
Jej zdjęcia z podróży w głąb Rosji można było oglądać na wystawie w Galerii w Hallu kaliskiego Centrum Kultury i Sztuki. Tomasz Gorzkiewicz był już w najdalszych zakątkach świata, gdzie pracował jako nauczyciel języka angielskiego. Był między innymi w Chinach i Meksyku. Teraz oboje mieli spędzić wakacje w Mongolii.
– Syn zadzwonił około południa, pozdrowił nas i powiedział, że u niego wszystko dobrze. Dodał też, że za tydzień wraca. Byłam tym zaskoczona, bo miał przyjechać dopiero pod koniec wakacji – mówi pani Halina Gorzkiewicz, mama Tomasza (na zdjęciu z mężem). – Nie wspominał nic o żadnej katastrofie. Zaczęło mnie to jednak zastanawiać. Później rozdzwoniły się telefony. Znajomi kazali włączyć telewizor. Dopiero wtedy dowiedziałam się, że doszło do katastrofy lotniczej, a syn leciał tym właśnie samolotem, który się rozbił – dodaje ze łzami w oczach.
– Tomek został podobno wypchnięty przez stewardesę, kiedy zbliżał się do tylnych drzwi – dodaje Zbigniew Gorzkiewicz. – Na razie nic więcej nie wiemy, ale telefon od syna trochę nas uspokoił. Dopóki jednak go nie zobaczymy, to ten niepokój będzie.
Tomasz Gorzkiewicz wyszedł z katastrofy bez szwanku. Jego koleżanka doznała kontuzji nogi, którą ma w gipsie.
– Rozmawiałam z córką i powiedziała, że poza urazem, którego doznała przy wyskakiwaniu z samolotu, nic jej nie jest – wyjaśnia Bogusława Widawska. – Nie mówiła nic o złamaniu.
Kaliszanie mieli ogromne szczęście. W chwili katastrofy znajdowali się w tylnej części samolotu. Jego przód został doszczętnie zmiażdżony i stanął w płomieniach. Kaliszanie są teraz pod opieką polskiego konsulatu w Irkucku. Zrezygnowali z dalszej podróży do Mongolii i niebawem mają wrócić do domu.
W kagtastrofie w irkucku 124 osoby zginęły, a 71 zostało rannych, w tym dwoje kaliszan. Na pokładzie znajdowało się 201 osób.