Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

167901 miejsce

Czas rozstrzygnięć, czyli szósty dzień Orange Warsaw Open

W sobotę na kortach stołecznej Warszawianki wyłonione zostały nazwiska finalistów turnieju. Znamy także zwycięzców gry deblowej. Tytuł sprzed roku obronili Mariusz Fyrstenberg i Marcin Matkowski.

Nikolay Davydenko / Fot. Maria KuźniarJako pierwsi na kort wyszli rozstawiony z numerem 1 w warszawskim turnieju Nikolay Davydenko i młody Włoch Fabio Fognini. Obecność tego drugiego w tak zaawansowanej fazie Orange Warsaw Open była dla wszystkich dużym zaskoczeniem, jednak prezentowany przez niego radosny tenis pozwalał mieć nadzieję na zacięty i ciekawy mecz. Pierwszy gem spotkania trwał ponad 7 minut i po pięknych zagraniach z obu stron, ostatecznie wygrał go serwujący Fognini. Zagrywał trudne piłki, do których Rosjanin nie mógł zdążyć, a niewymuszone błędy były rzadkością. Wyrównany był jednak tylko pierwszy gem, później na korcie niepodzielnie rządził Davydenko. Jego niezbyt piękna, ale regularna i solidna gra, pozwoliła dwa razy przełamać podanie młodego Włocha i po niecałych trzydziestu minutach gry, cieszyć się ze zwycięstwa w pierwszym secie.

Można było odnieść wrażenie, że Fognini jest zdekoncentrowany i sam awans do półfinału całkowicie go satysfakcjonuje. Na przestrzeni całego seta popełnił kilka błędów stóp przy podaniu, a także kilka podwójnych błędów serwisowych. Jak sam później tłumaczył na konferencji prasowej, wciąż odczuwa skutki kontuzji, która nękała go przez ostatnie miesiące. Bolący lewy bark skutecznie uniemożliwiał mu dokładne i mocne podanie, skutkiem czego Davydenko po zagraniu morderczych returnów, także i w drugim secie, szybko objął prowadzenie. Włoch w przekroju całego spotkania nie miał żadnych szans. Udane zagrania sąsiadowały z prostymi błędami, a to w zderzeniu z regularnością czwartej rakiety świata nie mogło przynieść powodzenia. Wynik spotkania – 6:2, 6:3 – choć nie jest kompromitacją, to z pewnością nie mógł zadowolić publiczności.

Dobrego spotkania spodziewano się po meczu Tommiego Robredo i Juana Monaco. Tenisiści zostali w Tommy Robredo / Fot. Maria KuźniarWarszawie rozstawieni odpowiednio z numerami 2 i 3, a i w rankingu ATP różnica między nimi jest praktycznie żadna. Także na korcie poziom ich gry nie odbiegał od siebie znacząco. Pojedynek można spokojnie nazwać przedwczesnym finałem. Zarówno Hiszpan, jak i Argentyńczyk, grali odważnie, często atakowali, co nie jest zbyt częste u tenisistów grających typowego hiszpańskiego tenisa. W sobotnim spotkaniu nie było miarowego przebijania piłek na drugą stronę siatki i czekania na błąd przeciwnika. Zamiast tego często można było oglądać tenisistów przy siatce, czy to po udanym skrócie rywala, czy po ataku zakończonym wolejem. Mecz rozgrzał publiczność, która niemal po każdym zagraniu biła zasłużone brawa. Niestety, nawet w tak pięknym spotkaniu, ktoś musiał zejść z kortu jako pokonany. Tym razem był to Argentyńczyk. W najważniejszych momentach meczu, Robredo wykazał się odpornością psychiczną i nie psuł prostych piłek. Tymczasem Monaco albo wyrzucał piłkę w aut, albo uderzał w siatkę. Zasłużone w sumie zwycięstwo odniósł Hiszpan wygrywając 6:4, 6:4. W finale zobaczymy więc zderzenie dwóch całkowicie różnych stylów gry – grającego długie i cierpliwe wymiany z głębi kortu Nikolaya Davydenkę i czarującego przy siatce Tommiego Robredo. Zobaczymy który ze sposobów gry okaże się skuteczniejszy.

Późnym popołudniem mieliśmy chwile szczęścia. Na kort wyszli bowiem debliści, a wśród nich rozstawiony z numerem 1, polski debel Fyrstenberg i Matkowski. Po drugiej stronie siatki stanęli nie rozstawieni w grze podwójnej Davydenko i Schukin. Faworytów wskazać nie było trudno, ale pewnym nie można było być niczego. Polska para deblowa nieraz pokazała, że potrafi przegrywać spotkania, w których byli murowanymi faworytami, a po przegranym secie w półfinale ich występu oczekiwano z lekkim niepokojem.

Pierwszy set pokazał jednak klasę Polaków, którzy walczą o występ w kończącym sezon turnieju Masters. Matkowski i Fyrstenberg nie dali przeciwnikom szans wygrywając pierwszego seta 6:0. Wydawało się, że drugi set będzie już tylko formalnością, jednak para Davydenko i Schukin niespodziewanie wygrała partię 6:3 i o wszystkim miał zadecydować trzeci set, zwany super tiebreakiem. W nim Polacy okazali się bezkonkurencyjni, gromiąc przeciwników 10:4. Teraz na podobny występ naszych deblistów czekamy w zbliżającym się Wimbledonie...

W niedzielę czeka nas finał marzeń, czyli zderzenie rakiety numer 1 i 2 turnieju. Z pewnością będzie to ciekawe widowisko i wspaniałe zwieńczenie pierwszej edycji Orange Warsaw Open.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.