Facebook Google+ Twitter

Czarny Czwartek. Brunon Drywa padł

Ballady o Janku Wiśniewskim w filmie Antoniego Krauzego jest jak na lekarstwo, za to mamy historię Brunona Drywy – robotnika, biorącego udział w strajkach grudnia 1970 roku.

"Czarny Czwartek. Janek Wiśniewski padł" / Fot. materiały dystrybutora

„Za chleb i wolność i nową Polskę”


Jest grudzień 1970 roku. Władze Komitetu Centralnego Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej decydują o wprowadzeniu podwyżek cen wyrobów mięsnych. Ludzie w całej Polsce wychodzą na ulice z prostym żądaniem: „chcemy chleba!” Do szczególnie dramatycznego przebiegu strajków dochodzi na Pomorzu. I tak zaczynają strajkować stoczniowcy Trójmiasta.

„Janek Wiśniewski padł”


Poznajemy historię czarnego czwartku widzianą oczami państwa Drywów. Skąd więc w tytule „Janek Wiśniewski padł” skoro Janka jak na lekarstwo? W ten sposób to się jakoś wszystko lepiej zamyka: o Janku jest piosenka, Janek jest symbolem poległych w grudniu 70’ (tak naprawdę zamordowany młodzieniec nazywał się Zbyszek Godlewski). Drywa, Wiśniewski, Godlewski – nie ma to większego znaczenia w kontekście historycznym.

„Świat się dowiedział”


Ja na ten film szedłem z dwóch powodów. Pierwszym, podstawowym, z którym pewno jak większość udawałem się do kina, była chęć przeżycia wydarzeń grudnia 70’. I tu wiele mówić byłoby zbytecznym. Film z wstawkami dokumentalnymi oddał wg mnie rzetelnie przebieg wydarzeń, których konsekwencją była masakra na Wybrzeżu. Drugi, mój osobisty powód to chęć wysłuchania piosenki o Janku w wykonaniu Kazika Staszewskiego. Niektórzy powiedzą, że mogłem po prostu obejrzeć trailer. Oczywiście, obejrzałem. Liczyłem jednak, że Kazik zaśpiewa, kiedy to Janka poniosą na drzwiach na Świętojańską. A tu co? Mogłem cieszyć ucho dopiero podczas napisów końcowych.

Film ten zawiódł mnie na całej linii pod względem muzycznym. Kazik mógłby stworzyć całą ścieżkę dla filmu, odsuwając na bok patetyczno-nudziarskie wstawki skomponowane przez Michała Lorenca. Jak to napisał o ścieżce dźwiękowej „Czarnego Czwartku” Marcin Flint w „Uważam Rze”: „To, co dzieje się pośrodku, to już tylko przyzwoite, typowo ilustracyjne rzemiosło.”.

Wyczuwam tu pewien schemat. Przed filmem przeczytałem: „Jedna z największych i najbardziej oczekiwanych polskich produkcji od czasu filmu "Popiełuszko. Wolność jest w nas"”. I wszystkie te ostatnio powstałe polskie filmy historyczne mają pewien schemat: i „Popiełuszko” i „Generał Nil” i recenzowana przeze mnie produkcja Krauzego. Zdaję sobie sprawę, że te filmy adresowane są w znacznej mierze do ludzi młodych – mają uczyć historii i moje wrażenie jest takie: szkoły przyjdą, młodzi ludzie sami z siebie – nie.

Dobrze, że ta historia jest przekazywana, że „świat się dowiedział” – cel główny zrealizowany. Ale akurat przy „Czarnym czwartku” idealnie można było zrobić coś więcej i wyjść ponad wspomniane schematy. A tak to jest właśnie trochę tak, że „Świat się dowiedział nic nie powiedział”.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (2):

Sortuj komentarze:

"mamy historię Brunona Drywy – robotnika, biorącego udział w strajkach grudnia 1970 roku"

Film obejrzałam dopiero dzisiaj, stąd tak późno mój komentarz. Jeżeli zajawka odnosi się do filmu Antoniego Krauzego to wkradł się błąd. W filmie Brunon Drywa nie brał udziału w strajku i zginął w drodze do pracy.

Komentarz został ukrytyrozwiń

A moje kilkunastoletnie dziecko prosi mnie o film już od kilku dni. Ja sam też chcę iść, gdyż jako smark pamiętam te czasy; ale głównie nastrój warszawskiej ulicy. Zdaje się, że przez moment, mroźnej zimy, nie było lekcji w szkole.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.