Facebook Google+ Twitter

Credo współczesnego wierzącego erudyty

"Wierzę w Boga, a ewolucję uznaję za sposób funkcjonowania świata pod jego ścisłą i absolutną kontrolą" - takie credo słyszymy dzisiaj bardzo często wśród wykształconych ludzi. Czyż nie jest to postawa - Bogu świeczkę i diabłu ogarek?

By EricDiesel [CC-BY-SA-3.0 (http://creativecommons.org/licenses/by-sa/3.0) or GFDL (http://www.gnu.org/copyleft/fdl.html)], via Wikimedia Commons / Fot. Eric DieselCzy tego typu postawa, którą coraz częściej spotykamy na co dzień, jest moralnie dopuszczalna, poprawna?

Często zadaję sobie takie pytanie, ponieważ obserwuję koegzystencję konformistycznej postawy ludzi, którzy z racji wykonywanej pracy mają na wskroś racjonalny stosunek do otaczającego świata, ale w życiu prywatnym pokazują zupełnie inną twarz. Biorą czynny udział w obrzędach religijnych i uważają się za wierzących.

Czy taki dualizm da się pogodzić z powszechnie obowiązującymi normami etycznymi? Czyż nie jest to zwykła hipokryzja?

Wielu zapytanych o tę kwestię odpowie: tak! Da się pogodzić taką dwoistą postawę, bo przecież potwierdza to prosta obserwacja rzeczywistości! Ba! Temu, który kwestionuje taki stan rzeczy, przykleja się łatkę "wojującego ateisty", ponieważ samą wątpliwością chce wymusić zajęcie zdecydowanie jednoznacznego stanowiska w sprawach wiary.

Gdy analizuje się różne wypowiedzi wierzących, wydaje się, że bardzo łatwo można wyjaśnić fakt podwójnego podejścia do rzeczywistości. Otóż sama doktryna wiary ma taką konstrukcję, że żaden racjonalizm i logika nie są potrzebne do jej zrozumienia. Wystarczy tylko wierzyć. A skoro w "trójcy może być jedność", to przecież nie ma żadnego powodu, aby wygodnego dualizmu nie zaakceptować w praktyce.

Rozsądni krzewiciele ewangelizujący współczesny świat nie zaprzeczają teorii ewolucji wszechświata, mimo że jest ona niezgodna z prawdami zawartymi w Biblii. Oni dzisiaj wręcz walkowerem oddają nauce sprawy wyjaśniania mechanizmów funkcjonowania świata, rezygnując z dotychczasowej argumentacji opartej na literalnym opisie biblijnym, bo chcą dostosować się do nowych warunków.

Uwaga końcowa

Należy zauważyć, że stwierdzenie, jakoby Biblia zawierała uniwersalne i ponadczasowe mądrości nie wytrzymuje próby czasu, bowiem już nawet Św. Tomasz i św. Augustyn wprowadzili nowatorskie interpretacje prawd objawionych, a proces dopasowywania ich do współczesnych warunków trwa nadal.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (129):

Sortuj komentarze:

Trafiłem na ciekawa wypowiedź katolickiego księdza Georga Coyne, który za czasów JP II był nawet rzecznikiem KK. Mianowicie powiedział tak:

"Katolicy, którzy nie chcą przyjąć naukowej teorii ewolucji jej nie rozumieją i myślą, że skoro pochodzą od małp, to do nich ta teoria ich redukuje".

Poza tym, odrzuca on także tzw. "Inteligentny Projekt" twierdząc, że Bóg jest w tej teorii zredukowany do Boga-wyjaśnień, a przecież dał on człowiekowi rozum po to, żeby z niego korzystał i niech sam sobie wyjaśnia tajemnicę działania wszechświata.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Z kolei jest inna grupa wykształconych erudytów, którzy swoją postawą dają silny impuls do hamowania tego procesu poznawczego, chociażby zabraniając wnikania w "sacrum", które tak naprawdę oni sami w sposób dość dowolny wyznaczają. Rozrodczość, badania prenatalne czy całe obszary genetyki człowieka, mają być wyłączone z badań, jako że wkraczamy już na poletko Pana Boga.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Ale, żeby nie było tak cukierkowo...

Procesem poznawczym zajmuje się w świecie bardzo dużo osób. Wśród nich są tacy, którzy niestety zrobią wszystko, aby zmaksymalizować swoje zyski z tej działalności. Niekoniecznie musi to być przeliczalne na pieniądze. Może chodzić o sławę i zwykłe uznanie przez własne środowisko. Posuną się do niecnych czynów (np. fałszerstwa czy oszustwa), które z poprawną obowiązującą metodyką badań oraz etyką badacza nie będą miały nic wspólnego. Mam prawo tak przypuszczać, ponieważ tak było, jest teraz, więc dlaczego miałoby być inaczej w najbliższej przyszłości? Zachłanność i pazerność ludzka jest nieograniczona.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Tak, oczywiście powinno być: "proces poznawania". Przepraszam. Moje niedopatrzenie.

Komentarz został ukrytyrozwiń

/... proces poznania nie ma końca./
poznawania ;)

Maria pisze:
/To mądrość odkrywa celowość człowieka, nie nauka. Mądrość (filozoficzna i teologiczna także) jest przyporządkowana prawdzie./

Powstaje oczywiste pytanie.
Która filozofia i która teologia ? Odpowiedź zdaje się być zawarta - mądra. ;)
A może być niemądra ? No chyba może, jakżeby je odróżniać ... ;)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Po przejrzeniu dotychczasowych wpisów doszedłem do wniosku, że takie dyskusje nikogo nie "psują", ani też nie "nawracają". Wymiana zdań jest jednak zawsze bardzo cenna, bo ludzie utwierdzają się w swoich poglądach. Poznają lepiej swoich adwersarzy i są bardziej pewni swojego stanowiska. Sprawy światopoglądowe są roztrząsane od zarania dziejów i wszyscy się zgadzają (chyba teologowie też...), że proces poznania nie ma końca. Mamy jeszcze co badać i o czym dyskutować. Never ending story.

Komentarz został ukrytyrozwiń

/nasza dyskusja sprowadza się do pytania na ile nauka respektuje mądrość , nie tylko etyczną, bo to jedna z wielu dziedzin, które wymykają się poznaniu./

Mario, to Ty sprowadziłaś dyskusję do powyższego, nie ja.
Aby sprowadzić coś do czegoś, potrzeba definicji tychże.
Z powyższego zdania wnioskuję, że te nie są uzgodnione - ani mądrości, ani poznania, ani nauki.
Słowo "nauka" potrafisz użyć w "nauka Kościoła".
Dalej - poznaniu nic się nie wymyka. Poznanie jest tożsame z prawdą. Stan idealny. Nie mylić z procesem, czyli poznawaniem. Nauka jest środkiem. Niejedynym. Mądrość ? Wiedza ? IMO: mądrość bardziej ogólnie - to postawa, łącząca wiedzę z działaniem. Wiedza - stan poznawania, podzbiorem jest wiedza naukowa.

Celem jest prawda. W tym prawda o celu.

Komentarz został ukrytyrozwiń

@ Maria Czerw, ad komentarzy z godziny 00:14 i 00:46

Twoja scena z filmu o tematyce tybetańskiej przypomina tysiące przypowieści biblijnych. Maksimum słów, minimum treści. W taki sposób da się uzasadnić sensowność istnienia każdego przejawu działalności człowieka, nawet mniemanologii i teologii.


Proste dane, faktycznie, nie muszą mieć wiele wspólnego z prawdą, zresztą tak samo jak mądrość, którą - nie wiadomo dlaczego - raczysz sztucznie dzielić na filozoficzną, etyczną i teologiczną. W takich dyskusjach niezbędne są uściślenia i definiowanie pojęć. Gdy tego się nie czyni, wychodzą nieporozumienia.

Platon wierzył, że gdy ktoś ma kompletną wiedzę, to wtedy - zgodnie z pojmowaną powszechnie definicją mądrości - podejmuje on właściwe decyzje. Z czym nie bardzo zgadzał się już nawet jego uczeń, Arystoteles, ponieważ do podejmowania decyzji są potrzebne jeszcze inne czynniki, takie jak: np. predyspozycje psychiczne (choćby umiejetnść panowania nad własnymi emocjami) czy etyczne. Później, stoicy byli bardziej kategoryczni i uważali, że mądrość się ma albo nie. Natomiast wiekszość myślicieli chrześcijańskich wiąże mądrość z miłością do Boga. Warto jednak wiedzieć, że filozofia nowożytna, już od czasów Kartezjusza odcina się od takich niejasnych terminów, jakim jest "mądrość". Racjonalne pojęcie mądrości mówi, że jest to "kompromis między ideałem a reliami".

Według mnie, nawet jak to wszystko się uwzględni, to należałoby jeszcze spytać i uściślić, a cóż to znaczy podjąć właściwą decyzję? Czy właściwa, to znaczy dobra dla mnie czy dla ogółu? Przecież nie zawsze musi być to zgodne, a raczej często stoi w opozycji.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Arturze, nasza dyskusja sprowadza się do pytania na ile nauka respektuje mądrość , nie tylko etyczną, bo to jedna z wielu dziedzin, które wymykają się poznaniu. To mądrość odkrywa celowość człowieka, nie nauka. Mądrość (filozoficzna i teologiczna także) jest przyporządkowana prawdzie. Nauka niekoniecznie - proste dane nie muszą mieć wiele wspólnego z prawdą.

Komentarz został ukrytyrozwiń

- Mario, stwierdziłaś kiedyś, że "teologami gardzę"...

Lubię kino o tematyce tybetańskiej. Z jednego ze szlagierów (7 lat w Tybecie) zapamiętałam pewną scenę. Do Dalajlamy przyjeżdża chiński generał. Mnisi zapraszają go na uroczystość układania mandali (z kolorowego piasku). Oficjel ma wzrok utkwiony w powietrzu i obojętnie przygląda się ceremonii. Nie reaguje na przymilne tłumaczenia sensu obrzędu. Młody przywódca Tybetańczyków nie zraża się, częstuje go herbatą poleca Bodhisatwom, objaśnia też sens egzystencji według doktryny buddyjskiej. Wojskowy wciąż milczy i jest jakby mentalnie nieobecny wśród gospodarzy. Gościnność wylewa się z każdego miejsca w klasztorze. W końcu generał wstaje, podchodzi do mandali i szpicrutą niszczy misternie układany symboliczny obraz. -Chińska Republika Ludowa nie uznaj guseł - powiedział i wsiadł do samolotu.

To ignorancja posunięta do brutalności. Twoja jest dużo delikatniejsza.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.