Kontynuatorka daje nam parę odpowiedzi na nurtujące pytania z wcześniejszej części, ale stawia też nowe tajemnice, na których rozwiązanie trzeba czekać do zakończenia trylogii (mam nadzieję, że już niedługo).
Dobra, teraz mogę zdradzić drugi powód, dla którego sięgnąłem po książkę Dardy. Mam już dość amerykanizowania fabuły i bohaterów powieści grozy. Tutaj mamy miłą odmianę, czytając znane z własnego życia imiona i miejsca (fakt, nie mieszkam w tamtych rejonach, ale jednak Roztocze brzmi bardziej swojsko niż Ludlow w stanie Maine, dajmy na to).
Autor wplata w opowieść mitologię słowiańską, która jest tak rzadko wykorzystywana w dzisiejszych czasach, a przecież ma się czym pochwalić. To też idzie na plus. Kolejnym atutem powieści jest sposób w jaki jest przedstawiona. Darda miesza narrację z pozycji Uchmanna, z narracją Rafała, a w drugiej części dochodzi jeszcze Adam, przyjaciel Witolda (wprawdzie poznajemy go już w pierwszej części, ale wtedy był mało znaczącą postacią). Może brzmi to zagmatwanie, ale jest tak umiejętnie zastosowane, że nie sposób się pogubić. Dzięki takiemu zabiegowi na narracji, autor, wg mnie, bardzo dobrze buduje klimat grozy, który czuć niemal od początku historii.
Na koniec dodam tylko mały minusik. Nie podobają mi sie okładki, jak dla mnie są nazbyt sztuczne, ale wiadomo, nie ocenia się książki, nie zaglądnąwszy do środka, więc to tylko taka mała uwaga, żeby nie było, że tylko słodzę.
Z czystym sumieniem mogę polecić dwie z zaplanowanych trzech książek z serii "Czarny Wygon". Jestem przekonany, że jeśli ktoś lubi klimatyczne opowiadania grozy, na tym się nie zawiedzie. Dodam, że do zbytnio strachliwych osób nie należę, ale przeczytawszy ostatnie słowa pierwszej części, miałem ciarki na plecach, autentycznie.
Robert Plesowicz, tekst zamieszczony pierwotnie na
pozazyciem.blogspot