Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

14447 miejsce

Czeski powinien się pojawić w liceach

  • Źródło: Nasze Miasto
  • Data dodania: 2007-11-08 11:00

Coraz częściej wybieramy się do Czech. Na narty, na zakupy czy do pracy. Wielu mieszkańców pogranicza pracuje w czeskich firmach. Zarabiają mniej niż mogliby zarobić w Anglii czy Holandii, ale pracują blisko domu. Ale w opolskich szkołach nie uczy się języka czeskiego.

 / Fot. Witold ChojnackOczywiście są wyjątki. Lekcje czeskiego mają na przykład dzieciaki z Głuchołazach. Ale już w Opolu języka południowych sąsiadów można się nauczyć wyłącznie w Publicznym Gimnazjum nr 3 na Zaodrzu. A i to tylko w ramach zajęć dodatkowych - czeski traktowany jest tak samo jak kółka zainteresowań.

- Przekonuję moich uczniów, że warto, bo to język na tyle podobny do polskiego, że w ciągu trzech lat można się go nauczyć całkiem dobrze - mówi Dagmara Ziółkowska, absolwentka polonistyki i bohemistyki Uniwersytetu Opolskiego, która uczy czeskiego w PG nr 3.

Przekonać dało się około 20 gimnazjalistów. Byłoby ich więcej, gdyby mogli kontynuować naukę czeskiego w szkole średniej i zdawać z niego maturę. Niestety, czeskiego wciąż nie ma na liście przedmiotów maturalnych. Można za to zdawać egzamin maturalny z włoskiego czy portugalskiego. Przepisy oświatowe wyraźnie nie nadążają za życiem. Mamy tu do czynienia z typowym błędnym kołem: czeskiego nie ma na maturze, bo się prawie nigdzie nie uczy. A nie uczy się czeskiego, bo - jakżeby inaczej - nie można go wybrać na maturze.

Nasze kontakty z sąsiadami z południa rozwijają się bardzo szybko. Jeszcze kilka lat temu Opolanie wybierali się do Czech głównie po to, by kupić tani alkohol albo pojeździć na nartach. Ta epoka "mrówek" i turystów powoli odchodzi jednak w przeszłość. Czechy zaczynają być postrzegane jako poważny gospodarczy partner, z którym warto robić interesy.

Coraz więcej czeskich firm szuka też w Polsce pracowników o różnych kwalifikacjach: od rzeźników po informatyków. Tylko w kopalniach Karwiny pracuje dziś półtora tysiąca polskich górników. Nasze samorządy kooperują z czeskimi partnerami, walcząc o unijne pieniądze. Przykład pierwszy z brzegu - część Dinoparku w Krasiejowie powstała dzięki kooperacji Ozimka z czeskim Przerovem. Główną barierą nadal pozostaje jednak... nieznajomość języka. Bo w polskich - i opolskich - szkołach lekcje czeskiego wciąż należą do rzadkości. Powód? Nieżyciowe oświatowe przepisy.

- W gimnazjum jest tylko jeden język obcy. Ponieważ dzieci muszą kontynuować naukę języka, którego uczyły się w podstawówce, tę rolę pełni angielski - opowiada Małgorzata Ludwikowska, dyrektora Publicznego Gimnazjum nr 3 w Opolu, gdzie czeskiego uczy się - jako języka dodatkowego - grupka chętnych gimnazjalistów.

Wszystko zaczęło się od poprzedniego dyrektora Mikołaja Jendrysika, który uznał, że nieznajomość języka najbliższych sąsiadów to jakiś piramidalny absurd. Nawiązał kontakty ze szkołą w Bruntalu (w nadziei, że i Czesi zechcą się uczyć polskiego), po czym zorganizował u siebie zajęcia z czeskiego. Najpierw lekcje prowadziła Katarzyna Chrobak (dziś pracuje na Uniwersytecie Wrocławskim), potem jej obowiązki przejęła Dagmara Ziółkowska, absolwentka opolskiej uczelni. - Najpierw była u nas taka czeska klasa, która miała trzy godziny w tygodniu, a do tego dwie godziny kółka bohemistycznego - opowiada Ziółkowska. - Potem, gdy zmieniono przepisy dotyczące zajęć dodatkowych, zostały dwie godziny tygodniowo dla grupki chętnych.

- To nie jest taki prosty język jak się wydaje - opowiadają Kamila Rogaczewska i Patrycja Horoszyńska z III c. - Łatwo się pomylić, bo niektóre słowa są identyczne w obu językach a znaczą zupełnie co innego. Przykładowo czeski "napad" to nasz "pomysł", a "sklep" to "piwinica".

Gimnazjaliści z "trójki" uczą się czeskiego trochę hobbystycznie. Niestety, nie mogą kontynuować nauki po ukończeniu gimnazjum, bo czeskiego nie ma w żadnej opolskiej szkole ponadpodstawowej. Powód jest prosty: języka naszych południowych sąsiadów nie ma na liście języków nowożytnych, które można wybrać na egzaminie maturalnym. Marek Legutko, dyrektor Centralnej Komisji Egzaminacyjnej, tłumaczy, że czeskiego jeszcze nie ma, bo - póki co - uczy się go w niewielu szkołach i nie ma dla kogo takiej matury organizować.

- Ale monitorujemy sprawę i jeśli pojawi się takie zapotrzebowanie, to uzupełnimy listę - zapewnia.

Josef Byrtus, konsul generalny Czech, jest umiarkowanym optymistą.

- Co rusz gdzieś w Polsce powstają klasy z językiem czeskim, bywam do nich zapraszany - mówi. - Nasze wzajemne kontakty się zacieśniają, prędzej czy później sytuacja się unormuje.

Zdaniem dyrektor Ludwikowskiej, coś konkretnego można by jednak zrobić już teraz.

- Bardzo by nam pomogło, gdyby choć w jednej opolskiej szkole średniej uczono czeskiego - mówi. - Może nagłośnienie problemu pomoże?

- Pewne jest, że moich uczniów zniechęca to, że nie mogą uczyć się czeskiego po odejściu z gimnazjum - dodaje Ziółkowska. - Muszę ich przekonać, że warto się uczyć dla siebie. Bo czeski przyda się i w życiu, i w CV.
Marek Świercz
-
POLSKA Gazeta Opolska

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.