Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

7395 miejsce

Czarnobyl 24 lata po katastrofie

Elektrownia w Czarnobylu funkcjonuje do dzisiaj, choć reaktory są wygaszone. Trudno orzec czym zajmują się jej pracownicy, zamieszkujący specjalnie dla nich zbudowane miasto Sławutycz.

Pomnik ofiar Czarnobyla w Sławutyczu / Fot. Katarzyna Anna GłuszakWiosną 2010 roku spełniłam kolejne swoje marzenie. Pojechałam zwiedzać Czarnobyl i sąsiednie miasto Prypeć. Zawsze lubiłam postindustrialne krajobrazy, wymarłe przestrzenie, tajemnicze miejsca. Gdy więc (znowu) poczułam znudzenie codziennością, spakowałam ubrania, kupiłam kilka czekolad na przysłowiową czarną godzinę - i pojechałam na Ukrainę.

Oczywiście, sam przejazd jezdniopodobnymi wyrobami made in Ukraine dostarcza niezapomnianych wrażeń. Ktoś, kto kiedykolwiek miał (wątpliwą) przyjemność podróży po Ukrainie zapewne wie doskonale, co mam na myśli. Dość powiedzieć, że po powrocie ma się znacznie lepsze mniemanie o naszych polskich drogach.

Tak wygląda dziś felerny, 4 blok reaktora / Fot. Katarzyna Anna GłuszakWyjeżdżałam późnym wieczorem z Warszawy, po drodze zahaczając o moje rodzinne miasto - Lublin. Potem, oczywiście, nieodzowne stanie na granicy i przy tej okazji - peany na cześć układu z Schengen. W okolicach południa, może trochę później, minęliśmy Kijów, który nawet zza szyby autobusu zrobił na mnie duże wrażenie. Gdy wreszcie jakiś czas później przyjechałam i do Kijowa, nie rozczarowałam się, a wręcz przeciwnie. Byłam naprawdę zachwycona stolicą Ukrainy.

Widok z kolejki eksterytorialnej przez Białoruś ze Sławutycza do Czernobyla / Fot. Katarzyna Anna GłuszakDo Sławutycza, gdzie mieliśmy zakwaterowanie, dotarliśmy po południu. W międzyczasie zostaliśmy zatrzymani przez milicję, co nieco opóźniło podróż. Kierowca autokaru bowiem nie zatrzymał się na wezwanie funkcjonariusza, a jedynie zjechał lekko na pobocze, zwolnił… i odjechał. Nie wiem, jak wyobrażał sobie ucieczkę autokaru z 50 osobami na pokładzie? Tłumaczenia, iż nie był pewny, czy sygnał milicjanta oznaczał, że ma się zatrzymać, jakoś mnie nie przekonały. Za granicą zawsze lepiej się zatrzymać, niż narobić sobie kłopotów. Tym razem skończyło się na 400 hrywnach mandatu, na który wszyscy musieliśmy się zrzucić. Nie był to duży wydatek, ale liczy się sam fakt - nikt z nas nie ponosi przecież odpowiedzialności za to, co robi kierowca. Poza oczywiście możliwością sprawdzenia tak elementarnych kwestii jak trzeźwość kierowcy czy czas jego pracy.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (2):

Sortuj komentarze:

slaff
  • slaff
  • 13.04.2011 20:35

Psesadzas panocku.

Komentarz został ukrytyrozwiń

W tym samym momencie kiedy była awaria w Czarnobylu, przebywałem w Warszawie. Przeliczyłem odległość i zrobiło się mi niedobrze. Czułem się jakbym cały czas był napromieniowywany.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Zobacz także:

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.