Facebook Google+ Twitter

Cud nad Odrą, czyli o kibicowaniu w Szczecinie

Zazwyczaj sympatycy przeciwnych drużyn swe korelacje ograniczają do wrogich spojrzeń i nienawiści ogólnej. W Szczecinie sytuacja jest inna - w tym mieście kibicuje się wspólnie, bez względu na różnicę barw.

Kibice podczas meczu Manchester United – Arsenal Londyn / Fot. Małgorzata StadnikPrzechadzając się w środowy wieczór ulicą świętego Wojciecha w Szczecinie, można usłyszeć mieszaninę wulgarnych okrzyków i ekstatycznych ryków radości. Jeśli ciekawość każe zajrzeć nam przez okno lokalu, z którego wydobywają się odgłosy, ujrzymy zbieraninę kibiców różnych drużyn. O dziwo, nie podczas bójki, ale siedzących wspólnie i oglądających mecz przy piwie. Tak, właśnie w tym pubie stereotyp kibica-chuligana zostaje zanegowany.

Legia to stara...

O polskich kibolach krążą legendy. Nożownicy w pasach, pijana armia wandali, którym w głowach nie sam mecz, ale to, aby jak najwięcej przeciwników wyszło ze starcia choć z kilkoma siniakami. To właśnie na naszych stadionach trybuny odgradzają wysokie kraty, aby horda rozwścieczonych pseudokibiców nie wbiegła na murawę celem rozszarpania sędziego lub zawodnika przeciwnej drużyny. Każdy użytkownik pociągów wie, co dzieje się, kiedy taka ekipa odziana w szaliki i koszulki jedzie na spotkanie wyjazdowe. Oznacza to jedynie kłopoty. Z dworca przyjezdni eskortowani są na stadion przez brygady policji, aby nie doszło do zamieszek. Powalająca rzeczywistość, a przecież nie na tym polega piękno futbolu. Oczywiście to obraz tego skrajnego odłamu fanatyków, ale chyba każdy ma świadomość, że wspólnie bawiący się sympatycy Wisły i Cracovii to czysta abstrakcja.

Football's coming home

Manchester United – Arsenal Londyn w Petit Paris / Fot. Małgorzata StadnikOjczyzną piłki nożnej jest Anglia. Właśnie tam narodziła się i uchodzi za jeden z najważniejszych sportów narodowych. Wielu poświęciło jej duszę, miliony sympatyków nie wyobraża sobie życia bez weekendowych rozgrywek. Ale żeby nie było całkowicie tęczowo, Wielka Brytania jest również kolebką chuliganów. O kibicach Chelsea czy Millwall nakręcano nawet filmy, a ich napastliwość i bezwzględność znane są całemu piłkarskiemu światu. Jednak obecnie taka patologia dotyczy jedynie wąskiej grupy frustratów, których ukochana drużyna nie radzi sobie w lidze, okupując końcowe miejsca tabeli. Na angielskich boiskach od wielu lat nie istnieje pojęcie kraty, a agresja przejawia się jedynie w słowach i przyśpiewkach. Często wulgarnych, ale niegroźnych. Przed meczem można ujrzeć idących obok siebie kibiców w czerwonych koszulkach z Liverbirdem na piersi i ich sąsiadów Merseyside drugiej strony Merseyside - Evertończyków. Można mieć także pewność, że nie poleje się krew.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (2):

Sortuj komentarze:

A z wielce szanownym Ruchem bardzo sie lubisz? ;]

Komentarz został ukrytyrozwiń

Ja jestem kibicem Górnika Zabrze ale lubię także i inne polskie kluby. W końcu czemu miałbym ich nie lubić jeśli taki klub jest klubem polskim i jego kibice też idą za Polską?

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.