Facebook Google+ Twitter

Cud w Chorzowie!?

Nawet najwięksi optymiści nie przypuszczali, że reprezentacja Polski, która pod wodzą holenderskiego trenera spisywała się fatalnie, pokona aktualnych wicemistrzów Europy i czwartą drużynę ostatnich mistrzostw świata - Portugalię.

Ba, nawet zwycięstwo odniesione cztery dni wcześniej przez tę samą jedenastkę nad słabiutkim Kazachstanem, było - za styl gry ostro krytykowane przez media, fachowców i kibiców. I gdyby nie wspaniałomyślność chorwackiego arbitra, który nie podyktował przeciw nam dwóch ewidentnych rzutów karnych, to stracilibyśmy nie tylko kolejne punkty, ale i szansę awansu do finałów mistrzostw Europy.

Zatem, czym wytłumaczyć tak zadziwiającą metamorfozę? Jedynym logicznym wyjaśnieniem tego, że wszyscy nasi zawodnicy biegali po chorzowskiej murawie „ze śmiercią w oczach”, była spowodowana falą krytyki obawa, że w przypadku porażki z Portugalczykami Leo Beenhakker zrezygnuje z większości dotychczasowych, zaawansowanych wiekowo kadrowiczów i rozpocznie tworzenie nowego-młodszego zespołu, który będzie walczył w eliminacjach o awans do finałów MŚ 2010.

Jednak, bez względu na to, jaka była przyczyna takiej postawy drużyny narodowej, trzeba obiektywnie przyznać, że ani przez moment wspaniali kibice, którzy zasiedli na trybunach stadionu narodowego, jak i ci, którzy oglądali to widowisko przed telewizorami, nie mieli cienia wątpliwości, kto dyktuje warunki gry. Po raz pierwszy od niepamiętnych czasów można też autorytatywnie stwierdzić, że gra reprezentacji Polski była lepsza od wyniku – bowiem gdyby nasi rywale „dostali piątkę”, to nie powinni mieć do nikogo pretensji. Całe szczęście, że kontuzja Jacka Krzynówka nastąpiła we właściwym momencie, dzięki czemu miejsce na lewej pomocy w wyjściowym składzie zostało - z braku laku - powierzone Euzebiuszowi Smolarkowi, który nie tylko z Kazachstanem, ale również z Portugalią był ojcem sukcesu.

Mnie natomiast ogromnie zdziwiła postawa „żółtodziobów” - Golańskiego, Bronowickiego i Błaszczykowskiego, którzy z Kazachami grali fatalnie, a przeciwko drużynie nafaszerowanej gwiazdami światowego futbolu wystąpili w rolach profesorów, udzielających lekcji zmanierowanym uczniom. No cóż, należy ogromnie żałować, że ten skład nie został wprowadzony od początku eliminacji, ponieważ dziś bylibyśmy liderami grupy z kompletem punktów. Szczególnie boli porażka z Finami, ale jeśli wówczas szarą eminencją sztabu szkoleniowego był (mam nadzieję, że teraz zostanie usunięty ze ścisłego kierownictwa) „menago Dudka” Jan Samozwaniec, który namówił Leona Zawodowca do wystawienia w podstawowej jedenastce nie grającego od kilkunastu miesięcy bramkarza Liverpoolu, któremu w głównej mierze zawdzięczamy kompromitującą PORAŻKĘ, to i nie dziwota, że kibiców nurtuje pytanie. Czy strata pięciu oczek w dotychczas rozegranych czterech spotkaniach nie będzie miała decydującego wpływu na końcowy układ tabeli? Obym się mylił, ale tak było w poprzedniej edycji gier eliminacyjnych, kiedy to podopieczni Zbigniewa Bońka skompromitowali się w pojedynku z Łotyszami, co w konsekwencji miało opłakane skutki.

Wydaje się, że odpowiedź na to pytanie, jak i na pojawiające się wątpliwości, czy wspaniały, chorzowski mecz w wykonaniu reprezentacji Polski był jednorazowym wyskokiem ponad przeciętność, otrzymamy już 15 listopada, kiedy to zagramy z Belgami. Moim zdaniem dla naszych kadrowiczów najbliższe dwadzieścia kilka dni będzie bardzo ważne w sportowej karierze, bowiem muszą oni doskonale je przepracować, by wygrać spotkanie z Belgami. W przeciwnym razie jak najbardziej zasłużone komplementy po portugalskiej wiktorii zostaną „rozmienione na drobne”. Poza tym zwycięstwo w Brukseli i „planowe” zdobycie 12 punktów w następnych czterech meczach (po dwa z Azerbejdżanem i Armenią) spowoduje awans w tabeli na miejsce gwarantujące udział w finałach, a wówczas decydujące mecze z Portugalią i Serbią na wyjeździe wywołają ogromne zainteresowanie opinii publicznej, a o to przecież chodzi w tym interesie.

Natomiast niepokój muszą budzić brednie Przestępców Zrzeszonych Przeciw Nam, wypowiadane na „miodowych salonach”, które skierowane są do ludzi rządzących naszym krajem: „wicie, rozumicie, nie wprowadzajcie komisarza, bo chorzowskie zwycięstwo powinno przyćmić wszelkie dotychczasowe nasze przekręty i afery!”. Jestem przekonany, że minister Tomasz Lipiec jeszcze przed 11 listopada zawiesi zarząd PZPN i ustanowi komisarza, wzorując się na włoskich działaniach, gdzie nawet zdobycie tytułu mistrza świata przez reprezentację Italii nie przeszkodziło wprowadzić komisarza do tamtejszej federacji, by raz na zawsze zwycięsko zakończyć walkę z futbolową korupcją.

Mnie osobiście niepokoi decyzja ministra sportu o ponownej wizycie u szefa FIFA, ponieważ obawiam się, że wezwany na „fifowski dywanik” Tomasz Lipiec, podobnie jak po pierwszym dywaniku (na przełomie lutego i marca) zacznie grać na czas z wprowadzeniem niezbędnych reform w polskiej skopanej. Nie rozumiem, dlaczego pan minister nie prowadzi rozmowy z prezydentem UEFA, której to organizacji bezpośrednio podlega PZPN i której specjalna komisja zadecyduje w kwietniu o tym, kto będzie gospodarzem ME 2012. Przecież Tomasz Lipiec powinien orientować się, że szefowie UEFA i FIFA nawzajem się nie cierpią, o czym świadczy fakt, iż Sep Blatter jest wielkim orędownikiem pomysłu, by Szweda Johnsona zastąpił Michel Platini.

Poza tym, z dobrze poinformowanych źródeł dowiedziałem się, że w łepetynkach Listkoludków zrodził się pomysł (a każde dziecko w Polsce wie, że myślenie tym typom sprawia ogromny ból głowy, którą mają tylko po to, by nosić na niej kapelusz), aby zjazd sprawozdawczo-wyborczy przesunąć na kwiecień, a tym samym poczekać na decyzję UEFA w sprawie gospodarza ME 2012 oraz zapewnić sobie parę miesięcy swobody.

Jan Tomaszewski.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (3):

Sortuj komentarze:

Niestety, Panie Janku, Pana niepokoje zmaterializowały się dość szybko - nie będzie zarządu komisarycznego i wszystko zmierza do retuszu tego, co było, jest i będzie nadal ("Listek" dobrze to skalkulował i ugrał).

Komentarz został ukrytyrozwiń

skąd pan Tomaszewski ma wiedzieć, że Smolarek nie zagrałby gdyby zdrowy był Krzynówek! A poza tym stwierdzenie "ze śmiercią w oczach" jest jakieś dziwne! A Golański i Bronowicki już wcześniej udowadniali, że umieją grać i ich postawa nie była niespodzianką ale potwierdzeniem umiejetności!

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dlaczego Lipiec nie mianuje Tomaszewskiego na przedstawiciela ministerstwa na piłkę nożną? Nieprzekupny, logiczny, twardy w negocjacjach z pomyslami. Takich nam brakuje!

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.