka na porost włosów. Tego, który rekomenduje w radio łysy Fronczewski. Żeby było sprawiedliwie.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (18):

Sortuj komentarze:

  • Autor usunął profil
  • 07.09.2009 10:37

A to stoczniowców to nie będziemy bronić, pomimo obowiązującego jaśnie Nam panującego, mało ludzkiego, kapitalizmu? Z drugiej jednak strony niektórzy stoczniowcy (być może chodzi o związkowców i też nie wszystkich) próbują coś ugrać dla siebie. Nie stawiam pod Ich adresem niesprawdzonych (odpowiednimi argumentami) zarzutów, że to Oni storpedowali transakcje z Katarczykami, co nie jest do końca prawdą, Problem jest bardzo skomplikowany. Może trzeba samemu pojechać Tam i pogadać, jeśli to możliwe ze stoczniowcami, a właściwie z „górą” związkową, żeby zaczerpnąć informacji u źródła. Nie będzie to łatwe. Mogę wybrać łatwiejszą drogę i „popełnić” tzw. felietonik opisując jednostronnie np. szkodliwą działalność polskiego rządu w tej kwestii. Ale to nie miałoby sensu na dłuższą metę. Zbytni subiektywizm zaciemnił by sprawę. Co z tymi stoczniami? Stocznie jako przemysł strategiczny, co przejawia się w tym, że Niemcy, Holendrzy, Duńczycy, Finowie, Azjaci bronią swych stoczni, być może dopłacają do nich, naruszajac twarde reguły kapitalizmu „wolnorynkowego”. Nie ustające żądania płacowe, wprowadzenie parasola ochronnego dla załogi, konieczność przekwalifikowania się wielu pracowników itd. to nie są tak ogromne koszty które poniesie skarb państwa, lecz też jest druga strona medalu - potężne grupy nacisków, kartelizacja władzy, wielki pożera małego (dobrze prosperującego), duże rozdźwięki pomiędzy kadrą zarządzającą a pracownikami (jako też wynik społecznego izolowania się-każdy sobie rzepkę skrobie)-czyż ten proces nie spowoduje znacznie większych strat finansowych a nawet społecznych (pogłębiający sie brak zaufania).

Żartuje sie ostatnio, ze związkowców dopadły dwie plagi – katar i grad. I w jednym i w drugim przypadku potrzebne sa środki zaradcze w rodzaju - coś na katar i mocniejsze fundamenty -grad może zburzyć dach, lecz fundamentów już nie, no chyba że...

Komentarz został ukrytyrozwiń

johimbina - dla zdesperowanych na porost włosów http://www.handsomemen.pl/Tag,Porost%20w%C5%82os%C3%B3w.html

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 04.09.2009 09:46

Neelie Kroes komisarz ds. konkurencji w swym przemówieniu 21.10.2008 nawiązującego do polskich stoczni, zwróciła uwagę na opieszałość polskich władz: „Przez cały okres w ciągu tych czterech lat (od chwili wstąpienia Polski do struktur UE 1.05.2004 - przyp. aut.) Komisja miała otwarte drzwi dla kolejnych polskich rządów. Próbowaliśmy za każdym razem dojść do porozumienia. Niestety polskie władze nie wykorzystały tych możliwości”.
Z całej treści przemówienia Pani komisarz nie wynika, że za problemy polskich stoczni odpowiadają rzekomo kłótliwi, pazerni na kasę związkowcy stoczni.
W sprawie restrukturyzacji stoczni kandydujący podówczas na nowe stanowisko komisarza europejskiego Janusz Lewandowski w programie Jana Pospieszalskiego „Warto rozmawiać z 6.05 br. powiedział m.in.: „generalnie Komisja Europejska nie ma dobrej ręki do przemysłu stoczniowego w Europie”. J.Lewandowski też nic nie wspomniał o szkodliwych rzekomo poczynaniach związkowców.
Najbardziej jednak krytyczną opinię co do sensowności utrzymywania stoczni na obecnym poziomie rozwoju, wypowiedział internauta (były stoczniowiec), który zwrócił uwagę na poważne zapóźnienia technologiczne, które eliminują polskie zakłady z ostrej rywalizacji na trudnym rynku stoczniowym.
Czy jest rzeczywiście na nim zastój? Tak się złożyło, że miałem szczęście zapytać o to polskiego marynarza (który płynął ostatnio przez niebezpieczne wody Oceanu Indyjskiego nieopodal Wybrzeża Somalijskiego) który na zapytanie czy polskie stocznie mają zamówienia wyśmiał Tych, którzy twierdzą że takich zamówień nie ma i mi sie dostało od Niego, że w takie głupoty wierzę, co nie jest prawdą. Nie wierzę w to. Zamówienia są. Stwierdził, że jest ogrommne zapotrzebowanie na tzw. Offshorowe statki (od nazwy offshore) -statki przy platformach wiertniczych (statki wiertnicze, holowniki, pchacze, i inne jednostki pomocnicze), statki do przewozów wielkogabarytowych ładunków których produkcja jest bardzo dochodowa a także cała tzw. infrastruktura wydobywcza przy ptaformach. Krzysztof stwierdził, że Stocznia Gdańska takie statki może produkować a zakłady w Szczecinie - gazowce na które są zlecenia na świecie.
„Obecnie mamy do czynienia ze wzmożonym popytem na przewozy tego typu taborem, niektórzy przewoźnicy przyjmują już zlecenia na 2009 rok. Powodem tego stanu rzeczy jest doskonale rozwijające się górnictwo off-shore, inwestycje przemysłowe w Chinach i Indiach”-wikipedia
http://www.portalmorski.pl/caly_artykul.php?ida=6724

O szansie polskiego przemysłu okretowego -flota offshore
http://www.ppg.gda.pl/index.php/pol/layout/set/print/content/view/plain/1712

Szczegółowo o tych rodzajach statków pisze miesięcznik Nasze Morze nr 7 i 8 /2006

Krzysztof zaproponował aby niedowiarkom przemyć oczy. Nie dziwię sie temu, marynarz ma osobisty interes w tym, zeby statki były wciąż budowane, a On miałby gwarancje, że bedzie pływał i pływał po morzach i oceanach i pozna kiedyś w dowolnym porcie spokojną, zrównoważoną kobietę i może poprosi Ją o rękę.

Ale by się poszło na takie wesele. I zabawa-ze stoczniowcami, z marynarzami i z ludźmi morza, którzy nie zapomnieli czym są zasady i jak warto ich przestrzegać.

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 03.09.2009 19:11

To jest dobry pomysł z tym Królikiewiczem. Przynajmniej Jeden co kojarzy mi się z królem. Równy z Niego gość. Zatem królewskie maniery wprowadzi się na salony, na których dyskutowane będą sprawy przemysłu strategicznego, jakim jest przemysł stoczniowy.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Oczywiscie ministra mozna odwołać, ale na tym etapie potrzebny jest taki facet, ktory króliki z kapelusza wyciąga. Wychodzi na Krolikiewicza.

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 03.09.2009 13:06

Zacznijmy od motta „Rząd powinien usiąść do rozmów ze wszystkimi przedstawicielami zagrożonych bankructwem zakładów, bo w jakimś stopniu jest rządem obywatelskim (czy nazwy jeszcze do czegoś zobowiązują)”.
Rząd oczywiście będzie miał swe racje ekonomiczne i słusznie-do źle funkcjonujących firm nie możemy dokładać, zaden z Nas. Ale druga strona konfliktu, ta żądająca jeszcze więcej, może ripostować-nie szkoda Wam kilkudziesięciu miliadów złotych w różnych nie osądzonych do końca aferach-toż to dopiero uszczuplenie budżetu państwa.

Sugestia, żeby Krzyczący wzięli jakiegoś pieruńskiego specyfiku na porost włosów-jest dobra w aspekcie przyszłych rozmów związkowców (zmiana Ich zewnętrznego oblicza) z kompetentnymi członkami rządu, bo gradu ostatnio to mielyśmy sporo-nawet mojemu kuzynowi zniszczył panele w budynku. Był ubezpieczony-he, he, he na wszelki wypadek. O Gradzie trzeba zapomnieć.
Taaaaak, cięzkie to życie, jak są problemy z wyborem odpowiedniej strategii. Naprawdę można wyłysieć ze stresów.

cdn. Będzie konkretnie

Komentarz został ukrytyrozwiń

Trudno mi sytuacje merytorycznie skomentować, Cieszę sie , że Pani Jadwiga wraca do formy i podnosi poziom.
Szacunek.
B.

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 03.09.2009 10:06

Potrzeba konkretnego chirurga żeby ten wrzód jakim są stocznie jednym pociągnięciem skalpela wyciąć. Pod płaszczykiem zwanym kolebka solidarności kryje się duża grupa nierobów i wichrzycieli. Korzystając z tego przywileju robią już nie smrodek a fetor wokół stoczni. Ciekawy jestem jakie były by reakcje rządu, gdyby stocznie były kolebką byłej komuny.....

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jestem podobnego zdania. Gdyby Stoczniowcy walczyli o Stocznie, byłbym za nimi. Ale oni walczą o utrzymanie swojego statusu ludzi nie poradnych, nie operatywnych, bez inicjatywy i umiejętności organizacyjnych. Wołają: dajcie nam kienta, dajcje materiał, stwórzcie wygodne warunki pracy, bo nam się należy. Są różne formy działalności gospodarczej. Gdyby, miast chciejstwa, sięgnęli po rozum do głowy, to w stoczniach można byłoby robić nie tylko statki. Brak dobrych organizatorów wśród stoczniowców, a może i brak dobrej woli, może, zwykłe lenistwo doprowadziło do stanu obecnego. A być może dopomogła jeszcze, czyjaś zła wola. Gdyby na stanowiskach kierowniczych w stoczniach byli ludzie operatywni, to "Problemu stoczniowego" by nie było. Gdyby Związkowcy chcieli pomóc, to powinni zorganizować w stoczniach zebrania i zaapelować do załóg o wzięcie sprawy w swoje ręce, a nie upominć się o gotowe rozwiązania u Władz Państwa. Pani Jadzia wspomniała o PGR-ach, że upadły - to prawda. Ale w Zachodniopomorskim Szef PGR-u w Witkowie, wziął sprawy w swoje ręce i proszę zobaczyć jak prosperuje gospodarstwo dzisiaj. Wystarczy wpisać w googlach hasło: Agrofirma Witkowo. Pozdrawiam.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Rafale - to nie fenomen. To moja autoglobulina psychiczna.

Dominiku - ja piszę osobiste, niepoprawne politycznie komentarze na temat zjawisk absurdalnych. Analizę ekonomiczną możesz sobie przeprowadzic sam. Wszystko jest w necie.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.