Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

12650 miejsce

"Czarownice z Salem" na 34. Warszawskich Spotkaniach Teatralnych

"Czarownice z Salem" w reżyserii Adama Nalepy, grane są na co dzień w Teatrze Wybrzeże w Gdańsku, jednak w ramach WST mogła je zobaczyć warszawska publiczność.

Czarownice z Salem / Fot. Teatr Wybrzeże"Czarownice z Salem" to adaptacja dramatu Arthura Millera, opartego po części na faktach. Salem było wspólnotą religijną kościoła purytańskiego, której przewodził pastor Parris. Pod koniec 1691 roku Betty Parris, córka pastora, oraz Abigail Williams, jego bratanica, popadły w tajemniczą chorobę - miały konwulsje, mdlały i zapadały w śpiączkę. Twierdziły, że to wina mieszkanek Salem, które je zaczarowały. W 1692 roku rozpoczęły się procesy i egzekucje. Niewinne kobiety były torturowane, a śledczy sprawili, że wiele osób przyznało się do winy, choć wcale jej nie mieli nic wspólnego z czarami. Skazano około 80 osób (z czego 20 na karę śmierci).

Arthur Miller stworzył literacką wariację na temat tego, co naprawdę wydarzyło się w Salem. A gdyby tak Betty Parris (w tej roli Zofia Nather) i Abigail Williams (w tej roli Katarzyna Dałek), wraz z grupką innych dziewcząt, poszły się pobawić do lasu i żeby nie zostać oskarżonymi o czary, rzuciły oskarżenia na niewinnych ludzi? Dziewczęta tańczyły nocą, ale gdy zostały nakryte przez pastora Parrisa (w tej roli Robert Ninkiewicz) i posądzone o złe uczynki, zaczęły udawać chorobę, by uniknąć konsekwencji. Przyznały, że zrobiły to pod wpływem szatana. Tak zaczęła się seria kłamstw, która doprowadziła do wielkiej tragedii. Procesy i egzekucje rzekomych czarownic stały się pretekstem do dyskusji o współczesnym świecie.

Na pierwszym planie Sylwia Góra-Weber (Tituba) / Fot. Teatr Wybrzeże"Czarownice z Salem" to elektryzujący spektakl, który wciąga widza od pierwszych minut. Początkowa scena jest bardzo pomysłowa, Tituba (w tej roli Sylwia Góra-Weber) staje się przewodniczką nie tylko dla pozostałych czarownic, lecz także dla widzów. Wchodzi w interakcję z publicznością, jest charyzmatyczna, zaprasza do zabawy.

Muzyka grana na żywo przez Marcina Mirowskiego potęguje nastrój transowy, psychodeliczny, piekielny. Tituba śpiewa znane przeboje, ale w taki sposób, że włos jeży się na głowie. Jej interpretacji "Sweet Dreams" nie powstydziłby się chyba żaden zespół death metalowy. Całości dopełniały efekty specjalne, w postaci świateł stroboskopowych. Sprawiły one wrażenie zwolnienia, pozornego zatrzymania, a nawet odwrócenia kierunku ruchu aktorów, którzy byli na scenie.

Jeśli chodzi o grę aktorską, to największe brawa należą się Sylwii Górze-Weber, która wcieliła się w Titubę. Trudno powiedzieć jednoznacznie, kim jest ta postać. Przewodniczką, kapłanką, szamanką, narratorką wydarzeń. Kusiła i rządziła jednocześnie. Miała ona duży wpływ na pozostałe dziewczęta, które ślepo jej wierzyły i stały się narzędziem w jej rękach. Coraz bardziej zatracały się w swoich niebezpiecznych rytuałach i sprowadziły nieszczęście na całe miasteczko.

Od lewej: Maciej Szemiel (Clint Cheevers) i Piotr Domalewski (sędzia Danforth) / Fot. Teatr WybrzeżeKolejną wyrazistą postacią jest sędzia Danforth, którego zagrał Piotr Domalewski. Doskonale wcielił się w rolę zimnego i nieczułego człowieka, który chce jedynie skazać "winnych", bez względu na to czy rzeczywiście mają na sumieniu zarzucane im czyny. Jest przy tym nieugięty. Jego każdy ruch jest wyniosły, patrzy na wszystkich z pogardą i dobrze się bawi przebiegiem procesu.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.