Facebook Google+ Twitter

CSKA pokonane. Asseco Prokom coraz bliżej najlepszej ósemki

W arcyważnym meczu 4. kolejki euroligowej TOP 16 Asseco Prokom Gdynia zrewanżował się za porażkę sprzed tygodnia i we własnej hali, w obecności kompletu publiczności pokonał pewnie CSKA Moskwa 88:81.

 / Fot. http://www.e-buzzonline.com/wp-content/uploads/2010/01/Euroleague-top-16-teams.pngWiększość kibiców, którzy zasiedli dzisiejszego wieczoru w gdyńskiej hali czuła się zapewne jak podczas jazdy rollercoasterem. Gra Prokomu przypominała sinusoidę, a początek spotkania nie zwiastował zwycięstwa Gdynian w starciu z "Wojskowymi" z Moskwy.

Pierwsze dziesięć minut spotkania zdominowali przyjezdni. Po dosyć niemrawym początku trener Pacesas przy prowadzeniu CSKA aż 15:5, widząc nieporadność graczy pierwszej piątki wpuścił na boisko Qyntela Woodsa i Ratko Vardę. Amerykanin popisywał się zagraniami rodem z NBA zamieniając na punkty podania od Davida Logana czy Daniela Ewinga, natomiast Bośniak dzielił i rządził pod obiema tablicami. Wynik po pierwszej kwarcie 25:20 dla moskwian w pełni zasłużony, ale Asseco zaczęło łapać powoli rytm.

Kwarta nr 2 zaczęła się od kilkupunktowej serii CSKA, jednak szybko do głosu doszedł Prokom, a właściwie Jan Henrik Jagla. Niemiec pokazał, że potrafi się zmobilizować na rywalizację z silnym przeciwnikiem i bezlitośnie, raz po raz katował celnymi rzutami gości, trafiając do kosza nawet z ponad 8 metrów. Gdynianie dzięki Jagli szybko odrobili stratę wychodząc nawet na małe prowadzenie utrzymane do końca pierwszej połowy dzięki pressingowi i szczelnemu kryciu, które wymuszało błędy ze strony moskwian. A te skrzętnie wykorzystywał głównie David Logan, przy wsparciu Adama Hrycaniuka i Przemka Zamojskiego. 28 punktów rzucone wicemistrzowi Euroligi musi budzić respekt.

Początek 2. połowy to znowu mobilizacja "Wojskowych". Niezawodny Siskauskas a także Trajan Langdon celnymi rzutami z dystansu zniwelowali stratę, a następnie odzyskali prowadzenie. Bierność w obronie gospodarzy nadrabiał jak mógł David Logan i to głównie za sprawą jego rajdów pod kosz rywali Prokom utrzymywał kontakt punktowy z Rosjanami. Mistrzowie Rosji w końcówce jednak mocno podkręcili tempo gry i dzięki rzutom osobistym a także kolejnej "trójce" Langdona odrobili 10 punktów różnicy po 2. kwarcie prowadząc po 30 minutach gry 69:64, wyraźnie kontrolując tempo gry.

Kiedy wydawało się, że ostatnia odsłona spotkania będzie tylko umiejętnym i zaplanowanym dobijaniem Asseco Prokomu, Thomas Pacesas kolejny raz udowodnił, że ma predyspozycje do bycia wielkim trenerem. Nie wiadomo, co powiedział swoim zawodnikom podczas przerwy między kwartami, ale Logan i spółka na 4. kwartę wyszli z zamiarem zmiażdżenia rywala. Pierwsze 3 minuty, 12 punktów zdobytych i tylko 2 stracone. Prym pod koszami wiedli ponownie Woods i Varda, a w obronie harował Hrycaniuk. W ekipie rywali przebudził się niewidoczny przez większość spotkania J.R. Holden, ale wszystko to odbyło się zbyt późno. Kiedy wynik mógł jeszcze ulec zmianie na korzyść gośći, ponownie dał o sobie znać Jagla, którego dwie "trójki" ostatecznie przesądziły o zwycięstwie gdynian w starciu z bardziej utytułowanym rywalem. Zwycięstwem o tyle okazałym, że w pierwszym w starciach z CSKA na poziomie europejskich pucharów i do tego przerywającym znakomitą passę 10 zwycięstw moskwian w Eurolidze.

W swojej historii Prokom dwukrotnie grając w najlepszej 16 Europy nigdy nie odniósł trzech zwycięstw, będąc tym samym już tylko o mały krok od awansu elitarnej ósemki, co byłoby największym do tej pory klubowym osiągnięciem w historii polskiej koszykówki. Można powiedzieć, że najwyższy czas zacząć pisać tę historię na nowo.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.