Pozycja materiału w rankingach:
Aleksander Barański (Biblijne Towarzystwo Kreacjonistyczne) w wywiadzie dla Wiadomości24.pl opowiada o celach konferencji oraz różnicach między kreacjonizmem i ewolucjonizmem.
Zobacz także:
Artykuły
(27)
Galerie
(0)
Średnia ocen
(3.94)
Miejscowość: Gdańsk | Kraj: Polska
O mnie: Piszę dla nazywania rzeczy, które być może bez nazwy umknęłyby, a wtedy zapewne byłoby ich szkoda. Gubię parasolki, znajduję latawce. Na co dzień urzęduję na swoim blogu www.anna-ychtis.blogspot.com.
Ostatnie artykuły autora:
Sortuj komentarze:
Autor usunął profil 18.10.2009 23:07
To takie proste, patrz tylko pod nogi nie w chmury....
Autor usunął profil 18.10.2009 23:17
To wina takiego właśnie artysty, który nie potrafi uskrzydlić
Dziwisz się potem że są potknięcia
To już wolę te chmury, lecz dla ciebie to za trudne, wiem
BARBARA Romer Kukulska 19.10.2009 10:00
Jestem pod wrażeniem komentarzy Grzśka-powójnego, albowiem ewloucja ewolucją. TRudno ją kwestionować , byłoby wprost śmieszotą. Nie jest sprawą przypadku, że Tu i Teraz ( bo cóż to za czas istnienia życia , wobec czasu wszechświata) akurat na Ziemi powstało życie, Piszą to otwarcie fizycy i astrofizycy i filozofowie.. Biolodzy i mikrobiolodzy są darwinistami, to oczywiste, jednak też początek życia nie jest dla nich przypadkiem ani zbiegiem okoliczności. Dla mnie też nie.
I to tyle.
Adam Łyskawa 11.11.2009 17:34
Część z tego co Grzesiek Grzesiek pisze ma sens. Dla mnie tłumaczenie czegoś przypadkiem jest tłumaczeniem niezrozumienia tematu. A przecież nie ma w tym nic wstydliwego. Śmieszy mnie, kiedy danej sprawy (pochodzenia informacji zawartej w genach) nie da się jeszcze wyjaśnić - tłumaczenie tego przypadkiem, nazywanie tego wytłumaczeniem naukowym i fanatyczne zacietrzewienie w nazywaniu tego faktem naukowym. (Do tego jeszcze obrażanie ludzi, którzy mają odwagę się nie zgadzać.) Będą się z tego jeszcze naukowcy kiedyś śmiać lub kiwać z politowaniem głową. Z drugiej strony - tłumaczenie takich rzeczy Bogiem czy Biblią jest także niepoważne. Ludzie też od zarania dziejów uwielbiali tłumaczyć wszystko czego nie rozumieli działaniem "sił wyższych". Z czasem i rozwojem nauki tych niezrozumiałych zjawisk jest coraz mniej - więc w kierunku nich naturalnie przesuwa się zainteresowanie wierzących.
Nie jestem ateistą, ale jestem zdeklarowanym przeciwnikiem jakiegokolwiek mieszania nauki z religią. Religie, filozofie czy nawet światopoglądy - są ludziom potrzebne, nawet najświatlejszym. Ale w nauce nie mają zastosowania. Grzesiek Grzesiek pisze o rozdzieleniu rozpatrywania nośnika i samej informacji. To ważna rzecz i jak do tej pory faktycznie traktowana w nauce po macoszemu. Z drugiej strony, można to rozpatrywać także bez mieszania do tego jakiejkolwiek religii. I to wcale nie dlatego, żeby dyskryminować wiarę, "pozbywać się Boga" czy czegoś w tym stylu. Wiara wiarą, nauka nauką. Czy Bóg stworzył świat, czy stworzyli go kosmici, czy może powstał on w jeszcze inny sposób - niezależnie od tego nauka zajmuje się poznawaniem, jak to wszystko działa. Założenia celowości nie są do tego konieczne ani nawet potrzebne. Czy czytelnikowi książki jest niezbędna wiedza, po co, pod wpływem czego, dla kogo i w jak umeblowanym pokoju autor pisał książkę? Owszem, może być to fajnym dodatkiem, ale treść jest treścią. Dla mnie próby porywania się na rozgryzanie "w jakim celu jest wszechświat i po co jest DNA" są z góry skazane na niepowodzenie. To tak jakbyśmy chcieli, dysponując tylko samą treścią powieści - wywnioskować kim jest autor, gdzie pisał powieść i jak miał umeblowany pokój. Możemy tylko zgadywać. A tego nauką nazwać się nie da. Ktoś się nie zgodzi?