Facebook Google+ Twitter

Czas to pieniądz?

Jedni starają się go nie marnować na drobiazgi, inni znów z wrodzonym sobie wdziękiem lekko przepuszczają go przez palce, nie licząc się z niczym i z nikim.

Ile to razy w życiu spotykamy się z określeniem, że czas to pieniądz. Mówimy o tym na różnorodnych naradach. Szukamy skutecznych rozwiązań, pozwalających wykonać pracę jak najprościej i jak najskuteczniej. Ktoś kiedyś powiedział żartobliwie, że w każdym człowieku drzemie coś z lenia, który stara się każde powierzone zadanie wykonać jak najszybciej, by mieć je z głowy. Czas właśnie, należy do tych wartości, które jedni cenią a inni niestety nie szanują. Jedni starają się go nie marnować na drobiazgi, inni znów z wrodzonym sobie wdziękiem lekko przepuszczają go przez palce ,nie licząc się z niczym i z nikim.

Pewien urzędnik, opracowywał sprawozdanie, które musiał jak najszybciej dostarczyć przełożonemu. Pragnąc wykonać swoją pracę rzetelnie, postanowił sprawdzić aktualność niektórych danych. Mając głęboką świadomość, że po to niejaki pan Bell wymyślił telefon, by ułatwić życie, skorzystał z tego urządzenia. Głęboko przekonany o tym, że po chwili otrzyma wszystkie potrzebne informacje, wprowadzi je do sprawozdania i na czas zaniesie przełożonemu, podniósł słuchawkę stojącego na biurku telefonu. Połączenie, nie powiem, otrzymał błyskawicznie (chwała cyfrowym centralom), ale po chwili zastygł tak ze słuchawką przy uchu na całe... 50 minut.

A czemuż to tak? Czyżby ilość tych faktów była tak ogromna? Nic podobnego. Chodziło tylko o trzy nazwiska, ale... i tu zaczyna się ta historia. Po zgłoszeniu się abonenta, gdzieś w Polsce, urzędnik poprosił o połączenie z jednym z oddziałów. I to połączenie uzyskał błyskawicznie. Ktoś z drugiej strony podniósł słuchawkę i wysłuchawszy o kogo chodzi poprosił, by poczekać. Odłożył słuchawkę na biurku i poszedł. Minęło dziesięć minut, ale z tamtej strony nikt nie podchodził do telefonu. Urzędnik siedział, wsłuchując się w odgłosy tętniącej życiem placówki, w której obsługiwano klientów. Wypalił już trzy lub cztery papierosy, kilkanaście razy przełożył z ręki do ręki słuchawkę, wypił szklankę kawy, a osoby o której przywołanie prosił jak nie było tak nie było.
- Zapomnieli czy co ? - zastanawiał się. Po pewnym czasie ktoś podniósł słuchawkę i od niechcenia zapytał - halo kto mówi? Był to ktoś, kogo zaciekawiła odłożona słuchawka. Urzędnik wyjaśnił raz jeszcze o co chodzi. Kolejny interlokutor, gdy dowiedział się, że dzwonią z centrali zapewnił, że zaraz się tym zajmie.

Po raz kolejny dzwoniący usłyszał - już się robi i w słuchawce znów zaległa cisza. Znów mijały cenne minuty. Wreszcie w słuchawce odezwał się głos kogoś z kadry zarządzającej. Nie była to jednak ta osoba, o którą chodziło. Po raz trzeci urzędnik powiedział z kim chce rozmawiać, podkreślając znacząco wagę i pilność sprawy. Tak jak poprzednio usłyszał grzecznościową formułkę, ale cisza w słuchawce zapadła tym razem na znacznie dłużej. Po kilkunastu następnych minutach oczekiwania, wreszcie do telefonu podeszła właściwa osoba. Urzędnik po raz kolejny wytłumaczył o co chodzi i po chwili otrzymał odpowiedź ...

W historyjce tej niezadowolony był urzędnik, który dzwonił, bo stracił sporo swego cennego czasu, niezadowoleni byli ci z „drugiej strony”, bo ci z góry zawsze im głowę zawracają. Jedyną zadowoloną stroną w tej historyjce był operator telefoniczny, bo licznik bił na jego korzyść. Powiecie z pewnością, że nie ma w tym nic szczególnego. Takie przypadki znacie na pęczki. Istotnie w naszym codziennym życiu to normalka (o zgrozo). Ale ja nie mogę się z tym zgodzić. Jakże często bowiem, spotykam się z wzajemnym lekceważeniem , obiecywaniem i nie dotrzymywaniem słowa, niepunktualnością lub też „wytwarzaniem” problemów tam, gdzie ich być nie powinno. Jakże często zżymam się na ludzi, którzy postępując niewłaściwie nie mają najmniejszego poczucia skruchy, czy wyrzutów sumienia . Jakże często właśnie w takich sytuacjach nie szanujemy się wzajemnie... a przecież czas to pieniądz, nie tylko nasz, ale i innych.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (2):

Sortuj komentarze:

Mój syn wykupił ubezpieczenie Euro 26 i niestety po pobiciu w centrum Łodzi (nie na Kaukazie, czy innym dzikim miejscu) przyszło mu z niego skorzystać. Wysłaliśmy papiery i zaległa cisza... Rozpoczęłam akcję telefoniczną. Dzwoniłam do centrali w Warszawie, odbierała miła panienka i słodkim głosem mówiła "już łączę, proszę czekać". Potem rozbrzmiewała muzyczka... lecz nic się więcej nie działo. Jeden raz, drugi, dziesiąty. Kilka dni próbowałam. Nauczyłam się muzyczki na pamięć. Przeszłam wszystkie fazy wyrozumiałości, zniecierpliwienia i wściekłości. Muzyczka wdzierała się do mózgu i go rozsynchronizowywała. Zaczynałam wręcz wątpić w swoją poczytalność.
Puenta - Ubezpieczenia od dwóch lat nie wyegzekwowaliśmy... boję się zadzwonić:-)), by nie usłyszeć ponownie owej muzyczki. Może to niezły sposób na niewypłacanie odszkodowania?

Komentarz został ukrytyrozwiń

Teraz coraz częściej marnują nasz czas automatyczne centralki telefoniczne: miłym głosem nagrane komunikaty, instrukcje obsługi numerów wewnętrzynych, melodyjki i wreszcie prośba o poczekanie, aż zgłosi się operator. A ten, mając taka pomoc w pracy, wychodzi czasem na nieco dłużej niż konieczna potrzeba i płyta kręci sie od początku.
Ale cóż! Nie powrócimy już do listów.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.