Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

14551 miejsce

"Czasem dobro jest ukryte nawet w pozornie złej postaci". Wywiad z bezdomnym z Poznania

"To my ziemi naszej sól. Z brudnych dzielnic i zapadłych dziur. To ulica naszą matką złą. Sami w sobie mamy własny dom" – Proletaryat.

Zdjęcie ilustracyjne / Fot. By Downtowngal (Own work) [CC-BY-SA-3.0 (http://creativecommons.org/licenses/by-sa/3.0)], via Wikimedia CommonsJest słoneczne sobotnie popołudnie. Czekam na pociąg z Poznania do Torunia. Moją uwagę zwrócili siedzący na Starym dworcu bezdomni, a konkretniej jeden z nich, który kompletnie swoim wyglądem (i jak się później okazało, interesującą oraz wzruszającą rozmową) nie pasuje do stereotypu bezdomnego, którego nazywa się pasożytem współczesnego społeczeństwa. Przedstawił się jako Marecki i zgodził się na wywiad, ponieważ jak stwierdził „będzie to dla mnie niecodzienne doświadczenie”. Żeby nie czuł się speszony oficjalną formą rozmowy, podaliśmy sobie dłonie i przeszliśmy na Ty.

Ile masz lat?
M: 56.

Jak długo jesteś bezdomny?
M: 6 lat.

Mógłbyś opowiedzieć jak to się stało, że obecnie żyjesz w ten sposób?
M: W 2008 r. zmarła mi żona. Miała raka. Nie mieliśmy dzieci. Przez całe swoje życie miałem tylko Ją, a jedyne co mi po niej zostało to nasze wspólne mieszkanie. Gdy wróciłem do domu po pogrzebie nie mogłem znaleźć dla siebie miejsca. Cholernie brakowało mi poczucia jej obecności. Gdy zmarła zacząłem czuć się obco w miejscu, które bardzo dobrze znam. Pamiętam doskonale jak na stypie jej rodzina mówiła mi, że gdybym potrzebował jakiejkolwiek pomocy to mam bez wahania dzwonić. Nie zadzwoniłem do nikogo. Nie brakowało mi wtedy niczego, tylko Jej. Gdyby ktoś złożył mi ofertę: oddaj mi wszystko co masz, a ja w zamian za to przywrócę do życia Twoją żonę – zadzwonił bym. Jednak takiej propozycji nie było. Nie byliśmy z żoną biedni, ani bogaci. Żyliśmy jak zwyczajni ludzie z dnia na dzień. Ale bez niej moje życie straciło sens. Nie mogłem zasnąć w naszym wspólnym łóżku, wiedząc, że rano obudzę się bez niej. Przewracałem się z boku na bok, aż wreszcie wstałem, wziąłem portfel, wyszedłem kupić wódkę i po prostu tam nie wróciłem.

Chcesz mi powiedzieć, że nie wróciłeś do domu przez 6 lat nawet na moment? Żeby chociaż zabrać jakieś rzeczy lub cokolwiek innego?
M: Tak. Nie wziąłem ze sobą nawet kluczy. Mieszkanie zostawiłem otwarte. Jedyne co miałem i mam do dziś to wspomnienia, które noszę ze sobą w sercu.

Żałowałeś później swojej decyzji?
M: Nigdy.

No dobrze. Wyszedłeś kupić wódkę i co dalej? Chyba tak od razu nie przyszedłeś siedzieć na PKP?
M: Oczywiście, że nie (śmiech). Kupiłem wódkę w nocnym, odkręciłem ją zaraz po wyjściu ze sklepu, usiadłem na murku, zacząłem płakać i pić, aż w końcu zasnąłem. Nigdy nie zapomnę tej nocy. Obudziłem się koło 5 gdy na dworze zaczynało się robić zimno. Po obudzeniu, jak codziennie rano kupiłem sobie gazetę. Znalazłem w niej ogłoszenie, o pracę z zakwaterowaniem, wyżywieniem i dniówką 50 zł. Było to coś dla mnie. Praca poza Poznaniem. Zadzwoniłem pod podany numer od pana ze sklepu i już za godzinę przyjechał po mnie pracodawca.

Co to byłą za praca?
M: Robota przy strusiach. Oprzątanie ich i dopuszczanie do siebie, żeby się rozmnażały.

Byłeś z niej zadowolony?
M: To był jeden z lepszych okresów w moim życiu! Wstawałem o 6, zaczynałem porządki i pielęgnację zwierząt. Uwielbiałem podziwiać strusie pióra. Każde z nich było inne. Zupełnie tak, jak pojedyncze płatki śniegu. Po pracy wracałem do pokoju, gdzie miałem telewizor, kuchnie i w ogóle wszystko. Z szefem umówiłem się, że wypłatę będę miał codziennie. Więc każdego dnia za to 50 zl kupowałem sobie wódkę. Jednak po 3 miesiącach skończył się okres godowy i zostałem bez pracy.

Nie chciałeś po tym doświadczeniu wrócić do domu?
M: Nawet o tym nie myślałem. Po skończeniu tej pracy, za ostatnie pieniądze poszedłem kupić wódkę do tego samego monopolowego. Pod sklepem stała wtedy grupka ludzi takich jak obecnie ja i poprosili mnie o drobne na piwo. Dałem im i zacząłem z nimi rozmawiać. Okazało się, ze są bezdomni. Mają jednak swoje miejsce do spania – mieszczący się na Chwaliszewie stary pustostan. Rozmawialiśmy tak jak to się rozmawia przy piciu, zabrali mnie do ‘siebie’ i ‘mieszkałem’ z nimi do zimy.

A zimą?
M: Dla nas – bezdomnych, zima jest ciężkim czasem. Można oczywiście koczować na jakimś pustostanie, ogrzewać się alkoholem i wszystkim co nadaje się do spalenia, ale to nie było dla mnie. Na okres zimowy udaję się do Noclegowni MARKOT-u na Borówkach.

Jak wyglądało życie na tym pustostanie?
M: Z kim przestajesz – takim się stajesz. Popadłem w alkoholizm. Było nas 4 chłopa. Wstawaliśmy wcześnie, bo zazwyczaj wszystkich budziła delira. No i na tej trzęsawie wychodziło się na miasto, żeby zmotać jakieś klepaki i się napić. Rzadko kiedy prosiłem o pieniądze ludzi. To niebywałe ile telefonów ludzie gubią i ile cennych rzeczy można znaleźć na ulicy lub na śmietnikach. Wiadome jest, że każdy z nas zbierał wszystko co można opchnąć na złomie. Jednak ludzie wyrzucają dużo więcej cennych rzeczy niż ktokolwiek mógłby przypuszczać. Znajdywałem książki, dziecięce zabawki, a nawet porządne ubrania. Na początku wracałem na swój materac, czytałem książki i rozwiązywałem krzyżówki. Popołudniu lub wieczorem (zależy jak się komu udało) wracała reszta. Zalani w sztok. Mieliśmy jedno pomieszczenie z 4 materacami, w którym spaliśmy i inne, w których się załatwiało. Z czasem panujący tam smród stał się dla mnie nie do wytrzymania. Nie mogłem się też skupić na żadnej książce. Więc zacząłem chodzić z nimi i po całym dniu zbierania miałem co najmniej na litra dla siebie (mowa o denaturacie) i to mi wystarczało.

Dlaczego po zimie nie wróciłeś na Chwaliszewo?
M: Nadal mam swoją godność. Nie odpowiadały mi panujące tam zasady, a raczej ich brak. Wieczne podkradanie sobie drobnych, czy petów z których wykruszamy sobie tytoń do palenia przez lufkę. Może jestem bezdomny, ale nadal mam wybór. Teraz może nawet większy.

A dziś? Jak obecnie wygląda Twój dzień? Szczerze mówiąc jesteś bardzo zadbany i nie wyglądasz na bezdomnego.

M: Miło mi to słyszeć. Dziś spałem jak król. Znalazłem na śmietniku chyba 4 pierzyny. Zawinąłem się w nie i bardzo porządnie wyspałem. Co dziennie po obudzeniu idę się umyć na jakąś stację benzynową, albo do galerii handlowej. Później idę się popsikać perfumem do jakiegoś sklepu kosmetycznego i zaczynam myśleć o śniadaniu. Jeśli jestem trzeźwy można do godziny 15 zjeść ciepły obiad na Borówkach. Ale na śmietnikach za Biedronkami znajduje się czasami tyle jedzenia, że nawet nie chce mi się ruszać. Mam kartę stałego klienta IKEI, dlatego mogę sobie zjeść darmowego hot-doga lub napić się kawy. Można iść do KFC, wyjąć kubek ze śmietnika i skorzystać z dolewki, zbierać czerstwe pieczywo z piekarni i takie tam. Popołudniami albo wieczorem sprzątam czasem na dworcach za co dostaje kasę, na picie.

Czyli można zachować jakiś poziom, nawet jeśli się żyje na marginesie społecznym?
M: Jeśli tylko chcesz żyć jak człowiek, a nie jak zwierzę – to można.

A czy od kiedy jesteś bezdomny przydarzył ci się jakiś dzień, który będziesz szczególnie miło wspominać?
M: Tak. Kiedyś, poprosiłem jakiegoś biznesmena z teczką i w pięknym garniturze o papierosa. Dał mi i zapytał czy nie jestem bezdomny. Rozmawialiśmy chwilę, zabrał mnie do sklepu. Kupił mi 2 siatki jedzenia. Nie tam jakiegoś taniego smalcu. Tylko drogie szynki, kiełbasy i rzeczy, na które bym nawet nie spojrzał. Przy kasie zapytał mnie „ Jakie palisz papierosy?” ze wstydem pokazałem mu garść pozbieranych kiepów. A on kupił mi 2 paczki Marlboro. Wzruszyłem się i popłakałem. Po wyjściu ze sklepu dziękowałem mu chyba z 10 minut. Mimo, że się opierałem dał mi jeszcze 100 zł.

Co zrobiłeś z tymi pieniędzmi?

M: Przepiłem. Ale powiedziałem, że tak zrobię. Obiecałem jednak, że podzielę się z innymi otrzymanym jedzeniem i kupionym alkoholem – i dotrzymałem słowa. To był cudowny dzień. Nie tylko dla mnie.

Czyli można jeszcze spotkać dobrych ludzi?
M: Oczywiście. Czasem dobro jest ukryte nawet w pozornie złej postaci.

Jesteś bardzo nietypowy. Dziękuję za rozmowę.
M: Ja również. Nie pamiętam kiedy ostatnio miałem okazję opowiedzieć komuś swoje wspomnienia.

Mam jeszcze jedną, dosyć dziwną prośbę - wpisałbyś mi się do pamiętnika?
M: Z przyjemnością. Oto co wpisał: „ Każde słowo ma moc tworzenia tego co piękne lub złe. Można mieć niewiele. Drewniane krzesło, dzienny stół, ale można być szczęśliwym. Nie wkładaj fałszywej maski. Bądź sobą. Bądź człowiek. Dla Asi, Ireneusz Marecki ”

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (9):

Sortuj komentarze:

Pisząc o "bezdomności" wypada wiedzieć, o czym się pisze.
Znając przynajmniej definicję prawną.

Nie wdając się w zbędne szczegóły mamy z nią do czynienia wtedy, gdy:
- nie mieszka i niezameldowany na stałe.
- nie mieszka i zameldowany na stałe, przy braku możliwości zamieszkania.

W opisanej sytuacji jest duże prawdopodobieństwo, że bohater nie spełnia kryteriów w ogóle, a już na pewno nie od 6 lat.


Oceniając w innych kategoriach, można zauważyć, że są bezdomni, którzy nie mają wyboru w naszej i swojej ocenie oraz ci, którzy nie mają wyboru w ocenie własnej, choć mają w ocenie naszej.
Tu mamy sytuację, gdy ktoś sam twierdzi, że ma wybór, co IMO powinno dać do myślenia wzruszającym się ....

P.S.
Rzecz jasna możliwa jest fikcja literacka, ale według mnie nic nie stoi na przeszkodzie, aby potraktować sprawę jak rzeczywistą. Problem bezdomności jest problemem rzeczywistym i poważnym...

Komentarz został ukrytyrozwiń

nic mu nie dałam. skończyłam rozmowę i poszłam na swój pociąg. nie sadze ze chodziło mu o to, ze to biznesmen jest złą postacią tylko o niego samego. poza tym dopiero teraz czytając poniższe komentarze zastanawiam się nad jego prawdomównością, a siedząc w pociągu do Torunia z tym oto wywiadem - byłam cała w skowronkach ;) oczywiście domyślam się, że jest alkoholikiem i mógł co nieco ubarwić, ale nie widzę powodów, żeby każde jego słowo brać za kłamstwo, bo czy to się wam podoba czy nie to jest taki sam człowiek jak my. i nie byłabym taka pewna czy jego historia jest tak całkowicie nierealna (no bo po co miałby mnie kłamać?), w naszej rzeczywistości zdarzają się czasem dziwne sploty akcji i nierealnych wydarzeń.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Na co ludzie pozwolą, na to starczy władzy.

Komentarz został ukrytyrozwiń

...wyszedłem kupić wódkę...Więc każdego dnia za to 50 zl kupowałem sobie wódkę...Po skończeniu tej pracy, za ostatnie pieniądze poszedłem kupić wódkę... Z kim przestajesz – takim się stajesz. Popadłem w alkoholizm.... Kupił mi 2 siatki jedzenia...Mimo, że się opierałem dał mi jeszcze 100 zł....przepiłem...Czasem dobro jest ukryte nawet w pozornie złej postaci....

rozumiem, że przed spotkaniem z grupą nie był alkoholikiem (hahaha) oraz, że "biznesmen w pięknym garniturze" to "pozornie zła postać"!

"Jednak po 3 miesiącach skończył się okres godowy i zostałem bez pracy...."

- czy strusie wymagają "oprzątania" tylko w okresie godowym, czy może "okres godowy" się skończył, bo pracodawca stracił cierpliwość dla ochlaptusa?

Szanowna Autorko - czy tej łajzie za opowiadanie andronów dała Pani banknocik na przelew? :))))

Komentarz został ukrytyrozwiń

Taka ckliwa literacka historyjka, których nie brakuje od wieluset lat... Sienkiewicz, Konopnicka, Prus i setki innych.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Zaś moja główna uwaga do tego wywiadu... Przeżyłem podobne wydarzenie w swoim życiu. Nie kupiłem sobie wódki na pociechę. Nie poszłem sobie precz z domu. Nie wychwalam życia polegającego na zbieraniu na śmietnikach - coraz częściej zamkniętych na cztery spusty, aby doprowadzić szybciej do marnego końca "tuptusiów", który i tak nadchodzi. Najczęściej z powodu wypicia alhoholu metylowego, sprzedawanego im na melinach, albo z powodu pobicia przez kolesiów z tej samej "profesji", którzy nie przebaczają złodziejom ich rzeczy i pieniędzy. Podniosłem wysoko sztandar tego, w co wierzę.

Bezdomni i trwale bezrobotni to tylko taki margines, niegodny uwagi, czy najgorsze skrzeczenie naszej rzekomo wzorowo demokratycznej i arcykatolickiej rzeczywistości? Odpowiedź na to pytanie wykaże kto jest człowiekiem sumienia, a kto pożałowania godnym kołtunem. Prze analogię do słynnego powiedzonka ś. p. Jana Józefa Lipskiego, że kto za młodu nie jest choć trochę socjalistą, ten na starość...

Komentarz został ukrytyrozwiń

szczerze mówiąc nie znam się na strusiach ; ) opisałam tylko wiernie t,o co mi ten człowiek opowiadał. zakładając, że mnie nie okłamywał. ale oczywiście tego nigdy nie można być pewnym.

Komentarz został ukrytyrozwiń

no, mnie też zgrzyta piasek...nie tylko ten na strusiowej głowie... ;))
Nie wiem kim jest, a właściwie kim był, rozmówca autorki, mógłby być literatem...
Widziałam kiedyś reportaż, albo film o tym jak bezdomny wpadł pod samochód. Kierowca- szuka śladów swojej ofiary, kim był i skąd pochodził. Wiele elementów jest tu podobnych...

Komentarz został ukrytyrozwiń

No to mamy klops, a raczej coś tu brzydko pachnie.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.