Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

13130 miejsce

"Cudowny lek" - jak znaleźć lekarstwo na gruźlicę i nie zwariować

Książka Thomasa Goetzego jest opowieścią o medycynie czasów zamierzchłych. Można by nawet rzec, że to książka historyczna. Nie wieje od niej nudą, nie wymaga od nas znajomości biologii, nie jest też sensacyjną pogonią za magicznym remedium.

 / Fot. znak.com.plA wszystko to dzięki ciężkiej (acz przypuszczam przyjemnej) pracy autora. Niech nie zwiodą Was liczne przypisy odnoszące się do dawnych ksiąg. "Cudowny lek" nie jest rozprawą naukową, choć na pierwszy rzut oka tak właśnie wygląda.

Jak od wiejskiego lekarza stać się autorytetem całego świata? Skąd wzięła się przebiegłość Sherlocka Holmesa? Czy Artur Conan Doyle wolał tworzyć literaturę czy uprawiać medycynę? Od kiedy Francja i Niemcy są konkurentami również w dziedzinie farmaceutyków? Na te i wiele innych pytań odpowiada książka T. Goetzego.

Czyta się płynnie i bez znużenia. Kolejne rozdziały wprowadzają nas w magiczny świat sprzed dwóch wieków. Mamy poczucie, że obecnie znajdujemy się w kompletnie "mądrzejszej" epoce. Niewyobrażalne są metody leczenia z lat 18**. Spotkanie z książką prowadzi też do nieuchronnej refleksji: skoro 150 lat temu sprawy obecnie oczywiste (jak choćby istnienie zarazków) były wiekopomnymi odkryciami, co czeka nas za kolejne półtora wieku? Jak wówczas będziemy spoglądać na początek XXI w.? Czy rak i AIDS będą traktowane jak przeziębienie? Kto wie.

Trochę w "Cudownym leku" biografii, trochę biologii i chemii, szczypta historii i odrobina tajemnicy. Ta właśnie mieszanka czyni ją książką wartą przeczytania. Abstrahując bowiem od walorów naukowych jest to wyjątkowo ciekawa opowieść o tym, jak rodzą się legendy.

Żeby ją przeczytać nie musisz być lekarzem ani farmaceutą. Wystarczą dwa jesienne wieczory i wzbogacisz się o wiedzę medyczną istotniejszą od tej z seriali "Chirurdzy" czy innego "Ostrego dyżuru". Warto!

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (7):

Sortuj komentarze:

Poza tym wszystkim jednak, są poszlaki tak zdroworozsądkowe, że naprawdę nie potrzeba badań, żeby pewne rzeczy oszacować.

Weźmy skład ludzkiego mleka, dopieszczonego ewolucyjnie do potrzeb noworodka. Wyjąwszy oligosacharydy, które żywią bakterie jelitowe (z których i tak po fermentacji powstanie 3% energii w postaci krótko- łańcuchowych kwasów tłuszczowych), mamy mieszankę energetyczną:T/W/B - 54/39/7. Mózg noworodka pobiera 74% energii, a dorosłego - 24%. Na chłopski rozum więc rzecz biorąc, korygując mieszankę o zmieniające się potrzeby mózgu - wraz z wiekiem glukozy potrzeba proporcjonalnie mniej i tylko mniej.
Jak więc w ogóle mógł powstać dzisiejszy dogmat..?

Do tego:
- weźmy dowody ewolucyjne,
- porównajmy mieszankę paliwową innych ssaków, w szczególności naczelnych ( nie to co jedzą ( food), a to co wchłaniają z jelit ( nutrients) ) ( zadziwiająca zgodność)
- wreszcie porównajmy układy trawienne człowieka i naczelnych i zadajmy sobie pytanie, co należy zjeść (food), aby po strawieniu wchłonięta mieszanka (nutrients) była zgodna, skorygowana znów o potrzeby mózgu.

I mamy prawdopodobną odpowiedź!
Na chłopski rozum.
No może nie do końca na chłopski ;)

Z kolei żeby oszacować potrzeby "z dołu", rozpatrzmy "kanibalizm" tkanek podczas głodówki.

I już znamy przedział, w którym mamy się poruszać. Reszta to szczegóły, w których jednak diabeł się ukrywa ...

Komentarz został ukrytyrozwiń

/Współczesny dietetyk jest dzisiaj tak ogłupiony przez oficjalną "wiedzę" (łącznie z lekarzami), że w wielu przypadkach stan fizjologiczny dzisiaj uchodzi za patologię, którą należy leczyć./

W najmniejszym stopniu nie zamierzam go usprawiedliwiać. Jeśli nie jest "głodny" wiedzy, tylko zadowala się podaną mu "wiedzą" na tacy - jest winien.


/Np. ketozę najczęściej utożsamia się z... kwasicą ketonową../

A to przecież różnica rzędu wielkości w stężeniu. Jeśli tego nie dostrzega, to o czym mowa..? Powtarza głupoty za innymi, a powinien myśleć. To nie jest nielegalne jeszcze! ;)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Współczesny dietetyk jest dzisiaj tak ogłupiony przez oficjalną "wiedzę" (łącznie z lekarzami), że w wielu przypadkach stan fizjologiczny dzisiaj uchodzi za patologię, którą należy leczyć. Np. ketozę najczęściej utożsamia się z... kwasicą ketonową i w związku z tym... wpycha się ludziom w żywieniu tony węglowodanów, bo to najlepszy współczesny narkotyk. Dopalacze przy nich wysiadają... ponieważ węglowodany są legalne.

Wiedza biochemiczna z okresu studiów medycznych (z II roku) została zastąpiona naukawymi poglądami "obowiązującymi" w systemie ochrony zdrowia.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Popatrz co się dzieje w szkołach.
Ciekawe czy głupota osiągnęła już swój szczyt..? ;)

"- Można u nas zjeść pyszne kanapki na ciemnym pieczywie, z chudziutką szynką i dodatkiem warzyw. Samo zdrowie - zachwala przekąski Anna, sprzedawczyni w liceum na warszawskim Powiślu. No dobrze, ale cóż z tego, że samo zdrowie, skoro nie smakuje uczniom?"

To jest właśnie ta konsekwencja piramidy głupoty.
Ja nie wiem jak w ogóle nasi "spece" z instytutu żywności i żywienia mogą spoglądać w lustro..? Od nich przynajmniej należałoby oczekiwać trzeźwego spojrzenia na świat. Bo nie od lekarzy, czy dietetyków, którzy nigdy w życiu nie zadali sobie pytania: "dlaczego?", "z czego to wynika?"

No i mamy. Naród narkomanów. Na głodzie, który widać jak na dłoni. Z uśmiechniętą Chodakowską i Lewandowską na okładkach. I "Całą Polską, która biega". ;)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Marku, napisałem o konsekwencjach korupcji i kłamstwa, po czym zorientowałem się, że nie napisałem najważniejszego. Chciałem poprawić, ale odpuściłem.

A to jest sedno właśnie. Grzech zaniechania. Dziś tak zwany "naukowiec" "dłubie" na swoim poletku, całkowicie uzależniony od jednostki macierzystej, która uzależniona jest od..., itd. Wyniki, fragmentaryczne, nawet te niesfałszowane ( choćby tylko nieprawidłowym ujęciem statystycznym) idą wszak w "świat", ale kogo to..? Ten świat jest hermetyczny, a "złoży to do kupy" i wyda tak zwane "zalecenia dla populacji" kilku smutnych panów, przy milczeniu większości. A ci co krzyczą, wpisują się w "naturalny" szum...

Jednak zakładam, że konsekwencje będą tak bardzo widoczne, że zmiana musi nastąpić. Może się mylę, ale jednak, póki co, będę się upierać... Jeśli się nic nie zmieni, będzie prawdziwa hekatomba. Z konsekwencjami dla dalszych pokoleń. Dzisiejsze pokolenie już odczuwa skutki błędów rodziców - jak na dłoni.
Trend będzie zależny oczywiście też od liczby tych, którzy krzyczą. A ta liczba rośnie, powoli, ale jednak...

Komentarz został ukrytyrozwiń

Artur, masz całkowitą rację jeśli chodzi o przyczynę.

Natomiast zdecydowanie jesteś w błędzie, co do wizjonerstwa w zakresie poprawy... Runięcie nie nastąpi, ponieważ wszystko wynika - jak to stwierdziłeś - z piramidy głupoty, a ta z kolei zależy od żywienia. Maszyneria ogłupiania jest tak rozkręcona i zakorzeniona w NAUCE (prawie całkowicie zależnej od biznesu), że... nie wiem, co musiałoby się wydarzyć, aby to zjawisko odwrócić. Dzisiaj to pacjent już wymusza na lekarzu, aby go "leczył na cholesterol"... i inne wydumane nieprawidłowości.

Walka z wiatrakami! Szkoda czasu.

Komentarz został ukrytyrozwiń

150 lat temu otyły człowiek był pokazywany w cyrku, takim był ewenementem, a dziś jest codziennością na ulicy.
Jak i codzienne są wszystkie choroby przewlekłe z otyłością związane.

To konsekwencja piramidy głupoty, pardon - żywieniowej. Która na szczęście chwieje się w posadach i jest szansa, że runie w ciągu dekady. Nie jest to kwestia brakujących ogniw, bynajmniej. Dowody cały czas leżą na ulicy. Po prostu konsekwencje kłamstwa i korupcji przekroczą punkt krytyczny, niestety...
.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.