Facebook Google+ Twitter

Czarne chmury wokół katastrofy smoleńskiej - nowa odsłona

Czy stajemy w obliczu nowej odsłony nieustannie podsycanego konfliktu? Wszystko wskazuje, że tak. Doniesienia rożnych mediów na temat katastrofy w Smoleńsku pokazują, że komuś mocno na tym zależy.

Sonda

Czy uważasz, że w Polsce próbuje się skłócić opinie publiczną?

Stanisław Zagrodzki (P), kuzyn Ewy Bąkowskiej, która zginęła w katastrofie oraz przewodniczący zespołu parlamentarnego ds. zbadania przyczyn katastrofy smoleńskiej, poseł Antoni Macierewicz (L tyłem) podczas konferencji prasowej. / Fot. PAP/Jacek TurczykKilka dni temu wewnętrzna komisja złożona z członków zarządu spółki posiadającej większość udziałów w gazecie Rzeczpospolita, orzekła, że zbada okoliczności publikacji artykułu red. Cezarego Gmyza - "Trotyl we wraku Tupolewa". Na stronie gazety poinformowano, że w razie doszukania się uchybień w pracy dziennikarzy nad artykułem, będą oni musieli ponieść wysoko idące konsekwencje. Publikacja tekstu o śladach materiałów wybuchowych miała miejsce we wtorek 30.10 br. i wpisała się w cały szereg burzliwych i niepokojących informacji jakie miały miejsce w ostatnich tygodniach w naszym kraju na temat katastrofy smoleńskiej.

Z samej publikacji wynika, że śledczy znaleźli we wraku ślady trotylu i nitrogliceryny. Jakie są dowody na prawdziwość takiego znaleziska - dokładnie nie stwierdzono. Pojawiło się natomiast bardzo wiele hipotez wyjaśniających pochodzenie takich śladów. Sam autor, Cezary Gmyz, odrzuca krytykę i stwierdza, że tekst jest udokumentowany.

W tekście red. Gmyza można znaleźć informację, że prokuratorzy oraz eksperci z Centralnego Laboratorium Kryminalistycznego i CBŚ stwierdzili ślady mat. wybuchowych na 30 fotelach wraku. Po rzekomym znalezieniu śladów eksperci mieli otrzymać od MON-u zakaz informowania swoich przełożonych o wynikach (tak wynika z doniesień dziennikarzy RMF FM) - mający wątpliwości eksperci nie chcieli podpisać ostatecznej opinii o przyczynach zgonu bez dokładnego zbadania Tupolewa.

Dystansując się od rewelacji jakie podaje RMF, można opisać drogę takiej informacji następująco - wiodła ona od ekspertów do prokuratora generalnego A. Seremeta i naczelnego prokuratora wojskowego płk. Jerzego Artymiaka. Następnie A. Seremet miał osobiście przekazać informacje na temat doniesień ekspertów do premiera Donalda Tuska, który to miał polecić przeprowadzenie konfrontacji doniesień gazety ze stanem faktycznym sprawy i przedstawienie tego na konferencji prasowej podczas której jak wiadomo Prokuratura Wojskowa zaprzeczyła doniesieniom Rp.

Zwrócono jednak uwagę na fakt, iż na elementach wraku samolotu mogą znajdować się inne środki wysokoenergetyczne lub substancje, na które reagowały czujniki. Podkreślono także kwestię użycia spektrometrów, urządzeń badających ruchliwość jonów pod kątem ewentualnych środków wybuchowych. Jak zaznaczyli moi rozmówcy znający sprawę badania śladów - są to urządzenia niedokładne i mogą być używane jedynie we wstępnej analizie na miejscu zdarzenia. Absolutnie nie można na podstawie tylko i wyłącznie wyników tych urządzeń stwierdzić jakie środki mogłyby być używane - do tego potrzebna jest analiza laboratoryjna.

Jak twierdzili niektórzy przywoływani przez różne media specjaliści, ślady tych materiałów mogły być pozostałościami po wojnie lub działaniach pozorujących pole walki (ćwiczenia bojowe - podczas pozorowania walki mogły być używane różnego rodzaju środki wysokoenergetyczne, jednak użycie nitrogliceryny lub trotylu jest mało prawdopodobne z uwagi na prymitywność tych ładunków). Smoleńsk zaś był w czasie II wojny światowej lotniskiem wojskowym więc obecność materiałów wybuchowych jest tutaj jak najbardziej prawdopodobna). Pomysł, że przyczyną katastrofy mogły być wybuchy trotylu lub nitrogliceryny wydaje się rzeczą absurdalną. Są to bardzo prymitywne ładunki wyjątkowo proste do wykrycia a ich wybuch byłby zbyt specyficzny by można było go ukrywać.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (3):

Sortuj komentarze:

Marek Chorążewicz Dzisiaj 10:53
Trzeci art autora w tym samym duchu i takim samym przesłaniem. Jak mawiał imć Zagłoba "...Sklepu z rozumem nie założysz, bo go na sprzedanie nie posiadasz." Ot i czysta prawda.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Mój kierunek analizy aferyb trotylowej jest podobny; ale ja to wiążę z łupkami i gazpromem. Zobaczcie mój felieton na moim blogu w newsweeku:
http://blogi.newsweek.pl/Tekst/polityka-polska/652521,lupki-smolensk-budowlanka-i-dymisja-tuska-na-tle-afery-trotylowej.html
Czyżby PiS godził się – w interesie Putina i Gazpromu – na zablokowanie projektu rozwoju przemysłu gazowego w Polsce za cenę wykolejenia Rządu Tuska i uzyskania władzy realizującej interesy Kościoła Katolickiego w Polsce, na którego czele stoi de facto Rydzyk? Polskie służby kontrwywiadowcze powinny się przyjrzeć dokładniej powiązaniom PiS-u z rosyjskimi politykami. „Osoby polityczne”, które popełniły samobójstwo w ostatnich czasach, były powiązane z PiS-em. Lepper był członkiem gabinetu Jarosława Kaczyńskiego. Petelicki z kolei był wytrawnym agentem służb wywiadowczych w PRL; promowanym zarówno przez Macierewicza jak i Cimoszewicza. Muś zaś był tym świadkiem, którego zeznania w śledztwie smoleńskim, podtrzymywały hipotezę zamachu. Jaka jest w tym wszystkim rola Jarosława Kaczyńskiego?

http://blogi.newsweek.pl/Tekst/polityka-polska/652756,afera-seremetowa-i-trotylowa.html
Prokurator Seremet do dnia dzisiejszego milczy. Tym samym prowokuje kolejny skandal polityczny. To milczenie świadczy wybitnie o jego nieodpowiedzialności, tym bardziej, że to jego wypowiedzi – w trakcie rozmowy z Jarosławem Kaczyńskim oraz redaktorem Rzeczpospolitej - stanowiły bezpośrednią przyczynę kolejnych wypadków kulminujących aferą trotylową. Niektórzy publicyści zaś otwarcie mówią o próbie zamachu stanu. Czy prokurator generalny Andrzej Seremet brał udział w domniemanym zamachu stanu?

Komentarz został ukrytyrozwiń

Ten artykuł wpisuje się w ciąg tekstów "spekulacyjnych", na podstawie których tysiące ludzi wyciąga pochopne wnioski, z naczelnym opozycjonistą wobec rządu Tuska włącznie. Dlaczego tak sądzę?
Ponieważ jego gwałtowna reakcja legitymizuje te "wybuchowe" rewelacje.

Po drugie, żaden poważny ekspert zajmujący się katastrofami lotniczymi nie podpisałby się pod wnioskiem końcowym: stwierdzono wstępnie ślady materiałów wysokoenergetycznych w szczątkach wraku, więc musiał być wybuch, a zatem był zamach. Zastosowane tutaj rozumowanie jest iście w takim stylu: był ubrany na czarno, miał czarny kapelusz, więc musiał to być kominiarz.

Następna sprawa. Precyzja powinna być zachowana w przekazywaniu danych zawsze, ale w tak ważnych sprawach wydaje mi się, że dodatkowo powinniśmy zachowywać ostrożność w ich przekazywaniu oraz ferowaniu swoich osądów. A w tym tekście czytam Gmyz i Gmys. Czy to ta sama osoba? Nie wiadomo. Za jakiś czas, w sprostowaniach okaże się, że to tylko podobieństwo nazwisk. Ale wnioski w wielu umysłach zostały wygenerowane... TW, a więc niewiarygodny, itd, itp.

Im więcej będzie takich przekłamań, pomyłek, nieścisłości, tym bardziej będzie to wszystko przypominało zabawę w głuchy telefon, gdzie na wejściu było zupełnie inne słowo czy zdanie niż na końcu w grupie osób przekazujących sobie z ust do ust ową informację, gdzie potem była ogólna wesołość z przeinaczeń. Tylko, że tutaj nie jest nikomu do śmiechu...

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.