Facebook Google+ Twitter

Czego Polsce brakuje najbardziej?

Jeśli słyszysz, że masz rację, ale nic nie można zrobić w tej sprawie, to czujesz się jakbyś nie był u siebie

Piekne, bo nasze / Fot. Tadeusz WojewódzkiCzego Polsce brakuje najbardziej?

Wielu odpowie, że pieniędzy.
Pieniądze są, jak paliwo do baka. Wystarcza go tylko wtedy, kiedy nie jeździsz. Ale żyć i nie wydawać? Życie „na krzywy ryj” wymaga dzisiaj takich samych zabiegów, jak praca i niesie ze sobą porównywalny stres. Rozmowy o pieniądzach niewiele wnoszą - jeśli prowadzą je normalni ludzie. Ci mniej normalni rozmawiają o biznesie. I z takich rozmów rodzą się pieniądze.

Wniosek z tego taki, że jeśli jesteś biedny, to nie gadaj o pieniądzach, tylko o biznesie. Pożytek z tego – dla kasy –zazwyczaj żaden, ale zauważysz przynajmniej co w zrobieniu biznesu najbardziej Ci przeszkadza. Pomimo tego, że masz pomysł, że jego trafność widzą inni, że można na tym zarabiać. Być może będzie to ten sam problem, ta sama przyczyna, która nie pozwala Ci zasnąć wieczorem kiedy tylko przypomnisz sobie, że rano idziesz do pracy? Ta sama, która pojawia się zawsze, ilekroć czegoś potrzebujesz od NICH – od podejmujących decyzje. A jaka to sytuacja?

Taka, że przyznają ci rację, ale nic nie będą mogli zrobić...

Specjalista od specjalisty, a więc urzędnik, adwokat, lekarz, pracodawca - każdy do kogo przyjdziesz z problemem – różni się jeden od drugiego tym, że przyznając ci rację poda swoje, specjalistyczne argumenty na rzecz tego, że: nic nie może. Poseł, który uchwala ustawy – ponarzeka na ustawy. Lekarz na system leczenia. Urzędnik – na przepisy. Policjant na to, że ma związane ręce. Tu głupie prawo, tam korupcja – „od kaprala po generała”, tu znów rządzi kasa, a tutaj cichy układ samych swoich, a jeszcze gdzie indziej – świat tylko dla VIP –ów czyli ludzi, a nie ludków, więc nie dla ciebie.
I znów to samo:
„Masz rację, ale nic na to nie poradzimy”.

Kiedyś człowiek chociaż wiedział komu w mordę dać i wiadomo było, że to komuna. Dzisiaj takiej pewności brak. Miejsce wspólnego wroga, którego obecność kiedyś nas jednoczyła zajmuje coraz powszechniej wróg nas wspólny, choć niewidzialny: bierność, atomizacja, skłócenie, wycofanie i świadomość najgorsza z możliwych – tego, że nie jesteśmy u siebie.

Bo być u siebie, to mieć wpływ rzeczywisty, namacalny, a nie tylko formalny -na to, jak jest i zamiast formuły „Masz rację, ale nic na to nie poradzimy”
-usłyszymy ”Masz rację –zmienimy to wspólnie – chodź z nami”.


Dlaczego tak nie jest i kto ponosi za to winę?
Jedni wskażą konkretną partię, inni konkretnych ludzi. Szkopuł w tym, że wymieniali się jedni i drudzy. I ciągle słychać było to samo: „masz rację, ale nic na to nie poradzimy”.
Mniej emocji, więcej myślenia: zastanówmy się wspólnie nad konkretnym przypadkiem j niemocy. Weźmy przykład pierwszy z brzegu: jest kolejka do okienka. Okienek kilka, ale wszędzie to samo. I są cwaniacy. Z różnych szkół: dżentelmeńskiej, chamskiej, ciężarnej, inwalidzie, babci i dziadka itd. Łączy ich jedno: „Ja tutaj stałem”. Szlag człowieka trafia. Nie będziesz się z takim bił. Zwracasz na problem uwagę pracującym w okienkach. Argumentujesz, że tracisz swój prywatny czas, a dodatkowo nerwy. Że jeśli już nic nie można zrobić z tym, żeby przyspieszyć, to chociaż żeby zrobili porządek z tym cwaniactwem. Co słyszysz?
Że masz racje, ale oni nic nie mogą zrobić. Że tacy są ludzie , a skoro są tacy kolejkowicze, to kto jest winien ? Kolejkowicze czy ci za okienkami?

Po raz tysięczny rozumiesz, że nic zrobić nie można i że masz rację, ale że z tego nic nie wynika.

Gdzie jest wina? Wina jest oczywiście po stronie tych za okienkami. Na czym ta wina polega? Na tym, że oni myślą inaczej niż my.

My myślimy o względnym komforcie. A oni mają ten komfort na niskim progu wartości. O tym, że tak myślą świadczy ich postępowanie. Nie robią nic dla poprawy naszego komfortu. Oni tak myślą – jako instytucja, jako organizacja. Takie myślenie wpisane jest w ich działanie. I nie ma znaczenia co opowiada na ten temat ich szefowa czy pracownicy, gdyż to są tylko deklaracje. A liczy się nie to, co organizacja deklaruje, a co respektuje.

Co się dzieje w organizacji, która respektuje taki sam system wartości, jak nasz? Gdzie komfort klienta jest najważniejszy? Taka organizacja zastanawia się problemem. Analizuje problem cwaniactwa. Myśli merytorycznie. Dochodzi do wniosku, że problem ten pojawia się zawsze ilekroć ludzi ustawiamy w kolejce. Potwierdzają to swoimi badaniami humaniści, utwierdza nas w tym zdrowy rozsądek. Wniosek jest jeden: nie wolno ustawiać ludzi w kolejce, trzeba znaleźć inne rozwiązanie organizacyjne. Oczywiście ktoś starej daty zaraz podpowiada, że najlepszy jest zeszyt kolejkowy i że taka metoda sprawdzała się w czasach PRL –u. Ale mamy lepszy pomysł: system numerkowy. Każdy bierze numerek, widzi na wyświetlaczu ile osób jest przed nim i wie co robić.

Co było potrzebne do tego, aby w tej organizacji poczuć się, jak u siebie? Pomyśleć o niej, jak o kimś bliskim w tym sensie, że myślącym o mnie, o moim komforcie?

Po pierwsze organizacja musiała przeanalizować swój system wartości. Pracujący tam ludzie musieli na samym szczycie piramidki wartości ustawić zadowolenie klienta – jako najważniejsze. Z takiej wartości uczynili cel swojego działania. I to był początek.

Po drugie musieli znaleźć najlepszą, merytorycznie optymalną ścieżkę realizacji tego celu. Takie proste?
Wcale nie.
Mogli wybrać ścieżkę wychowawczą i skoncentrować się na akcjach promujących kulturę kolejkowicza. Gdyby w zespole rozstrzygającym o wyborze omawianej ścieżki był ktoś amoralny, powiązany emocjonalnie z firmą reklamową to optowałby głośno za akcją reklamową i zamiast wydruku z numerem kolejki dostalibyśmy materiały reklamowe namawiające nas do kulturalnego zachowania się w kolejce.
Do głosu mogliby dojść związkowcy dbający o zatrudnienie i wówczas zamiast siedzieć wygodnie w fotelach, z numerkiem w garści - sterczelibyśmy w kolejkach pilnowani przez porządkowych powiązanych ze związkowcami więzami plemienności.
Mogła wreszcie odezwać się w organizacji opcja opozycyjna wobec pomysłodawców i skopać cały pomysł w prosty sposób: dziewczyny w okienkach przyjmowałyby każdy, najwcześniejszy numerek, a nie ten aktualnie wyświetlany. To uruchomiłoby odsprzedawanie starych numerków między „wtajemniczonymi” i cwaniactwo wróciłoby do łask.

Tak więc sama wspólnota wartości – to za mało. Musi być system gwarantujący wdrożenie optymalnego rozwiązania. Optymalnego ze względu na wybraną wartość i stan wiedzy o ścieżkach jej realizacji. To musi być standaryzowana procedura: jawna, transparentna, merytoryczna, pokazująca wszystkie „za i przeciw”. Łącząca w realizacji celów społecznych instytucje badawcze, przedsiębiorczość, organizacje społeczne i administrację.
I takiej właśnie formuły brakuje nam w tej chwili najbardziej.

Jak do tego dojść?

Właśnie idziemy.
Jeśli już zrozumieliśmy w czym rzecz, to przynajmniej nie damy się nabrać na plewy. I będziemy szukali sensownych rozwiązań.Razem! Wspólnie. Po to, żeby być u siebie...i wiedzieć nie tylko tyle, że mamy rację, ale że to się da zrobić.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (77):

Sortuj komentarze:

Dopóty, dopóki nie zaczniemy o niej mówić i wskazywać ją jako konieczną, wymaganą, ważną dla jakości życia - nie będzie jej wcale. Potrzeba atencji w relacji obywatel - władza /każdego szczebla/ jest tak potrzebna, jak podróżnikowi woda - na pustyni. Mówimy, że żyje się nam źle, a nie mówimy dlaczego.
Nauczono nas rozmowy o sprawach nieistotnych.
Odkręcajmy to.
Wspólnie.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Tadeuszu, ATENCJA jak najbardziej. Tylko jak ją upowszechnić, skoro ludzie ją posiadający, nie dopuszczani są do głosu ?

Komentarz został ukrytyrozwiń

Zgadza się.
Ale są rozwiązania proste, jak jako Kolumba. Konsekwentne ich promowanie, włączenie do procedur oceniających efekty pracy - może nie tyle zmienić system wartości, co zablokować niechciane zachowania.
To tak, jak z syndromem tłuka kolejowego. Jako menedżer nie marzę o tym, żeby zmienić system wartości realnie akceptowanych przez zespół. Analizuje problem: tłuk kolejkowy pojawia się wtedy, kiedy jest kolejka. Wobec tego tak organizuje prace, żeby nie było kolejki- wprowadzam system numerkowy.
Natomiast z relacjami międzyludzkimi sprawa ma się o tyle gorzej, że trzeba je budować na respektowaniu czegoś.
W moim przekonaniu - tym czymś jest ATENCJA.
Jedna reguła. I tej warto poświęcić tyle czasu, ile będzie wymagało jej zrozumienie, wpisanie w procedury itd.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Uzyskanie zgody na wspólny system wartości jest trudne nawet w małych społecznościach, takich jak nasze firmy. A w całym kraju? Organizacyjne sposoby na zablokowanie negatywnych zachowań powinny (mogą) jedynie wspierać systemy wartości, ale nie są w stanie wymusić ich przestrzegania. Zawsze znajdzie się coś, na co nie ma procedury i człowiek będzie musiał myśleć za siebie, podejmować własne decyzje.

Komentarz został ukrytyrozwiń

To dobrze, że są takie miejsca, gdzie mówi się o ważnych sprawach dla Polski. Jeśli można coś zrobić, żeby było lepiej, mądrzej, w naszej, być może szarej rzeczywistości, trzeba próbować. Społeczeństwo informacyjne, to społeczeństwo oparte na wiedzy.Nadzieję budzą pomysły takie, jak Pana Mateusza Jarosza (wcześniejsze komentarze). Z mojego punktu widzenia poezja i muzyka też mają wielką moc zmieniania i uwrażliwiania ludzi.Link z refleksją: http://www.youtube.com/watch?v=1XBY-tERRMU

Komentarz został ukrytyrozwiń

jest to miejsce publiczne.
Jak każde - ma swoja poetykę.
Nie tylko tabloidalną.
Posłuch - to jest to, co się słyszy?
W naszych ustach czasami brzmi jak zarzut kierowany do mówiącego, że nie słyszy go głuchy.
Sprawa głuchego.
A my róbmy swoje.
Taka zawsze była rola inteligencji polskiej.
Z roli. Nie znazwy czy majątku...
:)
Dzieki Bartku za głos

Komentarz został ukrytyrozwiń

Ale zagorzała dyskusja tu panuje. Tadeusz Twoje tezy są do gruntu słuszne ale czemu nie mają społecznego posłuchu. Mogę tylko przypuszczać że dlatego iż w każdym z nas jest kawałek KALEGO.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Przy okazji pragne zrwócić uwagę na problem, który pojawił się na Skype, a nie mógł tutaj ze wzgledu na donos jednego z wczesniejszych dyskautantów.
Chodzi o poziom problemu do którego zazwyczaj docieraja media.
Mowa tym razem była o traktowaniu tzw, stałych klientów przez znane polskie organizacje. Słusznie udowdniono, że wierni, stali klienci traktowani sa gorze niż nowi. I na tym zakończono komnetarz.
Tymcazsem dopiero tutaj zaczyna sie problem.
Dlaczego?
Dlatego, że taki sposób traktowania klientów jest przejawem obecności strategii właściwej dla organizacji nie planujacych długiego pobytu na rynku. Gdzie zadowolenie klienta nie jest wartoscia.
Jakie wnioski?

Komentarz został ukrytyrozwiń

Ważne sa priorytety.
Jeśli nie podoba mi się jakis proszek do prania, to piorę w nim koszulę i pokazuję jako dowód. Niech gada za siebie.
Jeśli sa ustalone zasady "mydło i powidło" i decyduję się mimo wszystko respektowac je w pewnym stopniu, to stosuje te reguły - do granić ich stosowalności - pokazując ich absurdalność.
Pierzmy swoje.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Przepraszam,
nie jestem fanką. Nie jestem zarejestrowany jako fanka.
Ale zapraszam Panie Andrzeju do rozmowy. Przy Pana poziomie bystrości i jasności umysłu może ona tylko zyskać. Szczerze.
A gadanie publiczne ma to do siebie, że lepiej publicznie niż na Skype.
Zawsze może odezwać się jakiś Andrzejek. I może coś rzeknie
:)
Sam Pan widzi, że to metoda na jakiegoś głoda
Na jakiego?
To okaże nasze wspólne pranie
:)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.