Facebook Google+ Twitter

Czekając na nietoperza...

...i przy okazji pozwalając przelecieć łabędziom. O tym czego w tym roku nie zobaczyliśmy (a powinnyśmy) i dlaczego ten artykuł nie znalazł się w dziale kultura.

 / Fot. http://commons.wikimedia.org/wiki/Image:Paris_Cine_13.jpgKino ma to do siebie, że poruszane przez nie problemy mówią nam o kondycji naszych czasów. Tak było na przykład w latach 40. we Włoszech, kiedy to neorealiści bez ogródek pokazywali wyniszczone wojną Włochy. Tak też było w latach 80. w Polsce, czego najlepszym przykładem jest ‘kino moralnego niepokoju’. Parafrazując Stendhala, kino zawsze było swego rodzaju zwierciadłem obnoszącym się po tym świecie. Ale co jeśli ludzie nie mają się w czym przeglądać?

Moje pytanie bierze się z faktu, że w tym roku polską publiczność ominęły premiery przynajmniej dwóch Plakat "I'm not there" / Fot. Materiały ogólnodostępnewartościowych filmów: „The Visitor” oraz . Pierwszy opowiada historię sześćdziesięcioletniego profesora ekonomii zostaje postawiony w obliczu problemu ‘dzikich lokatorów’ (do tego nielegalnie przebywających w Stanach) zamieszkujących jego nowojorskie mieszkanie. Drugiego filmu, biografii Boba Dylana nie trzeba zbytnio przedstawiać. „I’m not there" to wielowarstwowa opowieść o jednym z najważniejszych muzyków naszych czasów, w której postać Dylana zagrana jest przez sześciu aktorów.

Dwa całkowicie różne filmy, jeden wspólny mianownik: aktualność tematów. Brak tych filmów świadczy przede wszystkim o dwóch rzeczach. Po pierwsze: o szeroko pojętej ‘kulturze kina’ w naszym kraju oraz o naszej publiczności. Dystrybutorzy, którzy nie widzą w zakupie praw do filmu potencjalnych zysków zwyczajnie go nie kupują. Żeby kupić jakikolwiek film dystrybutor musi wiedzieć, że ludzie na niego pójdą. Wynik równania jest prosty. Najprawdopodobniej Polacy nie mają przyjemności w oglądaniu filmów o samotności w multi-kulturowym społeczeństwie oraz nie przepadają za Bobem Dylanem. Co do tego drugiego, to osobiście uważam to za porażkę.

Zawsze, kiedy pojawiało się jakieś nowe medium często mówiło się o śmierci kina. Tak było w przypadku pojawienia się kamer VHS i internetu. Prawdopodobnie jednak ostateczny cios na drodze marginalizacji kina zada telewizja (po raz kolejny). I ciężko się temu dziwić. Kiedy postawimy naprzeciw siebie kino, które bardziej przypomina hipermarket i telewizję, która do zaoferowania ma seriale i filmy dokumentalne nie bojące się mówić o najbardziej drażliwych i bolesnych tematach, już sama ciekawość sprawi, że zamiast kupić bilet do kina, człowiek prędzej sięgnie po pilota.

"The Visitor" - plakat / Fot. Materiały ogólnodostępneKiedyś Roland Barthes napisał esej „Wychodząc z kina”, w którym opisał wspaniałe przeżycie, jakim jest seans filmowy w ciemnej sali i emocje towarzyszące końcowi projekcji. No cóż, w dzisiejszych czasach taki tekst kompletnie nie ma szansy powstania. Z jednego prostego powodu. Nikt nie napisze tekstu o uczuciu, jakie towarzyszy produkcji taśmowej. A tak z grubsza wyglądają projekcje filmowe w wielkich multipleksach. Już prędzej doczekamy się artykułu zatytułowanego „Chwytając pilota” i opowiadającego o ‘gęsiej skórce’ towarzyszącej oczekiwaniu na kolejny odcinek „Braci i sióstr” czy „Dr Housa”.

Jak na mój gust brak wyżej wymienionych filmów świadczy bardzo źle o kondycji szeroko rozumianego ‘kina’ w Polsce. Oby tylko nie doszło do tego, że tak, jak w przypadku tego teksu, że w gazetach i na portalach, zamiast w sekcji kultura o nowościach filmowych będziemy dowiadywać się na przykład z działu ‘opinie’ czy ‘ciekawostki’.

Raczej w tym roku nie doczekamy się już ani „The Visitor” ani „I’m not there”. Także nie pozostaje nam nic innego jak tylko ze spokojem oczekiwać premiery „Mrocznego rycerza”. I tylko cała nadzieja w tej Unii Europejskiej, że ciągle ma siłę finansować kina studyjne.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (1):

Sortuj komentarze:

  • Autor usunął profil
  • 12.07.2008 23:28

Sorry, nie... Za duzo slow, zbyt wiele ozdobnikow, zdania - potworki np.: "Tak było na przykład w latach 40. we Włoszech, kiedy to neorealiści bez ogródek pokazywali wyniszczone wojną Włochy." jesli masz ochote na ten temat porozmawiac, adres email znajdziesz w moim profilu. Pozdrawiam...

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.