Facebook Google+ Twitter

Czekanie za bramą schroniska

Byłam i zobaczyłam. Odważyłam się tam pójść po tylu latach prób. W głowie miałam tylko jedną myśl; uratować choćby jedno zwierzęce serce, zabrać je stamtąd do siebie. Udało się, od środy jesteśmy razem...

Oto moja Figa. / Fot. Magda BieleńSchronisko dla zwierząt we Wrocławiu. Tu trafiają te porzucone, niepotrzebne, niekochane. Psy, koty, króliki... Przechodzą przez bramę przytułku z nadzieją, że jeszcze raz przez nią przejdą. Najwięcej jest psów, zazwyczaj nierasowe. Te, które nie wygrywają na wystawach. Te, które nie mają rodowodu i ojca championa. Jedyne, co je łączy z tymi rasowymi, bardziej chcianymi, to ciepły dom i potrzeba miłości.

W schronisku dostają swój własny numer identyfikacyjny i boks. Tak są rozpoznawane. Nie ma tu najlepszych smakołyków, pięknych obroży, piszczących zabawek. Jest czekanie i nieustająca nadzieja. Jest wiara w dobre ludzkie serce.

Wchodzę do pomieszczenia, gdzie przebywają szczeniaki. Klatki małe, ustawione jedna na drugiej. Już od progu wita mnie kilkanaście ogonków, machających w obie strony i głośne szczekanie. Cieszą się, że ktoś przyszedł, podają łapki. Próbują zwrócić na siebie moją uwagę, jakby chciały powiedzieć: "Musisz mnie wybrać, jestem najlepszy". Niektóre patrzą nieufnie, być może w swoim życiu poznały już tę drugą, gorszą stronę, człowieka.

Podchodzę do jednej z klatek. Czarne maleństwo podaje mi łapkę, piszczy z radości. Myślę, że wezmę tego pieska, ale przedtem idę do biura wypytać o nią. Miła pani mówi mi, że znaleźli ją w lesie, ma prawie 3 miesiące. Inna dorzuca, że to przesympatyczna sunia. Decyduję się, proszę, żeby mi ją przynieśli. Już nie chcę wracać do tamtego pomieszczenia. Trudno spojrzeć w oczy innym pieskom, tym niewybranym. Trudno powstrzymać łzy, widząc ich smutek, że to nie na nie czeka mój dom, że nie wyjdą stąd, że jeszcze nie dziś...

Dostaję czarną kulkę, przytula się do mnie tak mocno, jak tylko potrafi. Podpisuję umowę adopcyjną. Już jest moja. Otulam ją kocykiem, wychodzimy przez tą bramę, przez którą jeszcze tak niedawno wchodziła z nadzieją, że przez nią wyjdzie. Spełniłam jej marzenia. Ona moje też. O oddanym przyjacielu, o kimś, kto kocha mnie bardziej niż siebie samego.

Idziemy do samochodu. Za bramą schroniska jeszcze słychać szczekanie tych, które zostały. Proszą o prawdziwy dom, wołają głośno, aby ci, którzy chcą je pokochać, wiedzieli, gdzie czekają...

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (2):

Sortuj komentarze:

+ całym sercem z Tobą - ja i Fumcia - "samochodowy wyrzutek".

Komentarz został ukrytyrozwiń

+ Bardzo ładnie napisałaś Madziu, i ciesze się ze ,przygarnęłaś "czarna kulke"
Sama osobiście mam 2 psy ze schroniska(mieszance)i kotka którego ,ktoś wyzucil do buszu w plastykowej siatce,.....jeszcze dlugo pewnie zajmie ludziom zanim naucza sie naprawde kochac zwierzeta.Mam nadzieje ,ze takich ludzi jak ty ,po twoim artykole znajdzie sie wiecej.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.