Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

50160 miejsce

Czego się boją klienci, czyli chaos w wielkim sklepie

Czasami warto się zastanowić, czy centra handlowe są lepsze od zwykłych osiedlowych sklepików. Może i w dużych sklepach jest taniej, ale czy wygodniej?

Hipermarket. Fot. Marek Kowal Express IlustrowanyW ostatnim czasie byłam na zakupach w jednym z dość często odwiedzanych centrów handlowych. Akurat była taka pora, że mnóstwo osób robiło zakupy. Trudno było znaleźć jakąś mało „zaludnioną” kasę. Stanęłam więc w kolejce do kasy, w której teoretycznie mogłoby się stać najkrócej, gdyby nie kilka szczegółów. Właśnie stojąc w tej kolejce utwierdziłam się w przekonaniu, że organizacja pracy w centrach handlowych pozostawia bardzo wiele do życzenia, a klienci są roztargnieni, niecierpliwi i często nazbyt nerwowi.

Na samym wstępie jakaś pani zaczęła awanturować się o 50 zł, które rzekomo miała jej wydać kasjerka. Przyszedł kierownik kas i przeliczył pieniądze znajdujące się w kasie, jak można się było spodziewać, wszystko się zgadzało. Następnie kasjerka pokazała wszystkie swoje kieszenie, w nich też nie było pieniędzy „poszkodowanej”. Klientka zaczęła się awanturować, lecz nic nie wskórała, musiała odejść z pustymi rękami. No może z nie zupełnie pustymi, trzymała jeszcze swoje zakupy....

Czy sklep okradł kobietę, czy też nie wie ona, ile nosi ze sobą pieniędzy? W tym przypadku postawię się po stronie sklepu. Rozhisteryzowana kobieta nie wiedziała dokładnie, czego chce. Nie miała pojęcia, gdzie się podziały jej pieniądze, uważała, że położyła je na ladzie, choć świadkowie uważali co innego. Całe zajście trwało około 15 minut, a lody, które trzymałam w koszyku zaczęły powoli zmieniać stan skupienia.

Klient przede mną kupił, a raczej miała zamiar kupić dwa proszki do prania. Gdy usłyszał kwotę, którą ma zapłacić, wyglądał na bardzo zdziwionego. Stwierdził, że cena naklejona na półce, była nieco inna i żądał wyjaśnienia, dlaczego ma płacić aż tyle. Kasjerka usiłowała dodzwonić się gdzieś, lecz okazało się to nie do końca skuteczne, kazała czekać. Mężczyzna nie miał ochoty na czekanie i po prostu odszedł od kasy.

Inny klient stojący w kolejce zaczął się denerwować, w końcu zostawił swoje zakupy przy kasie i również wyszedł z kolejki. Ponownie przyszedł kierownik kas i rozpoczął anulowanie paragonu mężczyzny od proszków do prania. Cena proszku nie zgadzała mu się o około 5 zł. Sytuacja trwała 10 min.

Na szczęście moje zakupy zostały policzone poprawnie, co chyba powinno być wielkim powodem do radości. O dziwo moje lody nadawały się jeszcze do zjedzenia, pomimo swojej nieco płynnej konsystencji.

Nie wiem, czy następnym klientom zdarzyły się podobne sytuacje, jak poprzednikom, ale jedno jest pewne, kasę numer 34 zapamiętam na długo. Pozwolę sobie skomentować organizację tego sklepu. Była delikatnie mówiąc mizerna. Na półkach wiszą jakieś ceny „z sufitu”, a przy kasie okazuje się, że faktyczna cena jest nieco odbiegająca od tej z półki. W centrach handlowych mają jakieś bardzo długo trwające procedury, dokładnie nie wiadomo czemu służące. Jedynie kasjerce nie możne było nic zarzucić. Cały czas zachowywała spokój, inna osoba już dawno wściekłaby się, a ona nie, widać, że była wykwalifikowana i starała się dogodzić klientom. Można by rzec, że tylko ona znała znaczenie powiedzenia: „klient, nasz pan”. Tylko ona.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (4):

Sortuj komentarze:

no napewno nie lepiej taniej tak ale lepiej nie bo mozna zostac uwięzionym przy kasie a inne niemaja jak tu wyjsc????

Komentarz został ukrytyrozwiń

Asiu, supermarket jest dla mnie ostatnim miejscem, do którego zachodzę. Jeśli na ok. pięćdziesiąt kas, czynne są cztery, a przed nimi tworzą się kolejki, to jest to dla mnie jasny sygnał, że nikomu z tego sklepu na mnie nie zależy! Dodam, że mieszkam w niedalekiej odległości od supermarketu dużej sieci, przez pierwszych parę lat korzystałam z zadowoleniem z jego usług, ale dzisiaj, podobnie jak Ty nie mam nerwów na takie "przyjemności". Pozdrawiam :)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Moim zdaniem artykuł tendencyjny. Nie widzę powodu, żeby na "celownik" brać supermarkety tylko dlatego, że to taki medialnie popularny "chłopiec do bicia". Wszystkie transakcje za wyjątkiem anulowania transakcji mogły równie dobrze mieć miejsce w sklepiku osiedlowym. Swoją drogą to może lepiej było pójść zupełnie w stronę "Fakt" lub "SE" i zdecydowanie uderzyć w supermarkety (centra handlowe odnosi się do innego typu sklepów). Dobry byłby tytuł: "Supermarkety poniżają klientów".

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 16.11.2006 22:15

Daję plusika :)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.