Facebook Google+ Twitter

"Czarownice z Salem" - człowiek człowiekowi wilkiem

Głośne procesy czarownic z miasteczka Salem stały się inspiracją dla Arthura Millera, który napisał na tej podstawie 4-aktowy dramat. Jego "Czarownice z Salem" to naprawdę wstrząsająca lektura.

okładka / Fot. Prószyński i S-kaKilka dni temu miałam okazję obejrzeć spektakl "Czarownice z Salem" w reżyserii Adama Nalepy. Choć sztuka grana jest na co dzień w Teatrze Wybrzeże w Gdańsku, to w ramach 34. Warszawskich Spotkań Teatralnych zawitała do stolicy. Cieszę się, że udało mi się uczestniczyć w tym niezwykłym wydarzeniu, które zrobiło na mnie duże wrażenie. Po wyjściu z teatru postanowiłam poznać literacki pierwowzór Arthura Millera.

Dramat Arthura Millera został oparty na faktach historycznych, choć wydarzenia zostały trochę zmodyfikowane. Miasteczko Salem było wspólnotą religijną kościoła purytańskiego, której przewodził pastor Parris. Był to 45-letni mężczyzna, wdowiec, którego nie interesowały dzieci. Pod koniec 1691 roku jego córka Betty, jego bratanica Abigail Williams oraz ich koleżanki zostały przyłapane w lesie na dziwnych tańcach. Po tym wydarzeniu Betty popadła w tajemniczą chorobę, w wyniku której zapadały w śpiączkę.

Dziewczęta widząc, że pali im się grunt pod nogami, zaczęły oskarżać niewinne osoby o czary i kontakty z diabłem. Dziewczyny początkowo wskazały: Sarę Good, Sarę Osburn i Titubę. Machina kłamstw ruszyła. Potem przyszedł czas na kolejne absurdalne oskarżenia: m.in. Rebecki Nurse, która rzekomo przyczyniła się do śmierci siedmiorga dzieci Ann Putnam, Elisabeth Proctor, żony Johna, z którym Abigail Williams miała romans (chciała pozbyć się rywalki). W 1962 roku rozpoczęły się głośne procesy, podczas których przyznanie się do bycia czarownicą lub czarownikiem oznaczało wolność, a nieprzyznanie się oznaczało śmierć...

Pod wpływem tej tragicznej historii przypomniał mi się cytat z "Medalionów" Zofii Nałkowskiej - ludzie ludziom zgotowali ten los. Ze strachu przed karą, z nienawiści sąsiedzkiej, z pazerności na ziemię. Każdy z powodów był dobry, byle uratować własną skórę, a jednocześnie coś zyskać. Jak pisze Miller: długotrwałą nienawiść sąsiedzka można było wreszcie otwarcie wyrazić i wziąć odwet wbrew biblijnym nakazom miłosierdzia. Pazerność na ziemię, którą dotąd przejawiała się w ciągłych sporach na temat granic i zapisów, wniosła się teraz na wyżyny moralnego obowiązku; można było okrzyknąć sąsiadkę czarownicą i zrobić to w pełnym majestacie prawa.

Wprost nie mogę uwierzyć, że ludzie byli tak zaślepieni, że wierzyli we wszystko bez żadnych dowodów. A może tak było im wygodnie, bo w zamian zyskiwali władzę. Dramat ten skłania do refleksji na temat istoty człowieczeństwa, dobra i zła oraz piekła, jakie zgotowali ludzie swoim sąsiadom. Powstaje pytanie, czy lepiej przyznać się do czegoś, czego się nie zrobiło i być zhańbionym ale wolnym, czy nie ugiąć się pod wpływem nacisków i umrzeć jak bohater?

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (2):

Sortuj komentarze:

Na szczęście zaślepienie dotyczy już innych aspektów, dziś raczej nikt nikogo nie posądzałby o czary.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Ja też jeszcze raz, choć to wstrząsający dramat, po którym spać nie sposób. A niestety znów słyszy się o powrocie zaślepienia...

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.