Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

23034 miejsce

Czarna lista stron internetowych. Co sądzicie o tym pomyśle?

Projekt utworzenia czarnej listy stron internetowych nie jest nowy - rząd polski zajmował się nim już na początku roku, ale nie został wtedy poparty przez internautów. Teraz pomysłem zajmie się Rada Unii Europejskiej.

 / Fot. http://www.everystockphoto.com/photo.php?imageId=238268W lutym tego roku, podczas debaty premiera z internautami, rząd proponował utworzenie Rejestru Stron i Usług Niedozwolonych, gdzie miałyby się znaleźć strony hazardowe, pedofilskie oraz witryny ułatwiające oszustwa finansowe. Pomysł upadł, gdyż nie spodobał się internautom oraz organizacjom pozarządowym. Problem powrócił teraz na gruncie unijnym i już w piątek odbędzie się posiedzenie Rady UE, w którym wezmą udział ministrowie sprawiedliwości państw członkowskich. Przedyskutowany będzie m.in. projekt komisarz Cecilii Malmström, mówiący o zwalczaniu pedofilii i dziecięcej pornografii w sieci.

Szefowa fundacji Panoptykon, zajmującej się walką z inwigilacją obywateli w sieci, Katarzyna
Szymielewicz, uważa, że nie powinno się blokować niebezpiecznych portali, ale od razu je usuwać. Według niej, każdy, kto zechce znaleźć niedozwolone treści i tak je znajdzie, a pozwolenie na blokadę może prowadzić do nadużyć. Namawia ona więc do głosowania przeciw temu pomysłowi.

Przeciw projektowi opowiada się również niemiecka minister sprawiedliwości Sabine Leutheusser-Schnarrenberger, uważa ona bowiem, że wzbudzi to tylko brak zaufania internautów, a nie przyniesie żadnych wymiernych korzyści.

Premier Donald Tusk uważa, że na przestępstwa w internecie nie można przyzwalać bardziej niż na te w realnym świecie, jednak stanowisko polskiego rządu nie jest jeszcze w pełni ustalone.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (10):

Sortuj komentarze:

Szanowny Panie Prezydencie!

Piszemy do Pana w sprawie bardzo istotnej dla każdego Polaka
korzystającego z Internetu. Rząd Donalda Tuska, forsując
tzw. "ustawę hazardową", proponuje w imię walki z hazardem nadać
sobie prawo do filtrowania wszystkich treści znajdujących się w
sieci. Ma za to odpowiadać art 179a w Prawie telekomunikacyjnym,
wprowadzający "Rejestr Stron i Usług Niedozwolonych".

To pomysł bardzo niebezpieczny i sprzeczny z interesem obywateli. O
ile słusznym jest założenie, że w Internecie powinno obowiązywać
takie samo prawo jak w innych rejonach przestrzeni publicznej, to
realizacja tego postulatu przez rząd nijak ma się do zasad takich
jak gwarantowana konstytucyjnie wolność wypowiedzi. To, co planuje
się wprowadzić jest po prostu nową formą cenzury, znanej Panu dobrze
z poprzedniego ustroju. Podobne przepisy, umożliwiające rządom
nieskrępowane filtrowanie treści, z jakich mogą korzystać obywatele
działają obecnie tylko w kilku krajach świata. Zaliczają się do nich
m.in. Iran i Chiny. Czy na pewno chcemy, żeby Polska dołączyła do
tego grona?

Internet to przestrzeń publiczna, miejsce umożliwiające głoszenie i
wymianę poglądów. Odgórne filtrowanie sieci porównać można więc do
zamykania ust obywatelom jeszcze przed rozpoczęciem wypowiedzi. To
coś, czego nie wyobrażał sobie nawet George Orwell w swojej sławnej
powieści "1984" o wizji państwa totalitarnego.

Co zatem należy zrobić, żeby prawo w Internecie było przestrzegane?
Dokładnie to samo co w przypadku naruszenia prawa na inne sposoby!
Po prostu należy ścigać osoby łamiące prawo. Jeśli na stronie
internetowej znajdują się materiały przez prawo zakazane (w tym tak
perfidne jak dziecięca pornografia, czy treści propagujące nazizm
lub wzywające do nienawiści), mamy odpowiednie mechanizmy aby
pociągnąć autorów do odpowiedzialności karnej. To trudniejsze niż
odgórne filtrowanie, bo wymaga analizowania każdego przypadku z
osobna. Ale czy to oznacza, że powinniśmy poświęcić z tego powodu
wolność wypowiedzi?

W maju na stronie stopcenzurze.wikidot.com zebraliśmy ponad
75 tysięcy potwierdzonych podpisów przeciw możliwości cenzurowaniu
Internetu w Unii Europejskiej. Nikt nie spodziewał się wtedy, że już
niedługo podobny problem może dotknąć nas w rodzimym kraju.

Liczymy, że mając na uwadze wolność jako podstawową wartość w
demokratycznym państwie prawa, zdecyduje się Pan na zawetowanie tej
niekorzystnej dla obywateli ustawy.

Z poważaniem,

Borys Musielak, twórca Grupy Jakilinux, autor listu

Sygnatariusze listu:

Działacze NGO: Jarosław Lipszyc (prezes Fundacji Nowoczesna Polska),
Katarzyna Szymielewicz (Fundacja Panoptykon), Andrzej Tadeusz
Kijowski (twórca Festiwalu Artystycznego "Ogrody Frascati", pisze o
teatrze na kijowski.salon24.pl), Rafał Brzychcy (przedsiębiorca,
prezes Fundacji Wolnego i Otwartego Oprogramowania), Leszek Onak
(prezes Fundacji Liternet), Łukasz Jachowicz (popularyzator
otwartych standardów w sieci, twórca portalu 7thGuard.net), Elżbieta
Szmidt (Prezes Zarządu, Stowarzyszenia Blogmedia24.pl), Jarosław
Staniek (ekspert FWIOO, stowarzyszenie KDE), Michał Woźniak
(współpracownik FWiOO, informatyk, pracownik Laboratorium BRAMA,
PW), Krzysztof Piszczek (członek Stowarzyszenia Polski Projekt BOINC
i administrator strony tego stowarzyszenia), Grzegorz Kozłowski
(wolontariusz Warszawskiej Masy Krytycznej), Kacper Pluta
(wiceprezes Stowarzyszenia Pleszew XXI i bloger na
copyme.jogger.pl), Paweł Kazimierowicz (założyciel grupy PSUJA.org),
Dominik Łabudziński (Blackout Europe Polska), Grzegorz Spichał
(Młodzieżowy Ośrodek Socjoterapii "KĄT"), Michał Czajkowski (radny
Młodzieżowej Rady Miasta Włocławek), Elżbieta Jagiełło (prezeska
Koalicji Kobiet Europejskich w Radomiu), Wojciech Pytel
(Wiceprzewodniczący Związku Młodzieży Demokratycznej w Małopolsce),
Marek Krzemiński (Fundacja "Orientacja"), Michał Tyrpa (Prezes
Zarządu Fundacji Paradis Judaeorum, inicjatywa "Przypomnijmy o
Rot

Komentarz został ukrytyrozwiń

Mam nadzieję, że pomysł upadnie... :-( Idee może i ładne, ale otwiera to drogę do masy nadużyć.
Można przez przypadek na liście umieścić stronę konkurenccji / przeciwnika politycznego / etc.
(Niemożliwe? Proponuję poczytać o cenzurze w Australii na przykład.)

Rozumiem, Chińczycy pokazali że się da, ale to nie znaczy że powinniśmy ślepo podążać ich śladem.
Ech... :-( Następnym krokiem będzie wprowadzenie pojęcia myślozbrodni.

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 04.12.2010 01:17

Obiema rękami za to.Ale,uważam,że trzeba zrobić taką listę,raczej strefę,czarną strefę,gdzie niech spotkają się "ciemne siły",aby nie przeszkadzać innym.Ale po rejestracji,jak jedni,tak i drudzy.I niech tam "żyją".Zrobić dla nich domeną,na przykład:%¤".pd

Komentarz został ukrytyrozwiń

Obawiam się większej szkody niż pożytku.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Niech najpierw opracują np. system oznaczeń wiekowych analogicznie jak np. jest to stosowane przy programach TV.

Komentarz został ukrytyrozwiń
Ewa
  • Ewa
  • 02.12.2010 22:39

cenzura nie usunie np. wszystkich zdjęć pedofilskich z internetu, bo to jest niemożliwe.
to walka z wiatrakami, a szkoda.
moim zdaniem powinno coś takiego istnieć o ile było by skuteczne, a skoro z góry wiadomo, że nie będzie to czy jest sens to robić?
wątpię.

dobry artykuł.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Byłem uczestnikiem spotkania z premierem w tej sprawie. Przypominam, że pomysł blokady narodził się w związku z rządową krucjatą przeciwko firmom hazardowym, tuż po po słynnej aferze. Mam wrażenie, że pomysły blokowania innego typu stron, z treściami budzącymi obawy różnego typu, były jedynie "efektem ubocznym" ówczesnych rozważań. Nie widziałem spójnej koncepcji rozwiązania wątpliwości wobec przemocy, pedofilii, seksu czy podobnych tematów, chociaż wśród zaproszonych "internautów" nie brak było specjalistów w tych kwestiach.

Komentarz został ukrytyrozwiń
Ryszard
  • Ryszard
  • 02.12.2010 09:30

Obawiam się, że tworzenie "czarnej listy" stron jest nieskuteczne z kilku powodów.

1. Blokada "złej" strony oznacza dla jej właściciela konieczność przeniesienia się na inny serwer i pod inną nazwą. Kłopot żaden, a czas przeniesienia liczony w godzinach. Uniemożliwienie rejestracji nowej strony oznacza wymuszenie na wszystkich usługodawcach hostingowych (wszystkich! na całym świecie!) konieczności kontroli użytkowników. Jest to technicznie i prawnie niemożliwe.

2. Strony WWW nie są głównym kanałem bezpośredniej komunikacji. Tymi kanałami są komunikatory, listy dyskusyjne, e-mail. Kontrola ruchu prywatnej korespondencji oznacza oprogramowanie systemu reagującego na słowa kluczowe, śledzącego każdy przepływający przez serwery tekst. To technicznie możliwe (stosowane jest obecnie w USA), ale od strony użytkowników łatwe do obejścia poprzez szyfrowanie korespondencji lub stosowanie tzw. trasowania cebulowego. Wówczas kolejnym krokiem może być zakaz korzystania z oprogramowania szyfrującego, ale to już absurd.

3. Strony WWW nie są głównym źródłem pobierania nielegalnych treści. Tymi źródłami są e-mail, prywatne serwery i rozproszone protokoły wymiany plików. To znów oznacza konieczność śledzenia całej korespondencji, ale nie ma możliwości automatycznego rozpoznawania, czy np. dane zdjęcie podpada pod pedofilię. Technicznie niemożliwe.

Kolejna sprawa. Jakakolwiek metoda śledzenia działań użytkowników oznacza gromadzenie ogromnej ilości danych dotyczących prywatnej sfery życia każdej osoby. Ponieważ żaden system informatyczny nie jest w 100% bezpieczny, dane mogą w różny sposób "wyciekać" (vide WikiLeaks, wycieki całych list numerów kart kredytowych, wpadki serwisów społecznościowych).

Wniosek, jaki mi się nasuwa - Unia prosi użytkowników o dobrowolne zrzeczenie się anonimowości i prywatności, w zamian proponując iluzję bezpieczeństwa. Przekładając to na świat "analogowy": czy ktokolwiek o zdrowych zmysłach zgodziłby się, żeby na każdym rogu ulicy stał urzędnik unijny i przeszukiwał losowo wybrane osoby?

Komentarz został ukrytyrozwiń

To kolejny raz, kiedy pod pretekstem ochrony dzieci i walki z pedofilią próbuje się wprowadzić początek cenzury internetu. Mam nadzieję że spotka się to ze stanowczą reakcją ze strony internautów.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Błąd w tytule.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.