Facebook Google+ Twitter

Czas na dorsza

  • Autor usunął profil

  • Data dodania: 2010-01-22 19:44

Wylosowano 166 kutrów, które będą mogły poławiać dorsze, pozostałe 145 będzie w tym czasie "dyndać na sznurku", czyli cumować przy nabrzeżu.

W drodze na łowisko. / Fot. I.MalinowskaW 2009 Ministerstwo Rozwoju Rolnictwa i Wsi wprowadziło w życie nowy system połowu dorsza, który jako żywo przypomina system średniowiecznej trójpolówki. Losowanie kutrów jest wynikiem wprowadzenia tej zmiany i oznacza, że w trzyletnim okresie każdy kuter powyżej 8 metrów tylko w ciągu jednego roku będzie mógł łowić tę rybę, a za dwa pozostałe lata przestoju otrzyma rekompensaty (w roku 2009 było to od 40 do 50 proc. limitu połowowego - przyp. autora).

Małe kutry rybackie do 8 metrów mogą łowić cały rok z tym, że ich limit połowowy nie może przekroczyć 15 ton mimo że ich połowy zgodnie z unijnym prawem nie podlegają rejestracji w systemie Fides a narzucenie limitu jest już tylko nadgorliwością polskiej administracji.

Jesteśmy jedynym krajem w Unii Europejskiej, który organizuje takie losowania. Z założenia ta ustawa miała zagwarantować istnienie efektywnej floty dającej utrzymanie rodzinom rybackim. Wprowadzenie trzyletniego systemu spowodowało, że część kutrów nie ma teraz załóg. Jeżeli kuter przez dwa lata bezczynnie stoi w porcie nie wychodząc na łowiska przestaje być miejscem pracy. Flota rybacka w 2008 roku liczyła 458 kutrów, w 2009 już 301 jednostek. Załogi z kutrów odchodzą w poszukiwaniu innego źródła dochodu, zmieniają zajęcie i zawód. Część rybaków odchodzi z zawodu, przestawiając się na wędkarstwo morskie czy pływanie z wycieczkami. W prasie zaczynają pojawiać się ogłoszenia - "zamienię limit połowowy na rekompensatę".

Wylosowanie kutra do połowu dorsza nie zawsze jest dobrą nowiną dla armatora, wśród nich są tacy, którzy mają kuter ale po dwóch latach w porcie nie mają już załogi. Inni cieszą się, że nie zostali wylosowani, bo rekompensata pozwoli im na przeczekanie do następnego roku z nadzieją ze coś zmieni się na lepsze. Ale są też tacy, którzy omijają unijne ograniczenia i robią to zgodnie z przepisami, w jaki sposób? Po prostu zamieniają się z armatorem który został wylosowany "do pracy", a który z jakiś powodów nie wyjdzie w morze. Zgodę na taka zamianę wyraża Ministerstwo Rolnictwa i Rozwoju Wsi. Średniowieczny system trójpolówki przeniesiony nad polskie wybrzeże może oznaczać koniec polskiego rybołówstwa.
Czy to oznacza, że nie zjemy nad polskim morzem smażonej rybki? Ależ skąd… zawsze możemy zamówić smażoną pangę z delty Mekongu.

Źródła: http://finanse.wp.pl/
http://gdansk.naszemiasto.pl/

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (37):

Sortuj komentarze:

  • Autor usunął profil
  • 25.01.2010 14:54

Primum non nocere - Po pierwsze nie szkodzić .To słowa z przysięgi Hipokratesa ale proponuje by także składali ją nasi parlamentarzyści

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 24.01.2010 22:23

Klasyczny samobój w Polskim wydaniu:) W tym nasi włodarze są arcymistrzami ......

Komentarz został ukrytyrozwiń

Najbardziej niepokojące w tej sprawie jest jeden ASPEKT - nasza "nadgorliwość" pomimo że przepisy unijne dają "furtkę" na odłowy to "nasi" jak zwykle muszą zrobić swoje !!!!!!!! i tak jest w wielu kwestiach mi; w kwestii ochrony środowiska - najpierw sami sobie zaostrzyliśmy przepisy a potem mamy problemy z drogami i infrastrukturą - NO WBIJAMY SOBIE GOLA DO WŁASNEJ BRAMKI hmmmmmmmmmmm

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 24.01.2010 11:14

Ponad to, bardzo dużo śródlądowych akwenów wodnych, zostało wykupionych na własność, tylko dlatego żeby móc bez ograniczeń, nie patrząc na okresy ochronne i wymiary wyławiać ryby. Jak grzyby po deszczu powstawały restauracje specjalizujące się w serwowaniu świeżej rybki i to był okres zarobienia naprawdę dużych pieniędzy. Dochodziło do tego, że nawet osuszano niektóre akweny, gdyż żadną siecią już nie dawało się nic odłowić. Ryba zniknęła, o zarybianiu cisza.... Tylko niektóre akweny, które się uchowały od czasu do czasu są zarybiane przez PZW. O prywatnych cisza a jak już to tylko niektóre, gdzie zainwestowano w relaks z wędką.... Niestety to kropla w morzu....

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 24.01.2010 10:57

Pisma i rozporządzenia sobie, a życie sobie.... Przykład podałaś sama w artykule opisując to, cyt. "Małe kutry rybackie do 8 metrów mogą łowić cały rok z tym, że ich limit połowowy nie może przekroczyć 15 ton mimo że ich połowy zgodnie z unijnym prawem nie podlegają rejestracji w systemie Fides a narzucenie limitu jest już tylko nadgorliwością polskiej administracji."

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 24.01.2010 10:51

Tym razem może się uda wkleic link http://orka2.sejm.gov.pl/IZ6.nsf/main/6E3E6B7A

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 24.01.2010 08:57

Niby projekty by odbudować zasoby są, ale od projektów do zarybiania droga bardzo daleka. A tu link do odpowiedzi ministra środowiska na złożoną interpelację tyle, że z 2007 roku ... a ryb nadal nie ma .

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 23.01.2010 17:06

Dokopałem się tematu zarybiania, ale to mgliście wszystko wygląda - http://www.ekopartner.com.pl/baltic/6.htm

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 23.01.2010 16:48

Jeżeli chodzi o zarybianie zbiorników słodkowodnych to trzeba było by przewietrzyć tych zasiedziałych NIEROBÓW z PZW. tak w pełni świadomie to napisałem, gdyż od dziesiątek lat wędkuje i wiem kto tam zasiada i co robi , a raczej nic nie robi. Zastanawia mnie tylko dlaczego zamiast obostrzać przepisy i limity połowu w morzach nie inwestuje się w ośrodki które zajmowały by się na dużą skalę zarybianiem wód morskich. Żeby uniknąć niedomówień niech każdy kraj coś takiego prowadzi w skali odpowiedniej do tej jak wielkich dokonuje połowów.

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 23.01.2010 10:04

Pani Anno , Antoni - część swojego życia spędziłam na Mazurach i nadal tam bywam. Jeziora zostały przetrzebione dokładnie. Przebywając w Rynie , spytałam wędkarza dlaczego jeziora nie są zarybiane, usłyszałam taką odpowiedż - " a dlatego że samorządowcy z Giżycka mówią ,że nie będą zarybiać bo narybek ucieka do Mikołajek a samorządowcy z Mikołajek mówią, że "ich" narybek ucieka im do Giżycka"

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.