Facebook Google+ Twitter

"Czas kobiet" Jeleny Czyżowej - powieść obyczajowa z dreszczem

Książka "Czas kobiet" została nagrodzona rosyjskim Bookerem w 2009 roku - z każdą stroną czytelnik dostaje kolejne argumenty potwierdzające tę decyzję. To niezwykła opowieść, czy wręcz przypowieść, o ludzkiej naturze.

 / Fot. okładkaNie ma w tej lekturze żadnego zadęcia. Kompletnie. Pisarka siadająca do dzieła tworzenia i ożywania za pomocą słów tak trudnej, wielowątkowej, wielowarstwowej i bardzo kobiecej (a więc obciążonej ryzykiem utożsamiania się, użalania i forsowania swoich poglądów) musi walczyć z wieloma pokusami. Jaki język wybrać. Jakie postaci. Jak je ukazać i na ile. Jak wybrnąć z tego zadania, by w rezultacie uzyskać historię ponadczasową, uniwersalną, obieralną ze wszystkich okolicznościowych elementów i zawierającą u podstaw solidny kręgosłup. Jak osiągnąć jakość zapomnianą w czasach wszechliteratury. I udaje się jej to.

Postaci nie są rysowane szczególnie wyraźnie. Brakuje wręcz trochę prostej, tradycyjnej prezentacji, kim jest każda z pięciu kobiet - paradoksalnie o niemej i mającej wyjątkowo mało własnych partii w tej książce Siuzannie dowiadujemy się chyba najwięcej. O czterech pozostałych kobietach: trzech przyszywanych babciach, które mieszkają ze sobą w przydzielonym mieszkaniu, i Antoninie, matce Siuzanny, która na mocy odgórnych decyzji dostaje u nich pokój, dostajemy strzępy informacji, pozwalające na bardzo ogólną orientację. Jewdokija, Glikeria i Ariadna wtrącają osobiste wątki w rozmowach, powtarzając sobie wzajemnie bez przerwy wiele smutnych historii (wszystkie straciły rodziny, mężów, niektóre także dzieci - z różnych politycznych powodów), ale i uchylając rąbka tajemnicy dotyczących ich romansów z hrabiami, szlacheckiej krwi, niespełnionych miłości - siła konwenansu i społecznej presji, pod którym żyły, słabnie z wraz z ich wiekiem, stąd coraz więcej odwagi i szczerości. Wstydliwe sekrety są ujawniane po kątach, w ramach silnej wspólnoty i wielkiego zaufania - a nam wydaje się to niesamowite i niesprawiedliwe zarazem. Tabu skomplikowało losy wszystkich dorosłych lokatorek tego mieszkania - są trochę outsiderkami progresywnego społeczeństwa, dążącego do emancypacji i totalnej równości. Są ofiarami kompletnej hipokryzji szefowych, których nie stać na empatię, systemu, który narzuca niewiarygodnie głupie warunki, stygmatu przypadającego samotnej matce, która nawet nie pamięta nazwiska ojca, kultu pracy do upadłego, upokarzającego wynagrodzenia (w tym znaczących różnic w płacach mężczyzn i kobiet), wreszcie wielkiej rewolucji, która dokonywała się na ich oczach.

Jest to historia o konwenansach na pewno, wzmocniona kalectwem córki, wstydem matki, brakiem poczucia wspólnoty i oparcia u innych, łatwo piętnującym i oceniającym społeczeństwem, ciężką chorobą i wreszcie niesamowitą, piękną więzią, która ratuje resztki ludzkiego honoru. Ta grecka tragedia, w której to społeczeństwo generuje i prowokuje fatum, zawiera pocieszający finał. Ale droga do niego przypomina thriller, czytelnik zmaga się więc z nieustanną niepewnością, niedowierzaniem, poddaje się fatalistycznym nastrojom. I ta mała wiktoria w całym bagnie sytuacji, przedstawianych przez kilku narratorów na przemian, bez ostrzeżeń, przemieszanych ze snami w taki sposób, że granice z jawą są mocno rozmyte, to nasz katharsis. Wiktoria, która wydaje się minimum przyzwoitości, która w każdej innej sytuacji powinna sprawiać wrażenie oczywistego, należącego się, koniecznego i jedynego obrotu sytuacji - tu okupiona jest cierpieniem i wysiłkiem czterech osób.

Nie powiem więcej, bo fabuły w tej książce jest w sumie niewiele - można więc łatwo pozbawić czytelnika części radości. A zdecydowanie warto się jej poświęcić, bo jest to książka piękna. Tak po prostu.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.