Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

8763 miejsce

"Czerwony kapitan" - wcale nie taki zły film

Maciej Stuhr w roli detektywa czechosłowackiej policji w ekranizacji powieści kryminalnej, która bije rekordy popularności u naszych południowych sąsiadów. Podobnież tłumy walą tam do kin na "Czerwonego kapitana".

Czeski plakat filmu 'Czerwony kapitan' (2016). http://ayya.filmaster.pl/artykul/james-bond-w-bratyslawie/ / Fot. ayya.filmaster.plOd czasu do czasu warto rzucić okiem na repertuar kin. Ewentualnie ufność swą złożyć na karb sądów recenzenckich. Zaś ja jako lojalny odbiorca słowa Wiadomości24.pl (taki serwis w necie, coś jak CNN czy inne BBC), zerkam na stronę obowiązkowo również za cyklicznym "Na co do kina w tym tygodniu?"

I niejako znów dałem się namówić na seans filmowy. Tym razem górę wzięła ciekawość z lekka saturowana krztyną prokrastynacji. Niby dotarło do mnie wcześniej, że gdzieś kręcą "Czerwonego kapitana" ale nie zadałem sobie trudu, by dowiedzieć się czegoś więcej. Premiera miała miejsce zaledwie 26 sierpnia, a nawet opinii o produkcji nie zgłębiłem żadnych.

Po seansie postanowiłem poznać zdanie wyrobionej publicity i gorliwie wziąłem się za konfrontację wrażeń własnych z poglądami krystalizowanymi w rozmediatyzowanym świecie. Cóż, krajowi recenzenci w większości objechali "Czerwonego kapiana" jak - nie przymierzając - typowy kierowca czarnej wołgi pieszego na pasach. Niektórzy wręcz pałali żądzą mordu czy czegoś podobnego, naprawdę.

A więc, mówię wam, że nie jest tak źle jak tego diabła malują. Widzowi dany jest obraz koprodukcji czesko-polsko-słowackiej (lub podobnej konfiguracji), którego siła wyrazu była opiewana w porównaniu do "Psów" Pasikowskiego. Czasy i realia ustrojowe podobne, bohaterowie równie odrażający, brudni i źli, zaś rynsztokowy narratywizm (czyli gdyby Frank Ankersmit przymrużył oko za kamerą) przeplata kolejne sekwencje krwiście i mięsiście.

Rzecz dzieje się w dobie rozpadu twornej państwowości czesko-słowackiej, w chwili odwrotu od komunistycznego mirażu. Postacią pierwszego planu jest młody detektyw wydziału zabójstw Richard Krauz (wołają na niego Rysiek, dubbingiem mocnym jak enerdowski Janosik i rosyjski Terminator). W tej roli Maciej Stuhr, dość przekonujący, sprawnie przyoblekający szatę autentyzmu, bynajmniej daleko do miałkości.

Sprawa jaką otrzymuje rzutki i ambitny Krauz, przywodzi do przeszłości, która otacza go zewsząd i stale zagraża. To jeden z mroków jeszcze nie do końca minionej epoki. Swoją obecność zaznacza ubecja, której nie po drodze z rozrachunkiem win i pozostałych uczynków.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (3):

Sortuj komentarze:

Tak, ten film ma swój oniryczny "drive" :)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Byłem i omal nie zasnąłem. Nie chodzi o grę aktorów, ale o to, że tam niewiele się "klei".
Moje powieki nadrabiały więc zaległości ;)

Komentarz został ukrytyrozwiń

No, no… dawno nie czytałam tak dobrej recenzji.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.