Facebook Google+ Twitter

Czego pragnie "Obywatel" Bratek?

Film „Obywatel” to dobry sposób na rozładowanie negatywnych emocji poprzez śmiech i okazja, by spojrzeć na nasz polski bigos z dystansu. Pod warunkiem, że potrafimy jeszcze śmiać się z samych siebie. Nawet jeśli jest to śmiech przez łzy.

 / Fot. KLWychodzę z kina po obejrzeniu filmu „Obywatel” i w drodze do domu, w jednym z dworcowych sklepików dostrzegam „Super Express”. Na okładce wielki, jak przystało na tabloid, tytuł: „Polacy mają dość Stuhrów”. Jeśli tego typu prasę, która bazuje na schlebianiu populistycznym gustom, brać za społeczny barometr, to już intuicyjnie można wyczuć, kogo ubodło to, co zobrazowali autorzy filmu. Ale czy faktycznie „Obywatel” to tylko satyra na Polskę bogoojczyźniano-pisowską? Z jej zatwardziałym katolicyzmem, coraz mniej wspólnego mającym z nauką Chrystusa, i z jej romantycznym etosem w wydaniu mickiewiczowskim. Owszem jej dostaje się najwięcej, zresztą słusznie, bo pomimo wielu innych wad jest przede wszystkim nachalna i mająca dużą skłonność do stygmatyzowania. Z pewnością nasza dzisiejsza „prawostronność” to obfity materiał do parodiowania. Ale trzeba zauważyć, że dostaje się też „Solidarności” i Polsce komunistycznej, właściwie krytyka obejmuje co najmniej 50 lat.

Po tych wszystkich przygodach z różnymi Polskami, również tą antysemicką, o której jeszcze do niedawna mało się mówiło, pozostaje tylko niesmak, zniechęcenie i chęć wyjazdu za granicę. Ale przede wszystkim pozostają zawiedzione nadzieje na – tylko i aż – normalność. Czyli to, czego pragnie i pragnął całe życie główny bohater filmu, Jan Bratek. Normalność, czyli nie romantyczne wymachiwanie szabelką, ale sensownie stworzone warunki do egzystencji w kraju, codzienna praca, dbałość o fragment przestrzeni – ulicę, osiedle, miasto, region; i szacunek do ludzi, nawet jeśli różnią się od nas. Bo nie wszyscy przecież musimy być tacy sami, by żyć obok siebie szczęśliwie i aby być Polakami.

Obserwując rozkwit sektora pozarządowego, ilość społecznych inicjatyw, ruchów miejskich, widocznych również w wyborach, coraz łatwiej można dostrzec, że wielu łaknie właśnie owej normalności. Jednocześnie mając dość bycia żonglowanymi przez innych, tak jak przedmiotem żonglerki był główny bohater filmu. Rośnie dzisiaj liczba tych, którzy biorą małe, ale i coraz większe sprawy w swoje ręce. I to jest jedyny słuszny kierunek, a zarazem szansa, że będzie normalnie.


Tego autora również:
Kot w butach Religi. Po premierze filmu "Bogowie"
Polska w krainie koszmarów. "Prześniona rewolucja" Andrzeja Ledera
Kapitał kontra klimat. Nowa książka Naomi Klein

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.