Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

1897 miejsce

Czarnobyl - 22 lata po katastrofie

Po katastrofie reaktora numer 4 zaczęło krążyć wiele opowieści na temat promieniowania oraz jego skutków. Ile jest w tym prawdy? Czy promieniowanie nadal jest niebezpieczne? Jeśli tak to dlaczego turystyka w Czarnobylu kwitnie?

Reaktor Numer 4 Elektrowni Jądrowej w Czarnobylu. / Fot. Wojciech Grzesiak

Historia


Dnia 26 kwietnia 1986 doszło do popełnienia przez człowieka jednego z największych, najbardziej kosztownych i opłakanych w skutkach błędów w historii ludzkości. Wszystko zaczęło się dzień wcześniej. Zespół pracowników elektrowni szykował się do przeprowadzenia niebezpiecznego testu, który miał pokazać czy i jak długo reaktor numer 4 elektrowni atomowej w Czarnobylu jest w stanie pracować bez zasilania. Eksperyment rozpoczął się w nocy z 25 na 26 kwietnia około godziny pierwszej, a o godzinie 1:23 nastąpił pierwszy wybuch. Spowodował go gwałtowny wzrost mocy i temperatury po wsunięciu z powrotem prętów kontrolnych, gdy obsługa zorientowała się, że doświadczenie nie przebiega po ich myśli. Tak można pokrótce opisać to, co sprawiło, że 50 tysięcy mieszkańców okolicznego miasta Pripyat (zbudowanego z myślą o pracownikach elektrowni) oraz mieszkańcy okolicznych wiosek, zostało ewakuowanych. Obecnie elektrownia i okoliczne tereny znajdują się w zamkniętej strefie o promieniu 30 kilometrów.

22 lata po katastrofie


W tle lufa pojazdu opancerzonego, jednego z wielu pozostawionych po akcji usuwania skutków awarii. / Fot. Wojciech GrzesiakPromieniowanie w większej części strefy jest na tyle niskie, że można tam bezpiecznie przebywać bez narażenia zdrowia czy życia. Oczywiście należy zachować pewne środki ostrożności - na przykład powinno się unikać chodzenia po podłożu innym niż beton, a przed wypiciem jakiegokolwiek napoju opłukać usta.

W strefie pracuje ok. 4 tysiące osób. Są to głównie pracownicy elektrowni oraz żołnierze i milicjanci pilnujący bezpieczeństwa na terenie strefy. Wszyscy są ulokowani w miasteczku Sławutycz, wybudowanym w latach 1986 - 1988, z myślą o osobach wysiedlonych z Pripyat oraz o pracownikach elektrowni. Ekipy przebywające w strefie zmieniają się co kilka miesięcy ze względów bezpieczeństwa. Ze Sławutycza do Czarnobyla można dojechać specjalną linią kolejową wybudowaną na potrzeby elektrowni.

W strefie znajduje się także Oko Moskwy. Jest to jeden z czterech poradzieckich radarów, które zostały postawione przez ZSRR w czasach zimnej wojny. Miały być elementami swojego rodzaju tarczy antyrakietowej. Obecnie nie można go oglądać z bliska, gdyż teren wokół radaru został zabezpieczony przez wojsko. Oficjalnie mówi się, że ze względów bezpieczeństwa gdyż stara i zaniedbana instalacja może się zawalić. Nieoficjalnie mówi się, że planowane jest ponowne uruchomienie radaru, ale jest to traktowane bardziej jako miejska legenda niż fakt.

Wyjazd


Wycieczka została zorganizowana przez studentów Politechniki Warszawskiej przy współpracy z Polskim Towarzystwem Nukleonicznym. W wyprawie wzięli udział również pracownicy Instytutu Problemów Jądrowych w Świerku, którzy swoim doświadczeniem oraz wiedzą sprawili, że wyjazd był pełen niezwykle zajmujących informacji. W strefie przebywaliśmy dwa dni. Pierwszego dnia oglądaliśmy elektrownię oraz miasteczko Czarnobyl, a drugiego eksplorowaliśmy miasto Pripyat.

Dzień 1


Pociąg pracowniczy kursujący ze Sławutycza do Czarnobyla. / Fot. Wojciech GrzesiakW nocy, po długiej podróży z Warszawy, nareszcie dotarliśmy do miasta Sławutycz, położonego w odległości ponad stu kilometrów od Kijowa. Zakwaterowano nas w mieszkaniach pracowniczych, gdyż dyrekcja miejscowego hotelu, w którym mieliśmy mieszkać na dwa dni przed wyjazdem podniosła cenę noclegu z 17 do 27 dolarów, za noc od osoby. Na szczęście organizatorom oraz firmie ukraińskiej obsługującej wyprawę udało się ulokować nas w kilku mieszkaniach w miejscowych blokach.

Rano o godzinie 9.40 po śniadaniu w restauracji Stary Talin czekaliśmy całą grupą na dworcu kolejowym na przyjazd pociągu pracowniczego, który miał nas zawieźć do Czarnobyla. Po około pół godzinie wjeżdżaliśmy już na stację przy elektrowni. Żeby dostać się do środka należy przejść przez punkt kontrolny, przy którym czuwa dwóch żołnierzy sprawdzających przepustki. W przypadku wycieczek otrzymują oni listę z danymi uczestników oraz numerami paszportów i każdy po kolei jest wyczytywany. Przy wejściu należy okazać paszport oraz pokazać zawartość torby. Nie wolno wnosić broni, narkotyków lub alkoholu. W przypadku naszej grupy wszystko było w porządku. Przeszliśmy więc do autobusu i udaliśmy się na taras widokowy nieopodal sarkofagu reaktora numer 4.

W miejscu w którym byliśmy dawka promieniowania była bezpieczna. Świadczył o tym fakt, że liczniki Geigera zachowywały się spokojnie, a ludzie tam przebywający chodzili bez ubrań ochronnych. Jednak im bliżej sarkofagu, tym pracownicy muszą zachowywać większe środki ostrożności. W środku specjalnego budynku postawionego z myślą o wycieczkach, czekała na nas anglojęzyczna przewodniczka, która dokładnie objaśniła nam, co stało się feralnej nocy i pokazała to na makiecie będącej wierną kopią reaktora po wybuchu. Po wykładzie była krótka chwila na zrobienie zdjęć sarkofagu, pod czujnym okiem pracowników centrum, którzy pilnowali by zdjęcia nie zawierały widoku zabezpieczeń bramy wjazdowej na drogę prowadzącą pod reaktor. Ktoś by pomyślał, że jest to ukraiński wymysł, ale w rzeczywistości jest to zakaz wprowadzony we wszystkich elektrowniach jądrowych na świecie i ma zapobiegać atakom terrorystycznym.

Z punktu widokowego wyruszyliśmy do miasteczka Czarnobyl. Tutaj spotkało mnie pierwsze zaskoczenie. Już na rogatkach dało się zauważyć jeżdżące pojazdy, ze sporą, jak na opuszczoną strefę, intensywnością. Natomiast na głównej ulicy pracowały ekipy drogowe łatające dziury przed przyjazdem ważnych osobistości na obchody rocznicy katastrofy w Czarnobylu. Przy rzeczonej ulicy znajduje się chyba jedyny w strefie pomnik Włodzimierza Ilicza Lenina, który dumnie spogląda z góry na wszystkich przechodzących obok niego. Czas tutaj jakby się zatrzymał. Mijamy opuszczone budynki użyteczności publicznej i domy jednorodzinne, w których nikt już nie zamieszka. Dojeżdżamy na okoliczną przystań, gdzie można zobaczyć wraki statków pozostawionych w strefie ze względu na zbyt wysoki poziom napromieniowania. Widok jest oszałamiający. Kilkaset ton rdzy unoszących się na wodzie, które już nigdy nie wyruszą w rejs po rzece Prypeć.

Po drodze zatrzymaliśmy się przy dwóch pomnikach. Pierwszy z nich jest poświęcony strażakom biorącym udział w akcji ratunkowej. Drugi został postawiony ku pamięci załogi śmigłowca, który rozbił się podczas budowy sarkofagu, po tym jak zahaczył śmigłem o linę dźwigu.

Po wizycie w Czarnobylu udajemy się na obiad do stołówki pracowniczej i wracamy na teren elektrowni, by zdążyć na pociąg. Zanim jednak wejdziemy na peron każdy przechodzi przez specjalne bramki sprawdzające poziom otrzymanej dawki promieniowania. Kwadrans później jechaliśmy już pociągiem do Sławutycza, gdzie udaliśmy sie na prezentację w International Chornobyl Center. ICC jest organizacją zajmującą się problematyką składowania odpadów radioaktywnych i zabezpieczania środowiska naturalnego przed skutkami katastrof podobnych do tej w Czarnobylu. Po spotkaniu przyszedł czas na zasłużony odpoczynek.

Dzień 2


Znak obwieszczający, że właśnie znajdujemy sie w Pripyat. / Fot. Wojciech GrzesiakDzień, na który wszyscy czekali. Siedem godzin eksplorowania opuszczonego miasta Pripyat, które niegdyś zamieszkiwało 50 tys. osób. Zostało ono zbudowane w 1970 r. Po materiałach archiwalnych pokazujących życie miasteczka można pomyśleć, że miało to być idealne miasto socjalistyczne. Nie było tam cerkwi, ani kościoła. Próżno także szukać cmentarza, który został sprytnie ukryty. Wszystko po to, by mieszkańcy mogli żyć w atmosferze harmonii, spokoju, przyjaźni, równości i beztroski.

Przy głównym placu znajduje się dom kultury Akademik, w którym znajdziemy m.in. ogromną salę kinową i mnóstwo książek. Może to wskazywać na fakt, że mieściła się tu także czytelnia lub biblioteka. Całość robi oszałamiające wrażenie.

Patrząc od frontu, na zachód od Akademika znajduje się wesołe miasteczko. Jest w nim diabelski młyn, karuzela oraz elektryczne samochodziki. Podobno samochodziki nadal mają w sobie wysoką dawkę promieniowania. Tuż za wesołym miasteczkiem jest miejscowy stadion, a raczej to, co z niego pozostało, czyli trybuna, z której można dostać się do szatni dla zawodników i wyjść na ulicę, która biegnie za stadionem.

W pobliżu stadionu znajduje się opuszczone przedszkole, do którego można dostać się przez okno na parterze lub drabinkę prowadzącą na pierwsze piętro. W środku natrafiamy na porozrzucane zabawki, dziecięce buciki, podręczniki, poprzestawiane meble, a także kilka kasków budowlanych oraz zachowany w idealnym stanie, pokryty kurzem portret Włodzimierza Lenina. W całej Prypeci jest kilka przedszkoli.

Widok na miasto. / Fot. Wojciech GrzesiakKolejnym miejscem wartym odwiedzenia jest 16-piętrowy budynek, z którego jest doskonały widok na całe miasteczko. Można z niego zrobić doskonałą panoramę, jak również skonfrontować informacje z mapy ze stanem faktycznym i zaplanować dalsze zwiedzanie. Po drodze na dach warto zajrzeć do opustoszałych mieszkań. Można w nich znaleźć wiele przedmiotów codziennego użytku: książki, meble, sprzęt AGD. Na jednym z pięter na środku klatki schodowej stoi zniszczone pianino.

W Pripyat jest też komisariat milicji, w środku którego nadal leżą kartoteki i teczki z aktami spraw. W okolicy komisariatu jest również opuszczony sklep sportowy oraz miejska pływalnia, z salą gimnastyczną. Na pływalni powinno się zachować szczególną ostrożność, gdyż drewniana podłoga na sali gimnastycznej na pierwszym piętrze ma tendencję do "pływania" i praktycznie w każdej chwili może dojść do tragedii. Salą gimnastyczną przechodzi się na basen ze skocznią i ogromnym zegarem-stoperem. Ciekawym miejscem jest również miejscowy szpital. W jego pomieszczeniach straszy pozostawiony sprzęt medyczny. W szafkach można się natknąć na nienaruszone opakowania z lekami.

Do niedawna jedną z "atrakcji" był także dźwig pozostawiony przy jednym z niedokończonych bloków, ale - niestety - zawalił sie ze starości. Część ramienia utknęła na dachu, a budka stoi przewrócona na placu przed blokiem.

Po siedmiu godzinach eksploracji (z przerwą na obiad rzecz jasna) wracamy do elektrowni i pociągiem udajemy się z powrotem do Sławutycza.

Cisza i spokój


To, co uderza chyba każdego w Pripyat to niesamowita cisza. Inna niż wszystkie. Wchodząc do budynków słychać jedynie hulający wiatr i, od czasu do czasu, odgłosy kroków współtowarzyszy. Całość robi piorunujące i przytłaczające wrażenie. Czy jest tam bezpiecznie? Jak najbardziej. Promieniowanie jest niskie i wystarczy przestrzegać kilku prostych zasad takich, jak noszenie masek przeciwpyłowych, dotykanie przedmiotów tylko w rękawiczkach ochronnych, spożywanie jedzenia ze szczelnie zamkniętych opakowań oraz możliwie jak najmniej chodzenia po trawie. A także nie trzymanie się barierek przy wchodzeniu i schodzeniu po schodach, a można bezpiecznie wrócić do domu. Kolejny wyjazd prawdopodobnie w lipcu. Wrócę tam. Na pewno. Siedem godzin to stanowczo za mało na zobaczenie wszystkiego.


Komentarze (17):

Sortuj komentarze:

  • Autor usunął profil
  • 24.04.2008 23:12

wybieram się do Czarnobyla w czasie majówki, dobrze jest przeczytać taką relację :) +

Komentarz został ukrytyrozwiń

Panika po wybuchu spowodowała, że pacjenci kierowanie na badania rentgenowskie, rowniez profilaktyczne - odmawiali ich wykonania.
Wojewódzki konsultant d/s radiologii, po natychmiastowym przeszkoleniu w Ministerstwie Zdrowia, zwołał technikow radiologii z podległego mu terenu, przedstawił stanowisko Ministerstwa oraz zalecił uswiadamianie pacjentów, że wybuch nie skutkuje negatywnie i badania mozna wykonywac bez szkody dla ich zdrowia.
Po kilkunastu tygodniach panika wygasła samoistnie, bo żadne z nas zadnej "agitki" nie prowadziło.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Solidarnie z innymi dziabnąłem płyn Lugola, ale wyłamałem się z kolektywu nie rzygnąwszy wcale.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Patryk84: koszt jest uzależniony od ilości osób, od tego z jakim biurem nawiąże sie kontakt i ogółem jak sie dogadacie. Nie ma sztywnych widełek. Możesz pojechać za 600PLN, a możesz za 6000PLN :)

Komentarz został ukrytyrozwiń

ma być "zawijanych"- ciągle przekręcam literki

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dobre. Porażająca rzeczywistość, po tylu latach. Byłam wtedy w klasie maturalnej i dyrekcja wymusiła dobrowlony udział w pochodzie pierwszomajowym. A potem ludzie stali w zawiajnych kolejkach do aptek

Komentarz został ukrytyrozwiń

Trafiłeś w mój ulubiony temat...
też "chodzi za mną" wycieczka w tamtą okolicę...
btw jeśli wolno spytać - ile kosztuje taka wycieczka?

Komentarz został ukrytyrozwiń

znowu zapomnialam (+ )
chyba przez to ze kawy jeszcze nie wypilam

Komentarz został ukrytyrozwiń

Też lugolę pamietam. I pamietam jak mojej kolezanki mama ktora pracowala chyba w Ministerstwie, dzien pprzed podaniem oficjalnego komunikatu o wybuchu w Czarnobylu zabronila nam wychodzic na podworko...
+ za material

Komentarz został ukrytyrozwiń

płyn Lugola:)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Reklama
Copyright 2014 Wiadomosci24.pl

Witryna korzysta z plików cookies oraz informacji zapisywanych i odczytywanych z localStorage, aby dopasować interesujące treści oraz reklamy. Korzystanie z serwisu bez zmiany ustawień przeglądarki, w szczególności w zakresie cookies, oznacza, że pliki będą umieszczane na urządzeniu końcowym. Możesz zmienić ustawienia przechowywania i dostępu do cookies i localStorage używając ustawień przeglądarki lub używanego urządzenia. Szczegóły w Polityce Prywatności.

Zamknij