Facebook Google+ Twitter

Czas społeczeństwa, czas polityków

Politycy nie przykładali się do lekcji fizyki w szkole. Wyraźnie bowiem widać, iż niewiele pojmują z istoty czasu. Gdyby więcej wiedzieli o tym straszliwym pożeraczu sekund i lat, to ich życie wyglądałoby zupełnie inaczej.

Fizycy na takie rozróżnienia patrzą sceptycznie i z rozczuleniem. Obserwując jednak straszliwe polityczne zamieszanie po rozpadzie koalicji, która miała trwać ponad trzy lata, a trwała tylko trzy miesiące, dobrze jest uświadomić sobie, że czas polityków biegnie zawsze znacznie szybciej niż kierowanemu przez nich społeczeństwu. I nie chodzi o to, iż przedstawiciele tej najmniej chyba szczęśliwej grupy społecznej (oni tego nie wiedzą) są ciągle zabiegani od rana do wieczora, dzieci widzą tylko na rodzinnych świętach, a ich żony z pachnącym, gładkim policzkiem godzinami wystają przy drzwiach na pożegnalny lub powitalny pocałunek. Ostatnia uwaga wyrażająca kobiecą solidarność nie dotyczy oczywiście Kazimierza Marcinkiewicza, który słynie z doskonałej organizacji i pocałunki przesyła, korzystając z wynalazku, jakim są sms w telefonach komórkowych.

Szczęśliwi czasu nie liczą


Ale to tylko mała dygresja. Piszę ten felieton z poczucia wielkiej troski o wszystkich polityków, podejrzewając przy tym, że nie przykładali się oni do lekcji fizyki w szkole. Wyraźnie bowiem widać, iż niewiele pojmują z istoty czasu. Gdyby więcej wiedzieli o tym straszliwym pożeraczu sekund i lat, to ich życie wyglądałoby zupełnie inaczej. Przypominałoby niekończącą się sielankę, a tak jest przerażającą pogonią za uciekającymi kartkami z kalendarza. Stare porzekadło mówi : „szczęśliwi czasu nie liczą”. Politycy, którym zawsze szczerze wierzyłem i nigdy nie podejrzewałem o cynizm, sprawiają wrażenie, jakby nie rozumieli, że ich czas biegnie znacznie szybciej niż reszcie społeczeństwa.

Dowody? Oto one. Przedstawiciele Prawa i Sprawiedliwośći obiecywali zachwyconemu społeczeństwo, że wybudują trzy miliony mieszkań. Zaraz po zaprzysiężeniu rządu premiera Marcinkiewicza wredna opozycja zaczęła wykazywać skrajną niewiarę w to wiekopomne przedsięwzięcie. I, jak zwykle, nie mieli racji. Otóż muszę stanąć w obronie zwycięzców (Byłbym wdzięczny za odnotowanie tego w moich aktach, gdyż zdarza mi się to po raz pierwszy, ale obiecuję, wykazując obywatelską lojalność, że z pewnością nie po raz ostatni). Czy kiedykolwiek powiedziano, kiedy do tych mieszkań wprowadzą się ich szczęśliwi właściciele? Przejrzałem uważnie gazety z okresu ostrej, przedwyborczej walki i nigdzie nie znalazłem wyraźnego określenia momentu, kiedy do tego dojdzie. Może stanie się to za pięć, dziesięć, a nawet za piętnaście lat. Na pewno jednak nie można stawiać politykom zarzutu, że były to tylko puste przedwyborcze obietnice.

Psychicznie męczący problem numeracji


Jeśli, z całym szacunkiem dla ich wyborców, ktoś był tak naiwny i w to uwierzył, to niech ma pretensje tylko do siebie. Obiecywano wybudowanie niewyobrażalnie wielkiej ilości mieszkań, nikt, chytrze, nie mówił o czasie ich powstania.
Ale problem mieszkań to tylko drobiazg z próbą fundamentalnego,i bardzo psychicznie męczącego dla wielu, rozstrzygnięcia numeracji Rzeczpospolitej. Wyborcy zwycięskiej partii obudzili się w poniedziałek po wyborach z wyrazem szczęścia na twarzy i w radosnych podskokach pobiegli do pracy (nie licząc oczywiście tych, którzy nie muszą pracować, gdyż robią to za nich ohydni przedstawiciele „Polski liberalnej”). Oni obudzili się już w IV RP. Nieszczęśliwi przegrani, nie kryję, iż ja też do nich należałem, kurczowo trzymali się łóżka, gdyż stało ono jeszcze na ostatnim, wolnym skrawku III RP.

Minęło dwanaście długich miesięcy, a ten schizofreniczy stan ciągle trwa. Część polskiego społeczeństwa uważa, że odzyskanie Ministerstwa Spraw Zagranicznych oraz powołanie Centralnego Biura Antykorupcyjnego to fundamenty wystarczające do powołania IV RP. Ale jego większość, na co wskazują sondaże, tkwi uparcie w skompromitowanej i pełnej układów III RP, nie chcąc zrozumieć, iż nadszedł czas moralnej sanacji. By nie trwać dłużej w tej męczącej niepewności niniejszym ogłaszam powstanie V RP. Tylko o jeden numer więcej, (jak w grze z dzieciństwa), a jak pięknie brzmi.

Politycy, czytajcie Hellera


Poważnie jednak mówiąc, proponuję polskim politykom, ze wszystkich partii, lekturę książek profesora Michała Hellera, wybitnego polskiego filozofa. Nikt tak pięknie i zrozumiale nie potrafi pisać o czasie. Może po ich lekturze pojmą wreszcie, że w rok można przeżyć cudowny, miodowy miesiąc z ukochaną żoną, ale w czasie polityka to tylko mgnienie oka. Co gorsze, cztery lata to okres także zbyt krótki, by coś sensownego zrobić.

Zmieniłem zdanie, cztery lata w zupełności wystarczą. Właśnie na schodach prowadzących do mojego mieszkania zderzyły się z hukiem uzbrojone po zęby ekipy Policji Skarbowej i Centralnego Biura Antykorupcyjnego. Nie uzgodniły terminów i zgodnie zaatakowały o siódmej rano. Dobrze, że się nie ostrzelały. Ale i tak za karę musiałem pozbierać, pogubione przez nich, kajdanki.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (1):

Sortuj komentarze:

Nigdy nie wierzyłem w ideę IV RP, nigdy nie wierzyłem w PiS i ich program, nigdy nie wierzyłem w koalicję. Mam nadzieję, że PSL nie okaże się chorągiewką na wietrze i nie wejdzie do koalicji. Mam nadzieję, że sejm się rozwiąże niebawem. Mam też nadzieję, że nigdy więcej nie będę musiał przełanczać przemówienia premiera RP na "Świat według Kiepskich" żeby nie popaść w totalną paranoję.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.