Szlakiem 3 naddunajskich stolic…Przygotowania do wyprawy rozpoczęliśmy dość późno, bo zasadniczo tydzień przed wyjazdem. Złożyło się na to parę okoliczności. Z Marcinem wcześniej nie znaliśmy się. Skumaliśmy się dzięki portalowi internetowemu , poświęconemu właśnie wyprawom rowerowym. Pierwotnie planowałem podróż do Chorwacji. Kiedy wszystko było ustalone kompan, z którym miałem wyruszać, zostawił mnie na lodzie. Nie chcąc rezygnować ze swoich zamierzeń postanowiłem szukać innego współtowarzysza. Byłem już całkowicie zrezygnowany, kiedy odezwał się właśnie ktoś z Jaworzna, chcący wybrać się nad Balaton. Patrząc na mapę, stwierdziłem - czemu nie -. Wspólnie z Marcinem ustaliśmy trasę, w której oprócz największego jeziora w Europie Środkowej, punktami, które chcieliśmy zwiedził, miały być kolejno: Wiedeń, Bratysława i Budapeszt. Szybkie załatwienie formalności, kupno biletów powrotnych i ubezpieczenia, bo tydzień to w końcu niedużo czasu.
NoclegiJak przystało na studentów, zadbaliśmy o to, aby wyprawa nie była zbyt droga. Oczywiście nie żałowaliśmy sobie pieniędzy na jedzenie czy zwiedzanie. Jeśli chodzi o nocleg to opcji jest kilka: pola namiotowe, hotele, czy tez spanie "na dziko". Należy jednak pamiętać, że ostatni sposób nie jest tolerowany przez prawo w każdym kraju. Ja, jako że aktywnie uczestniczę w życiu swojej parafii, dostałem od ks. proboszcza Edwarda Bogaczewicza zaświadczenie w trzech językach, umożliwiające nocleg przy katolickich parafiach. Dokument okazała się dość przydatny i w zasadzie korzystaliśmy z niego wszędzie, oprócz Balatonu, gdzie zdecydowaliśmy się na campingi. Co ciekawe, w prawie każdej parafii, w której nocowaliśmy, byli polscy księża. Najbardziej ten fakt ucieszył nas w Wiedniu, Bratysławie i Budapeszcie, gdzie o nocleg, wbrew pozorom, nie jest łatwo.