Facebook Google+ Twitter

Czego nie zabrania prawo, zabrania policja

  • Autor usunął profil

  • Data dodania: 2009-01-07 22:28

Mówi się że prawo nie działa wstecz. To prawda, jednak patrząc na działania policji w stosunku do sklepów "dopalacze" należy sobie zadać pytanie - dlaczego prawo, które jeszcze nie istnieje, już obowiązuje?

Sklep z tzw. dopalaczami w Gorzowie Wielkopolskim, 7 bm. Ministerstwo Finansów poinformowało, że rozpoczęto kontrole we wszystkich sklepach stacjonarnych działających pod szyldem dopalacze.com. Kontrolę koordynują urzędy kontroli skarbowej w całym kraju. / Fot. PAP/Lech MuszyńskiCzwartkowa "Gazeta Wyborcza" podała, że policjanci wspólnie z celnikami zrobili nalot na wszystkie sklepy w Polsce, które zajmują się sprzedażą legalnych środków działających podobnie do narkotyków. Mieli do tego prawo i nie ma żadnych wątpliwości. Jednak podany powód akcji może niektórym przedsiębiorcom zmrozić krew w żyłach. Jak czytamy w "Wyborczej": "Funkcjonariusze przyznają, że celem akcji jest uniemożliwienie funkcjonowania tego typu sklepów do czasu wejścia w życie nowelizacji ustawy o narkomanii, delegalizującej sprzedawany tam towar."

Wyobraźmy sobie teraz, że jakiś poseł na Sejm zaczyna pracować nad ustawą o delegalizacji sklepów monopolowych. Na wieść o tym policja wchodzi do wszystkich miejsc sprzedaży trunków i przeprowadza kontrole; po to, by uniemożliwić sprzedaż alkoholu do czasu, aż Sejm ustawę uchwali.

Ustawa zaczyna obowiązywać w momencie opublikowania jej w "Dzienniku Ustaw". Więc na jakiej podstawie policja uniemożliwia prowadzenie działalności gospodarczej?

Sklep z "dopalaczami" owiany jest złą sławą wśród przeciwników substancji odurzających. Jednak to, czy ktoś bierze te środki jest jego prywatną sprawą i powinien mieć do tego całkowite prawo. Podobnie jest z alkoholem i papierosami - wszak uzależniają tak samo jak narkotyki. Picie piwa, wina czy wódki w większej ilości powoduje dokładnie taki sam skutek jak zapalenie marihuany czy jej legalnego odpowiednika. Człowiek czuje się odurzony.

Dlaczego jedne "narkotyki" są i mogą być legalne a drugie już nie? Rząd zamiast nakładać sankcje, powinien nałożyć akcyzę na dopalacze, a w szkołach edukować od najmłodszych lat jakie skutki niesie za sobą spożywanie alkoholu, palenie papierosów czy zażywanie narkotyków.

CZYTAJ TAKŻE:
Nalot na łódzkie sklepy z dopalaczami

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (9):

Sortuj komentarze:

@ archie_

Nie wiem jak prawo reguluje udział policji w akcji celników ( albo odwrotnie bądź rozdzielnie - bez znaczenia), domniemywam jednak, że nie działali bez podstaw prawnych ( już zrobiłby się potężny szum, gdyby tak było). Cała reszta, to niepotwierdzone przez nikogo oficjalnie "rewelacje" Gazety. Naprawdę trudno mi przyjąć, że ktoś mógłby liczyć na to, że doprowadzi do zamknięcia legalnie działające sklepy do czasów wejścia w życie jakiejś hipotetycznej ustawy nie będącej jeszcze w połowie procesu legislacyjnego. Wolę trzymać się wersji, że chodziło o zgodność towarów sprzedawanych z deklarowanymi itd itp... Sklepy jak wiemy dziś już działają, a więc przynajmniej "na pierwszy rzut oka" nie stwierdzono nieprawidłowości. Czasy już zresztą nie te, kiedy działania bezprawne służb celnych, podatkowych itp, uchodzą im na sucho. I jeśli tak było w tym przypadku, mam nadzieję, że poszkodowani się upomną o swoje prawa, a winni poniosą odpowiedzialność.

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 08.01.2009 22:15

Co do akapitu 1. to chodziło mi że mieli prawo do kontroli legalności.
Co do akapitu 2. to miałem na myśli że zarówno wódka jak i narkotyki szkodzą zdrowiu.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Drogi autorze - bardzo dobry tekst. Zgadzam się z większością tez. Ale dwie uwagi...

Czemu uważasz, że policja miała do tej akcji prawo? Ja uważam, że nie miała. Jeśli jest luka w prawie, to naprawia się prawo, a nie wysyła celników, urzędników skarbowych i policję. Czemu? Bo nie wiem czemu, ale ciągle żywa jest we mnie obawa, że dziś w imię "wyższych racji" zablokujemy pracę sklepów z dopalaczami, a kiedyś ktoś spróbuje zablokować pracę np. redakcji prasowych nie dość głośno zachwycających się krawatem np. premiera. Albo nie wpuści na stadion kibiców legalnie wybierających się na mecz swojej drużyny. Po to jest prawo, aby regulowało życie społeczne. A policja ma to prawo wykonywać, a nie tworzyć fakty dokonane. Wiem, że to przykłady dość odległe od siebie sprawy, ale nie akceptuję metod z "pogranicza terroru policyjno-skarbowego".

I druga uwaga - czy uważasz, że picie wódki powoduje takie same skutki jak palenie "skręta". Nie zgadzam się - picie w nadmiarze wódki jest wielokrotnie gorsze. Nie słyszałem, aby ktoś "zapalił się maryśką na śmierć", a o "zapitych na śmierć" słychać każdego niemal dnia (tzw. ofiary mrozów, to w 80 proc. ofiary alkoholu). O tym jaki jest zakres patologii poalkoholowych - przemoc domowa, ubóstwo rodzin, choroby wszelakiego rodzaju - a jaki jest zakres kłopotów po skrętach lub dopalaczach? Walczmy z wielkimi problemami, a nie z tymi, które się wielkie wydają...

z pozdrowieniami

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 08.01.2009 15:52

Marton według prawa dopalacze to nie narkotyki

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 08.01.2009 13:09

Żenada, blokowanie sprzedaży.
Prezerwatywy niedługo będą na czarnej liście afrodyzjaków.
Chcesz palić pal, chcesz pić pij, blokada ma coś zlikwidować? Oczywiście, jakąkolwiek kontrole i zyski z podatków. Następni idioci wiedzą lepiej co mamy robić.
Oczywiście plus.

Komentarz został ukrytyrozwiń

"Podobnie jest z alkoholem i papierosami - wszak uzależniają tak samo jak narkotyki."

Abstrahując od tego, czy to prawda (a najprawdopodobniej nie), to jest jedna, acz zasadnicza różnica - sprzedaży alkoholu czy papierosów prawo nie zabrania, a narkotyków tak, więc porównanie zupełnie nietrafione.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dzięki za link - nie mogłam zlokalizować. Może warto umieścić w tekście? Swoją opinię budowałam na tym, co pisały inne media - że kontrola będzie incydentalna i nieuciążliwa, a tylko Wyborcza nazywa ją uniemożliwiającą działania. Co nie zmienia faktu, że jeśli kontrole takie są normalną procedurą, to nie można mówić o łamaniu prawa. Nieczęsto można legalnie sprzedawać "zakazany" towar, więc to jest precedensowa sprawa.Artykuł kończy zapowiedź kolejnych materiałów, więc trzeba czekać i obserwować :)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Aniu, chodzi o to:

"Oficjalnym celem akcji, która objęła ok. 40 sklepów całym kraju należących do firm dopalacze.com i smileshop jest szczegółowa kontrola sklepów pod kątem legalności pochodzenia sprzedawanego tam towaru, zgodności dokumentów celnych z asortymentem, ilości towaru na półkach i w magazynie w stosunku do towaru w dokumentacji. (...)

Naprawdę chodzi o faktyczne uniemożliwienie funkcjonowania tych sklepów do czasu wejścia w życie nowelizacji ustawy o narkomanii, delegalizującej sprzedawany tam towar. - Sklepy zostaną zamknięte i spisany z natury będzie znajdujący się w nich towar. Nie wiemy jak długo to potrwa ani jakie będą wyniki kontroli - mówi "Gazecie" urzędnik Ministerstwa Finansów, znający szczegóły akcji. Oficjalnie ministerstwo nie przyznaje, jaki jest główny cel akcji." (http://wyborcza.pl/1,75248,6131123,Wielka_akcja_przeciwko_dopalaczom.html)

Sklepy są wiec zamknięte na czas tej szczegółowej kontroli.

Plus dla Kamila za zwrócenie uwagi na kontrowersyjne metody blokowania - na razie wciąż legalnej - działalności sklepów z dopalaczami.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Troche tu nieścisłości jest...

Cytując za tvn24:

"Według "Gazety Wyborczej" kontrola ma pomóc ministerstwu finansów uniemożliwić sklepom z dopalaczami funkcjonowanie do czasu wejścia w życie nowelizacji ustawy o narkomanii."

Jest gdzieś dostępna wypowiedź konkretnego funkcjonariusza, który mówi "tak, robimy to by uniemożliwić działanie sklepów"? Albo może informacja bezpośrednio od policji? Bo to jest kluczowe, czy opinie taka pochodzi od Wyborczej, czy faktycznie od policjantów

Dalej za tvn24:

"- Celnicy badają legalność pochodzenia sprzedawanych towarów, a urzędnicy kontroli skarbowej - czy został zapłacony podatek dochodowy i VAT. To kontrola jak każda inna" – twierdzi rzeczniczka ministerstwa finansów Magdalena Kobos.

Co za tym idzie, tytuł jest nieadekwatny - bo prowadzenie sklepów tego typu i sprzedaż takich artykułów będzia zakazana, ale obecnie nie jest i nikt tego nie neguje. Żaden policjant czy celnik nie konfiskuje towaru czy nie rygluje drzwi. Czemu więc piszesz: "policja uniemożliwia prowadzenie działalności gospodarczej"?

Dalej podobnie:

"Na wieść o tym policja wchodzi do wszystkich miejsc sprzedaży trunków i przeprowadza kontrole; po to, by uniemożliwić sprzedaż alkoholu do czasu, aż Sejm ustawę uchwali."

Kontrola nie trwa pół roku i nie powoduje zatrzymania sprzedaży, więc jak niby miałoby to wpływać? Z kontrolą nie łączą się przecież żadne negatywne konsekwencje - no chyba, że okaże się np, że towar pochodzi z nielegalnych źródeł.

A ustawa wejdzie w życie pewnie po 14 dniach od ogłoszenia w Dzienniku Ustaw.

" Picie piwa, wina czy wódki w większej ilości powoduje dokładnie taki sam skutek jak zapalenie marihuany czy jej legalnego odpowiednika."

Mocno bym polemizowała, ale każdy ma prawo do własnego zdania :)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.