Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

30312 miejsce

"Czas przyjdzie każdemu…" – śmierć w tradycji i obrzędach

Tradycje i obrzędy związane ze śmiercią towarzyszą ludzkości od zarania dziejów. W przeszłości odejście bliskiej osoby łączyło się ze skomplikowanym rytuałem – pełnym dostojności i splendoru, ale także poczuciem grozy i lęku.

Wśród wiejskiej społeczności istniało przeświadczenie, że wycie psa, pohukiwania sowy czy rycie nory przez kreta tuż za progiem domu jest zwiastunem rychłej śmierci w rodzinie. Za zapowiedź zbliżającego się nieszczęścia uważano również dziwne odgłosy i hałasy, których prości, niewykształceni wieśniacy nie potrafili racjonalnie wytłumaczyć.

Starsze osoby, które przeczuwały nadchodzącą śmierć, zwoływały osoby zaufane, bliskich sąsiadów, by w ich obecności przekazać rodzinie ostatnią wolę, rozdzielić dobra doczesne, wydać ostatnie dyspozycje – był to rodzaj swoistego testamentu. Następnie wzywano księdza, aby udzielił Najświętszego Sakramentu i wyspowiadał umierającego. Po namaszczeniu olejami świętymi odbywało się ostatnie pożegnanie z rodziną, udzielanie rad, wskazówek i błogosławieństw. Niekiedy gospodarz wyrażał życzenie, aby zanieść go na pole, gdzie spędził znaczną część życia.

W małych wioskach i osadach szybko rozchodziły się wieści o wszelkich wydarzeniach – również o chorobie i prawdopodobnej bliskiej śmierci jednego ze współmieszkańców. W takich sytuacjach bliżsi i dalsi krewni, przyjaciele, znajomi i sąsiedzi zobowiązani byli do wyświadczenia ostatniej posługi – odwiedzenia chorego, spełnienia ostatnich życzeń, zapamiętania ostatnich słów, a po jego śmierci – do czuwania przy zmarłym i uczestniczenia w pogrzebie.

Według wierzeń ludowych śmierć przychodziła jako wysoka, chuda, stara kobieta lub szkielet odziany w białą szatę, zawsze z kosą. Wyobrażenie śmierci jako kostuchy z kosą przetrwało do dziś. Wierzono, że w kulminacyjnym momencie śmierć staje przy łóżku umierającego, czasem siada na nogach i przesuwa się w stronę piersi. Chory umiera, kiedy kosa dotknie szyi lub (symbolicznie) zetnie głowę.

Chcąc ulżyć umierającemu w cierpieniu i skrócić jego męki, otwierano drzwi, wybijano dziury w ścianach, zrywano snopy słomy z dachu – wszystko po to, by śmierć szybciej nadeszła, a dusza mogła swobodnie opuścić dom. Obawiano się powrotu duszy do domostwa, toteż stosowano różne zabiegi, by do tego nie dopuścić, np. podwiązywano szczękę zmarłemu, aby dusza nie mogła wrócić przez otwarte usta. Wyjmowano również spod głowy poduszki i ściągano z konającego pierzynę, aby dusza nie zagnieździła się w pościeli.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.