Facebook Google+ Twitter

Czas wolnych mediów.

Wolność słowa oraz wyrażanie własnej opinii, to wszystko kojarzy nam się z dziennikarstwem. Jednak czy można mówić o zawodzie dziennikarza w czasach Polski Ludowej? Na te i inne pytania odpowiada dziennikarka i pisarka Teresa Torańska.

 / Fot. Adam CiereszkoMówiąc o dziennikarstwie myślimy o wolności słowa, wolności mediów, ale czy można było mówić o dziennikarstwie w PRL-u skoro wolności słowa nie było?

Oczywiście, że tak. Po pierwsze możemy odpowiadać dowcipnie. Wtedy można mówić, że to była taka gra z cenzurą. Próbowało się aluzjami, historyjkami z morałem przemycić pewne informacje. Dlatego to była gra. Z drugiej strony cenzura była ograniczeniem, nie tylko słowa, ale i wolności.

Czy można było mówić o rzetelności dziennikarskiej skoro działała cenzura? Informacje przekazywano za pomocą aluzji, anegdot. Czy może były jeszcze jakieś inne sposoby dotarcia do ludzi?

Historia PRL to nie jest historia jednorodna. Do 1955 r. cenzura była okropna. Eliminująca z zawodu dziennikarskiego wszystkie tzw. „żywsze myśli”. Potem jednak było falowanie. Zaczęłam pracę w latach '70 i byłam w tej szczęśliwej sytuacji, że mnie nie powierzano żadnych tekstów, wstępniaków, pisania poważnych zapowiedzi zjazdów partyjnych. Z jednej strony była taka tendencja ochrony młodzieży przed pisaniem tego „gówna”. Z drugiej strony uważali, że młodzież tego nie potrafi napisać, ponieważ przemyca ukrytą myśl. Ja akurat miałam to szczęście – bo pracowałam w Kulturze. Były tam rzeczywiście ukryte myśli, polemiki, co do linii partii. Więc moja sytuacja była zupełnie inna. Jeśli mówimy o rzetelności była ona wyższa niż teraz. Ja ze zdziwieniem patrzę jak można pisać brednie, nigdzie niesprawdzone i nie poparte faktami. Teraz widać granie na emocjach.

W pewnym wywiadzie Jan Karski powiedział znamienne słowa: „Z zagranicy widać las, z Polski tylko drzewa”. Odnosiło się to do tego, że problemy Polski były lepiej widoczne z oddali. Czy nie było tak, że Polak więcej dowiadywał się o kraju od zagranicznych dziennikarzy?

Dziennikarze zagraniczni tylko przyjeżdżali, lecz to był ogląd sytuacji. Dużo dowiedzieć się można było od Polonusów, którzy interesowali się krajem. Oni z oddali widzieli najważniejsze problemy Polski. My zaś często gubiliśmy się w szczegółach. Moim zdaniem Karski dużo więcej widział tam (w Stanach Zjednoczonych przyp. Red.), czytając w pigułce o Polsce, niż gdyby chodził po polskich kawiarniach. Bo Polska składa się z kawiarni, w których obowiązują inne prawa, inne plotki.

Co działo się z dziennikarzami w Stanie Wojennym, którzy chcieli pisać prawdę, iść pod prąd?

Ja nie poszłam na weryfikacje w związku, z czym zostałam pozbawiano prawa wykonywanie tego zawodu. Nie mogłam pracować w tym zawodzie i bym nie potrafiła. Nikt mnie nigdy nie zmuszał do pisania niegodziwości, kłamstw itd. Mogłam dalej jeździć do fabryk i opisywać np. jak pracują łódzkie włókniarki. Pytał Pan jak obchodzono cenzurę. Gdy odrzucano tekst w gazecie, to oczywiście człowiek nie dostawał wierszówki. Jednak było mnóstwo konkursów powoływanych przez dziennikarzy, gdzie nagroda wynosiła nawet siedem razy więcej niż wynagrodzenie za artykuł. Więc to była zachęta by pisać takie teksty. Ja nie udzielałam się w prasie oficjalnej, ale była rozbudowana prasa podziemna. Więc kłopotu z wydrukowaniem tekstu nie było żadnego.

Teraz zapatrujemy się na czasy PRL przez pryzmat oceniania. Dowodem tego jest lustracja. Jakie jest Pani podejście do niej?

Lustracja donikąd nie zmierza. Od początku była sprawą szalenie trudną do przeprowadzenia. Marzę o tym, aby winni zostali ukarani, a niewinni nagrodzeni. Ale nie da się tego zrobić. W Solidarności była cała masa ludzi, która przeszła stalinizm. Ma Pan przykład Kołakowskiego. Jak można go zlustrować? Co można zrobić? Co zlustrować? Człowiek żył, rozwijał się. I co, trzeba go skazać na wykreślenie? Przecież to my na tym tracimy! My powinniśmy się uczyć z jego książek. We wszystkich przestępstwach obowiązuje czas zatarcia. Po iluś latach przestępstwo ulega przedawnieniu. To my po sześćdziesięciu latach mamy człowieka karać, za to, że będąc młodym, głupim uwierzył w stalinizm - mogę to zrozumieć, bo wiara jest rzeczą irracjonalną.

Więc co w nas tkwi, że za wszelką cenę chcemy ukarać historię po latach?

Bo Polacy ubóstwiają grzebać się w przeszłości. To uwalnia od odpowiedzialności za przyszłość. Po co to robimy? Po to, że my mamy być czyści. My mamy być największymi autorytetami. A to, co było, to jest zło – trzeba je wyczyścić. Na tym opierał się bolszewizm. Też chciał wyhodować nowe elity. Nowego człowieka. A ci starzy, przedwojenni to źli. Jak na to patrzę to jest to samo. Dla mnie te metody są bolszewickie. Bo to już było.

A obecnie w dobie wolności słowa, wolnych mediów można mówić o cenzurze? Czy są pewne tematy, osoby, rzeczy, o których dziennikarz nie powinien pisać?

Nie no, nie ma żadnej cenzury. To bardziej wynika z ludzkich skłonności. Spodobać się szefowi. Bo jak człowiek się szefowi nie spodoba, to wynagrodzenia nie dostanie. Będzie poza układem. Skazany na samotność. Jawnej cenzury nie ma. Bynajmniej ja się z nią nie zetknęłam.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.