W Siemiatyczach aresztowano mężczyznę, który przez sześć lat więził i gwałcił córkę. Okazuje się więc, że Joseph Fritzl to nie jest austriacka specyfika. Dlaczego dowiadujemy się o dramatach tak późno?Ofiary długo zwlekały z wyjściem z opresji. Nie były przecież więzione tak jak w przypadku rodziny Friztla. Tu matka miała pełną swobodę, by zaalarmować odpowiednie instytucje i skończyć tę gehennę.
Dlaczego tego nie zrobiła?To znaczy, że społeczne kampanie, które mają zachęcić kobiety będące w matni do zrobienia pierwszego kroku, są nieskuteczne. W Polsce ciągle żyją osoby z syndromem niewolnicy: żony i córki bestii.
Czy to nie wynika też ze słabej wiary w skuteczność pomocy?Tak. Polacy nie wierzą w skuteczność instytucji, może z wyjątkiem straży pożarnej i pogotowia ratunkowego.
Jaka jest tego przyczyna?Wynika to z braku zaufania do obcych. Polacy ufają najbliższym - mężom, dzieciom, żonom, ale nie sąsiadowi czy urzędnikowi.
I dlatego nie sprawdzają się takie instytucje jak pomoc społeczna?To jest błędne koło. Pracownice opieki, które nie mieszkają w najbliższej okolicy i nie są członkami określonej mikrospołeczności, muszą otrzymać jakiś sygnał, by zacząć działać. Tak samo jest z policją. A donosów nie ma, bo ludzie nie wierzą w skuteczność i szybkość działania tych służb. Obawiają się o własny los, o dobytek i spokój. Z drugiej strony - nie są specjalnie zainteresowani, by samemu spieszyć z pomocą.
No właśnie, dlaczego nie interesujemy się życiem sąsiadów?Wręcz przeciwnie, interesujemy się, tyle że to zainteresowanie jest raczej patologiczne. Nie wynika z niego chęć pomocy innym, a raczej pragnienie znalezienia w sąsiedztwie kozła ofiarnego, którego wszyscy mogą oplotkowywać i w związku z tym lepiej się poczuć.
Ta obojętność wobec sąsiadów to nasza cecha narodowa?Zawsze byliśmy narodem solistów, i tak jest nadal. Odwróceni tyłem do siebie nie umiemy ze sobą współpracować.
Skąd się u nas biorą takie postawy? Z PRL-u?Na pewno też, ale kultura kształtuje się w dłuższym horyzoncie czasowym. Możemy sięgnąć jeszcze dalej w przeszłość, na przykład do tradycji liberum veto z Rzeczpospolitej szlacheckiej. Albo do czasów rozbiorów, gdy zaborcy próbowali kontrolować polskie społeczeństwo przez agentów i szpiegów. To doświadczenie ostrożności i nieufności w kontaktach z innymi było utrwalane i powielane przez wieki.
Cały wywiad przeczytasz na stronach
polskatimes.pl