Facebook Google+ Twitter

Cukiereczki i ciasteczka - kontrrewolucja kulturalna w Chinach

Pisanie o narkotykach nie jest niczym nowym. Heroina Christiane F. ("Dzieci z Dworca ZOO") czy amfetamina Silnego z "Wojny Polsko-Ruskiej" stały się masowymi ikonami pisania o narkotykach. Były też wyrazem doświadczenia pewnego przełomu.

Przełomu - kiedy kończył się stary komunistyczny świat (jak w przypadku książki Christiane) lub kształtowała się nowa kapitalistyczna rzeczywistość (Masłowska).

Wydana niedawno książka Chinki Mian Mian „Cukiereczki” opisuje zmiany następujące na przestrzeni lat 80. i 90. w Chinach także w perspektywie narkotycznego doświadczenia. O ile spazmatyczne seks, drugs & rock'n'roll nikogo już dziś nie dziwią i nie szokują, to wartością najciekawszą (i największą) książki nie jest opisywanie degenerującego się młodego życia Chińczyków, ale sam kontekst, w którym to się dzieje. Kontekst bardzo interesujący dla polskiego czytelnika, który Chiny kojarzy tylko z Wielkim Murem i podróbkami na Stadionie Dziesięciolecia.  / Fot. Wydawnictwo WAB - okładka książki

To niezwykłe, że w kraju, w którym za sprzedaż narkotyków dostaje się karę śmierci a donos z oskarżeniem o nosicielstwo wirusa HIV skutkuje aresztowaniem, młodzi ludzie zbudowali sobie przestrzeń wolności. I zrobili to – jak udowadnia Mian Mian – przez narkotyki, swobodny seks i muzykę.

Od 1989 r. w Chinach zaczęły pojawiać się zespoły rockowe. Centrum całego ruchu był Pekin. Muzycy nawiązywali do wcześniejszych trendów na skrzyżowaniu muzyki tradycyjnej i rockowej, nazwanych Północno-Zachodnim Wiatrem (xibeifeng - http://en.wikipedia.org/wiki/Northwest_Wind). Symbolem całego trendu, który miał zapowiadać zmiany w mentalności młodych Chińczyków, był kawałek „I have nothing”, zagrany przez Cui Jiana. Młodzi ludzie chcieli głośno wyrażać swój indywidualizm, odrzucali kolektywną mentalność komunistycznej ojczyzny. Piosenka Jiana stała się symbolem sprzeciwu studentów z placu Tienanmen. Potem muzyka rockowa zaczęła panoszyć się w kolejnych częściach państwa (Breathing, Cobra, Tang Chao, Hei Babo, Plankton).

Mian Mian opisuje rzeczywistość tego przełomu. Punkowe koncerty, sety muzyki elektronicznej w strojonych na zachodnią modłę klubach Pekinu czy Szanghaju, bez problemu dostępne narkotyki czy w końcu wielka, antysystemowa, może banalna w swym buncie, ale niezwykle dynamiczna miłość – to wszystko elementy buntu wobec zastanej sytuacji. Palenie heroiny, w tle cytowanie Ginsberga i słuchanie Doorsów, seks hetero- i homoseksualny, problemy z tożsamością, wieczny brak pieniędzy… Wielobarwny i dynamiczny obraz przełomu lat 80. i 90. w Chińskiej Republice Ludowej to najciekawszy element tej książki. Oto runął wielki mentalny mur oddzielający Państwo Środka od wypływów zachodniej cywilizacji i (pokątnie, co prawda, ale zawsze) młodzi ludzie mogą kupić sobie uszkadzane przez celników płyty CD i kasety z muzyką PJ Harvey albo setami elektroniki prosto z berlińskiej sceny. Takie powolne otwieranie się na globalną masową kulturę wygląda niesamowicie w zderzeniu z tradycyjnymi chińskimi wartościami.

Symboliczne są obrazy narkotykowych eksperymentów w stylizowanych na zachodnie knajpach zestawione z językiem, w którym słowo „dziewica” ma wciąż mocne konotacje, a kobieta mniej lub bardziej wciąż zależna jest od mężczyzny (jeśli nie finansowo, to przynajmniej mentalnie). Związek Hong z Sainingiem – mimo że pozornie partnerski i szalenie równościowy (każdy może każdego zdradzić, nie ma władzy jednego partnera nad drugim), tak naprawdę wciąż krąży wokół silnego przywiązania Hong do mężczyzny. Rozpatrywać to można jako wyraz mocnej miłości, albo – i to chyba byłoby lepsze spojrzenie – jako wyraz wciąż silnego tradycyjnego schematu kobiety poświęcającej się miłości (a nie partnersko w tę miłość zaangażowanej).

Narkotyki są w książce Mian Mian rzeczą nieodzowną, są integralną częścią buntu. Na początku jest to bunt przeciwko rzeczywistości, władzy, całemu stylowi życia wypracowanemu w ciągu dziesięcioleci komunistycznej dyktatury. Potem, bo taka jest przecież natura narkotyków, bunt przeciw państwu zamienia się w bunt przeciwko sobie. Mian dowodzi, że po zniszczeniu starego świata z jego schematycznym i autorytatywnym charakterem nie powstaje żadna nowa alternatywa. Wszystko, co pojawia się w Chinach jako nowość, nie jest w stanie stworzyć silnej i realnej alternatywy. Zachodnia kultura masowa okazuje się być tak samo bezduszna i egoistyczna jak komunistyczny dryl. Chociaż – czym wyraźnie się odróżnia od swojej poprzedniczki - sprzeciw leży w jej naturze. Bohaterowie młodych Chin gubią się w nim, ale po raz pierwszy chyba mają prawo to robić.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (2):

Sortuj komentarze:

Ksiazka jest interesujaca z tego co slyszalem. Dobrze, ze dociera do nas proza z nieco egzotycznego kraju jakim sa Chiny. Jak tylko bedzie okazja zabieram sie do czytania.

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 19.07.2007 12:28

muszę koniecznie to przeczytać;)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.